Siedzę sobie z koleżanką, a ona ni z gruchy ni z pietruch (tak wiem moje porównanie jest bardzo dojrzałe) pyta:
Jim Morrison nie żyje co nie?
ja: *no tak, zachowaj spokój, powinnaś się przyzwyczaić*
ja: Nie kurwa... żyje na Bali razem z Hitlerem.
koleżanka: Ale gdyby on i Kurt żyli to byliby mniej więcej w wieku Gunsów?
ja: *mindfuck*
ja: Kurt tak, ale z Morrisonem trochę gorzej
ja: *jezu czy naprawdę jestem JEDYNĄ osobą, która wie, że Doorsi grali w latach '60?.... No dobra idę do sklepu z niemiecką chemią, konstruuję bombę wodorową i spektakularnie się wysadzę*
YOU ARE READING
Dzień z życia... stalkera martwych artystów
HumorTo jest takie trochę "luźne" opowiadanie. Z racji tego, że jestem kimś w rodzaju grunge'owca, który przy okazji słucha The Doors, Davida Bowie i całej reszty, a moi znajomi o tych rzeczach wiedzą tyle, ile ma wspólnego Bieber z Cobainem to mam na ko...