~15~

1.3K 71 32
                                        

- To było niezłe, ale dlaczego ją oblałaś? Jakiś konkretny powód? - Zapytał Patryk bawiąc się piłeczką pingpongową, a następnie celując do kubeczków, które stały na stole.

Popatrzyłam na chłopaka, zirytowana tym, że nadal nie wierzył w moją wersję. Zostaliśmy sami w domku moich dziadków, bo wszyscy się rozjechali, zaraz po odjeździe Walczuka. To znaczy, ja ich ładnie ujmując wyprosiłam. Nawet nie wiem jakim cudem, on został, ale w sumie samej w pustym domu, też nieciekawie.

- Ile razy mam ci jeszcze powtórzyć? Sama się oblała - odpowiedziałam, siadając na blat kuchenny, obserwując, jak Patryk celnie rzuca piłeczką.

Chłopak po idealnym rzucie z zadowolenia aż podskoczył do góry, zaciskając pięści.

- Widziałaś ten rzut? Stwierdzam, iż mam wrodzony talent - popatrzył na mnie z uśmiechem.

Krótki moment patrzyłam na chłopaka, ale od razu odwróciłam niezadowolona wzrok. Miał w dupie to co mówię, ale co się dziwić, kto by chciał słuchać w kółko tego samego?

Zeskoczyłam z blatu i wzięłam z ręki Patryka piłeczkę oraz wycelowałam jeden z kubeczków, nie patrzyłam na chłopaka, ale czułam jak mnie obserwuje. 

- Możesz przestać się tak gapić? - Powiedziałam i oddałam rzut.

Piłeczka zamiast wpaść do plastikowego kubeczka, ustała na krawędziach stojących obok siebie dwóch kubeczków. Odsunęłam się od stołu ze zmieszaną miną, bo w sumie cały czas przegrywałam na całej linii. Nie mogłam utrzymać przyjaźni z Jankiem, nawet na małą zwykłą chwilę. Zawsze musiało się coś spieprzyć. 

Zobaczyłam na krawędzi stołu, stojący pojedynczy pusty kieliszek, szybko podeszłam, zabrałam go przy czym od razu sięgnęłam po butelkę jakiejś wódki.

Wyszłam z kuchni, kierując się na taras, gdzie znajdował się ogromny ogród. Trochę zarósł, jednak wszystko jest do ogarnięcia. Miejsce był bardzo urokliwe, chyba zostanę w Tatrach na dłużej odizolowana od wszystkich, żeby wszystko sobie poukładać.

Chwilę po mnie, przy mnie znalazł się Patryk. W ręku miał butelkę jakiegoś wina, którą pił z gwinta. Popatrzyłam się na niego, unosząc brew do góry.
Chłopak od razu odsunął butelkę od ust i popatrzył na mnie pytająco.

- No co? Nikt tego nie wypije, to co mam się ograniczać tak jak ty - wskazał na kieliszek.

W odpowiedzi uśmiechnęłam się pod nosem, odwróciłam od chłopaka wzrok. Starałam się utrzymywać dobry mood, jednak na myśl jaką intrygę wysnuła Nathalie, aż mnie w środku skręcało. Nic się do niej nie pomyliłam, jednak teraz już wiem, że będzie też zdolna do bardziej „drastycznych" posunięć.

- Co tak zamilkłaś? Alka, jest początek wakacji - powiedział Patryk, odstawiając na ziemię butelkę.

- I co w związku z tym?

- Wyszaleć się trzeba - powiedział patrząc łobuzersko.

- Tsa, i w tym szaleństwie, ty oczywiście będziesz brał udział? - Popatrzyłam na niego.

Chłopak uniósł ramiona do góry oraz udał nieświadomego.

- To już od ciebie zależy. Muszę przyznać, że nudzę się tu. - Powiedział.

- To wracaj do Warszawy, droga wolna. - Powiedziałam, wchodząc do domku.

- Tak szczerze, to ty na coś liczysz ze strony Januszka? - Usłyszałam za mną pytanie.

Odwróciłam się do niego, a on oparł się o futrynę wpatrując się we mnie i oczekując odpowiedzi. Ale co ja mu miałam powiedzieć? Już teraz to sama nie wiem czy warto walczyć o jakąkolwiek przyjaźń z Januszem. Jeżeli Nathalie będzie mi uprzykrzała każde spotkanie z nim, to wolę zaoszczędzić nerwy i nie wchodzić w to.

Toksyczna| Janusz Walczuk Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz