Rozdział 5

264 8 2
                                        

*Trzy dni później*

Sama pojechałam pociągiem na pogrzeb rodziców. Kupiłam dalie i poszłam pod kościół. Tutaj zobaczyłam znane mi od kilku dni czarne BMW i czarnego Mercedesa. Po chwili zobaczyłam w garniturze wysiadającego z Merca Kubę. Zgolił zielone włosy.

-Hej...

-Cześć Laura. Szczerze z całego serducha współczuję... -przytulił mnie mocno, co też uczyniła po chwili reszta ekipy. Nie płakałam już. Po Mszy poszliśmy na cmentarz, gdzie cały czas za rękę trzymał mnie Kuba. Kiedy było po całej ceremonii podeszła do nas jakaś starsza kobieta.

-Ty jesteś ich córką?

-Tak?

-Przez ciebie się pozabijali! Zostawiłaś rodziców bez środków do życia!!

-Na pewno nie było tak jak Pani mówi... przepraszamy, ale bardzo przeżywamy tą tragedię naszej rodziny i proszę nie dolewać benzyny do ognia. Nie jest to właściwy moment...-odpowiedział Kuba trzymając moją dłoń. 

Poszliśmy na parking i odjechaliśmy całą ekipą. W aucie panowała cisza. Nawet radio nie grało, a Kuba wypalił kolejnego papierosa.

-Kuba?-spytałam

-Tak?

-Dziękuję, że przyjechaliście...

-Nic nie było ważniejsze od tego...

-A wyjazd do Kanady?

-Jutro. Przesunęliśmy termin o jeden dzień.

-Dzięki Kuba... Dzięki, że zgoliłeś te zielone włosy.

-Nie ma sprawy.

*Quebonafide*

Laura zasnęła w aucie. Na najbliższym postoju na tankowanie auta przykryłem ją swoją marynarką. Słodko spała. Pogłaskałem ją delikatnie po delikatnie różowym policzku.

-Kuba...-zawołał Maciek szeptem.

-Co?

-Zachowałeś się jak facet.

-A mogłem inaczej?

Zatrzasnąłem drzwi. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy pod jej blok.

Obudziła się sama. Wyszliśmy z auta.

*Maciek*

Pod jej blokiem wyszliśmy zajarać. Staliśmy we troje obok samochodu. Ona była zmęczona i tak śpiąca, że aż większość rzeczy do niej nie docierało.

Kuba nie spuszczał z niej oka. Wyrzucił papierosa i nawet nie upomniał się o swoją marynarkę od dziewczyny.

-Spadamy. Dzwoń i pisz do mnie jak tylko będzie się coś działo, okej?

-Dzięki wielkie...-powiedziała. 

Chwyciła jego podbródek i dała mu delikatnego i długiego buziaka w usta. Kuba stał jak wryty. Odprowadził ją wzrokiem, a w momencie kiedy zniknęła za rogiem on nadal stał i się patrzył.

-Ekhem..-udałem

-Co?

-Mieliśmy jechać.

-Tak, tak.

*Laura*

Byłam zmęczona. W zasadzie już sama ledwo kontaktowałam. Dlatego szybko wzięłam prysznic i ubrałam bluzkę i jego marynarkę, która sprawiała, że nie czułam się sama. Perfumy, które drażnił moje nozdrza dawały poczucie, że jest jeszcze ktoś na tym świecie przy kim czuję się bezpiecznie.

SLEEP WELL ||QUEBONAFIDEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz