Rozdział 2

240 19 27
                                        

- słuchamy- odpowiedział Paprot patrząc wybałuszonymi oczami na matkę.
- Zapewne wiecie że już jutro noc hulanek- powiedziała wróżka. - zawsze jest ona odczuwalna i nie rzadko powoduje wiele strat i problemów ale jutrzejsza noc hulanek będzie niepowtarzalna pod wieloma względami. Ostatnio wiele stworzeń twierdzi że widziało Ronodina. Niestety żadne z nich nie jest pewne a żadna z moich wróżek nigdy go nie widziała.  Jeśli jednak to prawda możecie być jutro w nie lada niebezpieczeństwie...- przerwała królowa wróżek biorąc łyk herbaty- ... Przypuszczamy że jeśli jakimś cudem Ronodinowi udało dostać się do rezerwatu to napewno sprowadził posiłki. Niestety jak wiecie wtedy nigdzie nie jest bezpiecznie ale mam nadzieję że moich wróżek starczy do odpowiedniego zabezpieczenia domu. - dodała królowa wróżek po czym zamilkła. Paprot popatrzył na Kendrę znaczącym spojrzeniem. Widziała że on bał się tak samo jak ona.
- O nie!... Ostatnio coś otruło nasze dynie. Zwiędły w czasie trzech dni! To napewno robota Ronodina!- krzyknęła Kendra czując że w oczach zbierają jej się łzy.
- no tak..- westchnęła królowa - to bardzo komplikuje sprawę. Postaram się postawić moje wróżki na straży ale jak wiecie 100% skuteczność dają tylko wtedy kiedy utworzy się z nich lampiony. Najgorsze jest to że jeśli Ronodin postanowi dostać się do środka to napewno znajdzie sposob- zakończyła królowa biorąc kolejny łyk herbaty-  postaramy się jak najlepiej was zabezpieczyć ale w takim wypadku jak pewnie się domyślacie nie wiele mogę zrobić. Naprawdę bardzo mi przykro... Jedyne co jeszcze mogę zrobić to wysłać wam jak najwięcej wróżek a także kilku astrydów. - dodała po czym zapadła cisza.
- Bardzo dziękujemy za pomoc ale nie noc hulanek jest głównym powodem naszej wizyty- powiedziała Kendra która przez towarzyszący jej stres czuła się nieswojo we własnym ciele. Siedziała przecież w salonie królowej wrózek jak we własnym domu! Czuła się zaszczycona ale z drugiej strony zawsze mogła zajść za daleko jednym zdaniem i stracić zaufanie królowej.
- więc słucham. Po co przyszliście? Zamieniam się w słuch- odparła królowa po czym widocznie skupiła całą swą uwagę na słowach jakie mieli zamiar wypowiedzieć Kendra z Paprotem.
- obawiamy się że stowarzyszenie mimo ostatnich wydarzeń związanych z otwarciem zyzxu jeszcze nie zakończyło swojej działalności raz na zawsze. A twoje informacje jeszcze bardziej potwierdzają te teorie. Obawiamy się że znowu grozi nam realne zagrożenie z ich strony- powiedział tym razem Paprot w odróżnieniu od Kendry widocznie rozluźniony
- Czy w związku z tym mogła byś przydzielić każdemu z nas po jednym astrydzie który zawsze będzie nas pilnował? Może to być ten sam albo za  każdym razem inny mogą być na zmianach albo jeszcze inaczej. Nam to naprawdę obojętnie tylko chcę zapewnić mojej rodzinie - przy tych słowach znacząco spojrzał na kendrę- zapewnić bezpieczeństwo.

- rozumiem twoje obawy. - odparła królowa pociągając kolejny łyk herbaty- oczywiście zobaczę co da się zrobić ale musisz zrozumieć że nie będę nasyłać na was całej armii- dodała ale widocznie nie miała zamiaru jeszcze kończyć tego tematu- zapewnie po jednym astrydzie sethowi, Kendrze, Tobie , Stanowi , Ruth, Hunkowi, Glorii a także Tanu,
Vanessie i warrenowi. Żaden inny gość nie będzie miał osobistej opieki w ale codziennie po dwóch astrydów będzie patrolować okolice ogrodu.- zakończyła odstawiając filiżankę na stolik.
- Dziękuję! To i tak jest dla nas bardzo wiele- odparła tym razem Kendra. - Jaki jest twoim zdaniem najskuteczniejszy sposób na możliwe odparcie wrogów jeszcze zanim przyjdą.- Spytała dziewczynka pełna nadziei. Królowa pomagała im już przecież tyle razy! Przecież zawsze umiała znaleźć jakieś rozwiązanie, zawsze miała jakiś pomysł.
- Teoretycznie moglibyście wyjechać z jednymi z dziadków ale ostatnio nie skoczyło się to dobrze jak pamiętasz Kendro- odparła królowa znowu nalewając sobie Herbaty- myślę więc jednak że lepiej będzie jak zostaniecie w domu- dodała po czym zapadła niezręczna cisza.
- my chyba już pójdziemy matko!- powiedział Paprot po czym wstał. Dziewczynka zrobiła to samo. Grzecznie pożegnała się z wróżką po czym razem z jednorożcem wyszli z pomieszczenia. Dopiero teraz Kendra poczuła jak bardzo stresowała się zaistniałą sytuacją. Kamień spadł jej z serca a sama dziewczyna czuła się jakby cały czas wstrzymywała powietrze. Prawie jak podczas przenoszenia kilku talerzy jeden na drugim kiedy cała ta wieża niebezpiecznie się zachwieje. Teraz jednak mogła odetchnąć z ulgą. Wyszli z budynku gdzie na ganku czekała na nich ta sama para astrydów co wcześniej.  Przenieśli ich do miejsca w którym wcześniej ich zabrali. Wtedy Paprot wypowiedział te same nieznane Kendrze słowa a po otwarciu oczu dziewczynka wraz z jednorożcem stała na wyspie w Baśnioborze. Podeszli do łódki którą wrócili na polanę z altankami a potem poszli do Hugona i siedząc w wózku wyruszyli w drogę powrotną.

Powrót Ronodina Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz