Rozdział 6

571 42 3
                                        

Minął miesiąc, odkąd zacząłem pisać w B&G.W sumie, był to jeden z lepszych miesięcy, znaczy tak mi się wydaje. A może tylko się wydaje? Często spotykamy się z Betty, żeby omówić tematy artykułów, albo poszperać w dokumentach w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Wychodzimy też czasem razem do Pop's. Rudy piernik zaczął się do mnie odzywać. Fakt, B powiedzia, że to załatwi i słowa dotrzymała, ale nie wiem jak ona to zrobiła. Ta dziewczyna ma w sobie coś, co jest nie do opisania. Gdy zaczynam z nią rozmawiać, lżej robi mi się na sercu. Nie wiem, jak to działa, ale przy niej wypełnia mnie jakaś pozytywna energia i czuję, że życie jednak po coś jest. Więc, tak jak mówię, ten miesiąc to jeden z lepszych w moim życiu.

-Jughead!- krzyknęła dziewczyna gdy zobaczyła mnie przy szafce.

-Hej Betty.- powiedziałem, a ona znalazła się obok mnie.

- NIE UWIERZYSZ CO ZNALAZŁAM!

- No pochwal się szerloku.- przewróciłem oczami żartobliwie za co dostałem w ramię.

- Grabisz sobie Jones. Ale skoro nie chcesz zobaczyć artykułu, o śmierci pewnej rodziny i to zaledwie sprzed dwóch lat, twoja strata.- uśmiechnęła się wścipsko.

- Dobra poddaje się.- powiedziałem unosząc ręce w górę.-Co tam masz pokazuj.

- Jug, nie będziemy stali na środku korytarza czytając gazety. Po tej lekcji, w B&G.

- Nie lepiej po prostu nie iść na lekcji? Teraz jest sprawdzian z matmy...

- Nie ma opcji, chyba że chcesz powtarzać rok.

- Dobra.-powiedziałem zawiedziony, fakt faktem ma rację, bo jednak trzeba mieć trochę ocen, żeby zdać. Wtedy zadzwonił dzwonek, więc zaczęliśmy  zmierzać w kierunku klasy.

Po zakończeniu lekcji zacząłem iść w kierunku biura. Betty już tam była.

- Jak tam sprawdzian z matmy?- zaśmiała się.

- Liczę w najlepszym przypadku na 3, nic więcej się nie spodziewam.-przewróciłem oczami, bo wiedziałem, że gdybym nauczył się tych durnych pierwiastków było by o wiele ale to o WIELE lepiej.

- Nie przesadzaj, był łatwy.

- Dla ciebie każdy sprawdzian jest łatwy Betty!- powiedziałem z żalem, a ona tylko się zaśmiała.

- Dobra co tam znalazłaś? Spytałem się podchodząc do jej biurka.

- Sprawa rodziny Icsbell sprzed dwóch lat.

- Czekaj. To nie ta rodzina, która ponoć utonęła, ale tak naprawdę policja nie znalazła poszlak i wymyśliła pierwszą lepszą teorię na temat ich śmierci?- dziewczyna pokiwała twierdząco głową.

A zapomniałem powiedzieć, że oprócz pisania zajmujemy się jakimiś starymi tajemnicami. Tajemnicze zgony, nigdy nie wyjaśnione zaginięcia. To to, co nas najbardziej interesowało i łączyło.

- Więc wnioskuje, że chcemy się dowiedzieć co tak naprawdę stało się z tą rodziną tak?

- Dokładnie tak Jug. Brawo za spostrzegawczość.

- Bardzo śmieszne Cooper. Naprawdę świetny żart.

- Dobra teraz pomyślmy gdzie możemy zacząć szukać.

- Czekaj. Czy przypadkiem ich dom nie został sprzedany i stoi przy wjeździe do Riverdale odkąd zginęli?...

Nic nie jest pewne...//BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz