Rozdział 11

330 29 2
                                        

           -To jakiś  żart. Nie, nie, nie.- zacząłem chodzić wkoło i nawet nie zauważyłem że...        -Jughead, wszystko dobrze?- przeszedł mnie dreszcz. Co Betty tutaj robiła?                                -Betty? Skąd ty tu?- powiedziałem zmieszany. Teraz wszystko się wyda...                                        -Nieważne. Bardziej interesuje mnie co ty tutaj robisz. I co to za rzeczy? Jug czy ty tu...              - -Mieszkam? Tak, zgadza się. Tyle że w czasie przeszłym.-uśmiechnąłem się ironicznie.- jeśli chcesz możesz teraz uciekać-wzruszyłem obojętnie ramionami. A to wcale nie było obojętne. Faktycznie,wkurzyła mnie tym, że tu za mną przyszła, ale koniec końców była moją przyjaciółką...
- Może dlatego, że mieszkałem w zapyziałej budce kina samochodowego a teraz jestem w zasadzie bezdomny?- uniosłem brwi, a ona tylko popatrzyła na mnie ze współczuciem.          -Jughead, ja wszystko wiem... O tym, że nigdy nie chodzimy do ciebie bo nie pojawiasz się w domu praktycznie nigdy,  bo twój tato jest alkoholikiem i zamiast w waszej przyczepie mieszkałeś tu...- po tych słowach zamurowało mnie całkowicie.                                                        -Skąd o tym wiesz?                                                    - Moja mama mi powiedziała. Przepraszam, nie powinnam, ale to nie dawało mi spokoju. Chciałam wiedzieć, co tak naprawdę się dzieje, bo po prostu się o ciebie martwiłam. A skoro tego już nie ma-wskazała palcem na gruzy budynku- co teraz zrobisz?- spytała zmartwionym głosem. Widać było, że naprawdę się martwi. Martwi się o mnie... Chyba po raz pierwszy w moim całym życiu ktoś się o mnie martwi...Albo po prostu to udaje żeby nie było mi przykro.                              -Ja...- zawahałem się. Właściwie co ja teraz zrobię.- coś wymyślę.                                                - Nie Jug. Przyznaj się, że tak serio to nie masz pojęcia co zrobisz, a jest 11 w nocy. Dzisiaj prześpisz się u mnie. Jestem sama w domu, więc łóżek masz do wyboru do koloru, a mi będzie raźniej. No i będziemy mogli przejrzeć jeszcze raz te artykuły i akta.                           -Betty daj spokój. Nie będę ci się narzucał. Znajdę coś nie wiem, pójdę do motelu albo do d... do domu...                                             -Jughead zapomniałeś o jednej, kluczowej sprawie. Mi się nie odmawia- powiedziała łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę northside.                                                                    - Ej a moje rzeczy?                                                    -To bierz tą torbę i za mną.- powiedziała gestykulując coś rękami.

- Podsumowując... Nie mamy nic nowego.-powiedziała kryjąc twarz w dłoniach.                    - Dokładnie tak.- potwierdziłem już tak zmarnowany i zaspany, że gdybym nie wypił godzinę wcześniej kawy dawno bym padł.          - Dobra, na dziś wystarczy, bo zaraz tu zejdę. Jutro pójdziemy do szpitala. Może dowiemy się czegoś o tym mężczyźnie. Jeśli chcesz, możesz spać w pokoju Polly...- jej mina momentalnie zmarkotniała, ale po chwili pojawił się sztuczny uśmiech. Coś musiało się stać z Polly.                  - Dzięki wielkie, że mogę u ciebie przenocować. Jutro postaram się coś znaleźć.                              - Spoko. Bez pośpiechu rodziców nie ma, więc możesz tu jeszcze zostać, gdybyś nic nie znalazł.   
- Dziękuję jeszcze raz. Dobranoc.                          - Dobranoc.


WITAM. TAK ŻYJE.

A tak serio to wiem, że piszę bardzo nieregularnie ale niestety trochę kiepsko u mnie z czasem :(  Ale udało mi się coś napisać. No i ogólnie to wracamy do szkoły... Meh. Ale dobra mam nadzieję, że wszystko trzyma się kupy z poprzednimi rozdziałami, a jeśli nie to sorka, bo nie chce mi się czytać całości ;'D. Trzymajcie się, zdrówka i bajcio!💕

Nic nie jest pewne...//BugheadOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz