Rozdział 1

709 17 5
                                        

Nowego dnia obudziłam się skostniała. Pod własnym dachem spałam jak bezdomny. Moje włosy to porażka. Kawa naszczęście ratuje mój humor i nawet smokeye wyszło idealnie. Spięłam włosy, podwinęłam rękawy od kolorowej koszuli i do dzieła! Muzyczka z lapka gra, tralalalala. Otworzyłam okno by wywietrzyć. Trochę dużo tu kurzu, ale to nic!

Straciłam równowagę odchodząc od okna i ratując się złapałam się parapetu. Na mój nie fart zwaliłam kwiatka, który wyleciał przez okno. Szybko wyjrzałam i spojrzywszy na dół zobaczyłam leżącego faceta na chodniku. Kurwa, zabiłam go.

Zbiegłam na dół jak najszybciej. Facio siedział na chodniku i masował dłonią głowę.

-Cześć, żyjesz jednak.
-Jednak?-parsknął śmiechem -Masz szczęście, że kwiatek jest plastikowy.
-CO?! Jak to plastikowy?! Gdzie go masz?!-spytałam zdziwiona i rzuciłam się na domową ozdóbkę leżącą na trawniku.

Podniosłam, obejrzałam ze wszystkich stron, dorwałam naklejkę, a na niej "Made in China".

-I co?
-Made in China.
-Mówiłem.
-Sorry?-wyszczerzyłam się i pomogłam mu wstać.
-Zszedłem na zawał tylko, wystarczy tylko sorry.-uśmiechnął się ironicznie i odszedł.

Wróciłam do siebie. Po kilku minutach sprzątania mój żołądek obudził się do życia. Pobiegłam tak jak stałam do najliższej Żabki. Wrzuciłam zupki chińskie do koszyka. Trochę słodkości i można iść do kasy. Chociaż nie, jeszcze piciu, piciu. Łatwiej by było gdyby ten sok stał niżej. Stojący obok mnie facet nie garnął się żebymi pomóc. Świetnie, sama sobie pomogę. Stanęłam na palcach i musnęłam opuszkiem dłoni butelkę, która nagle zaczęła się bujać na regale i spadła...wprost na stopę tego faceta.

-Sssssssss...ała!-krzyknął, aż jego końcówki włosów zrobiły się czerwone. Chociaż nie, miał już takie.
-Sorry!
-Świetnie dzięki...dziś się nie ruszę...-zaczął gadać pod nosem.

Olałam typa i poszłam do kasy z tą nieszczęsną butelką. Dobrze, że mu się nic nie stało. Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Dwie torby, każda w innej ręce. Dla równowagj, żeby nie było. Weszłam na pasy kiedy zadzwonił mi telefon. Zatrzymałam się na nich i...

*On*

-HAMUJ,KURWA!

Nie zdążyłem. Kurwa...jeszcze tego mi brakowało. Wysiadłem z auta.

-Dzwoń na pogotowie! Zobacz jak krew jej leci!
-Pojebało cię?! Sok jej się potłukł!

*Ona*

Obudziłam się. Raczej obudził mnie...kurwa kosmita.

-Nie porywajcie mnie do badań seksualnych!
-Co?? Dzwoń do Zawady, że się spóźnimy... Ja jebię...

Zza mgły wyłoniła się postać. Okej, to nie kosmita, ale było blisko. Kto o zdrowym umyśle farbuje sobie włosy na zielono. Debil chyba jakiś.

-Ej, żyjesz? - zaczął się na mnie lampić.

Spojrzałam w prawo potem w lewo. Poruszyłam palcami u stóp. Okej, wszystko gra.

-Jak widać?-wstałam i się otrzepałam.
-Serio w porządku? Bo jak nie to dzwonie po lekarza?
-Nie trzeba.
-Na pewno? Mówisz jak byś była co najmniej najebana albo w szoku.
-A co ty wgl mi zrobiłeś?-dotarło do mnie.
-Potrąciłem Cię autem na pasach.
-AŁA,AŁA,AŁA!-zasymulowałam, ale jak poruszyłam nogą bolało na serio.
-Odwiozę Cię do lekarza i tak jestem spóźniony.
-Nie dzięki.
-Ale to należy zszyć.-wskazał palcem.
-Ale że co?-spojrzałam na udo i...

*On*

-Kurwa, dzwoń po tą karetkę. -no zasłabła.
-Ja jebię...akurat teraz musiałeś to zrobić?!
-To ona weszł na pasy jak święta krowa jakaś!! Dzwoń, bo szkło ma w nodze!

*Ona*

Okej, żyję, ale łeb mi pęka... to prawdziwa udręka. Oczy nie chciały się same otworzyć, bo jakiś debil świecił mi w nie latarką.

-Oprócz zaszytej już rany na udzie wszytko w porządku. Odwieziemy Panią do domu.
-Okej? Skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Z Pani dowodu?
-Jakiego dowodu?! Nikogo nie zabiłam!-zerwałam się z łóżka.
-Dowodu osobistego.
-Jesteś złodziejem?! Bierz co chcesz tylko już daj mi coś przeciwbólowego...
-Jestem ratownikiem medycznym, a Pani jest jeszcze w szoku.
-Przecież nie byłam w ciąży!
-Szoku po wypadku. Została Pani potrącona na pasach. Wszystko na szczęście jest w porządku.
-Dobra, w takim razie proszę kierunek dom.
-Oczywiście-zaśmiał się.

Odprowadzili mnie pod same drzwi mieszkania. Kurwa, cały dzień mi prawie zleciał przez jakiegoś idiotę... Usiadłam na swoim najukochańszym łóżku (czytaj kartony na podłodze) i zaczęłam wybierać agd. Począwszy od łóżka po kolorowe cottonballs!
Nie zmieniło to faktu, że nie jestem głodna. Na zupkę chińską nie mogę już patrzeć. A więc? Iść czy nie iść do tego jebanego sklepu? A jak znowu mnie ten kretyn jebnie autem? Chuj, może tym razem nie na pasach.
O kulach zeszłam na dół. Cud! Nie wyrąbałam się! Nie wyrąbałam się! Chcąc zdążyć przed zamknięciem się drzwi od klatki "przyspieszyłam", ale... moja twarz miała bliskie spotkanie z szybą. Mój nos...

-Pomogę.-uśmiechnęła się jakaś kobieta i otworzyła mi drzwi
-Dziękuję dobra kobieto.
-Sąsiadki muszą sobie pomagać. Długo tu mieszkasz?
-Od wczoraj.
-Antosia jestem, a Ty?
-Laura, ale wolę jak wołają Larka.
-Okej. Co Ci w nogę?
-Wyobraź sobie, że jakiś idiota potrącił mnie autem na pasach. Stłukł mi mój sok pomidorowy w szklanej butelce i stąd moja rana na udzie.
-Ale oprócz tego nic Ci nie jest.
-No nie.
-No to dobrze. Gdzie idziesz?
-Do sklepu, muszę coś zjeść.
-To może ja Ci zrobie zakupy? Też idę do Żabki. Przyniosę Ci.
-Okej. 21 B.

Wróciłam się do mieszkania. Po kilku minutach po moim m4 rozległo się pukanie.

-Proszę!-krzyknęłam.
-Hej, to ja.
-Ja to znaczy kto?
-Ja to znaczy Antosia.
-Okej.

Pokuśtykałam do przedpokoju. Odebrałam zakupy i oddałam sąsiadce kasę.

-Dzięki wielkie za pomoc.
-Nie ma za co. Jak coś to wbijaj do 25 M
-Okej, dziena.

Po czym zostałam sama. Zjadłam parówki z bułkami i wzięłam prysznic. Ale tak żeby nie zamoczyć bandaża na udzie. Miało się udać. W zasadzie miało tak być, gdyby nie ta jebana, niebieska wycieraczka w kabinie. Jej przyssawki nie przyssały się do spodu kabiny w satysfakcjonujący sposób i znowu miałam bliskie spotkanie... tym razem z pleksą. Nie bolało aż tak, ale siniak będzie.

Gotowa do spania przypomniało mi się, że miałam dziś ogarnąć sobie jakąś pracę. Chyba chińska dieta przedłuży się tak trochę...bardziej?
Nie mogłam się ułożyć na "łóżku". Było za twardo. Nawet skorupka od jajka jest miększa od mojego legowiska!

SLEEP WELL ||QUEBONAFIDEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz