Akaashi?

57 6 0
                                        

Jako człowiek, który nie posiada nikogo bliskiego, do kogo mógłby chociaż czasem coś powiedzieć, nie posiadałem ciekawego życia. Dlatego codziennie wstawałem o tej samej godzinie, robiłem te same rzeczy, wychodziłem o tej samej porze i tak samo mijały mi każde dni.

Dzisiejszego poranka nie zakładałem, żadnych odchyleń w aktualnej rutynie, która zdążyłem sobie wyrobić. Obudziłem się równo o godzinie siódmej i po chwili rozciągania wstałem, wciąż lekko nieprzytomny zająłem się rannymi obowiązkami przy kocie i w końcu dobudzilem się po łyku kawy.

Reszta również mijała mi tak samo, jak w poprzednich dniach, chwyciłem za torbę z kanapy i opuściłem swoje mieszkanie, za niedługo zaczynały się wykłady, więc w spokoju pokonałem drogę na uniwersytet. Lubiłem tą pracę, dzieciaki mnie dobrze przyjęły i mogłem uczyć o czymś, co naprawdę mnie ciekawiło. Na koniec odpowiedziałem na pytanie, które mogły się pojawić i opuściłem budynek.

Zacisnąłem mocniej na sobie płaszcz, który przegrywał walkę z wiatrem i kroczylem chodnikiem, gdzie pojawiało sie z każdym dniem coraz więcej liści. Po niedługim spacerku pchnąłem drzwi i przekroczyłem próg z charakterystycznym dźwiękiem dzwoneczków.

- Dzień dobry. - Uśmiechałem się delikatnie do Kenmy przy kasie, który przyjmował coraz to nowsze zamówienia. Sam zamówiłem herbatę i zająłem miejsce przy ladzie, w między czasie poczułem przelotnie klepnięcie w ramię i mignął mi uśmiech Kuroo, który pochłonięty był roznoszeniem wszystkich napoi. - Widzę, że macie ruch.

- Jak widzisz, przez to nie znajdę dla ciebie za dużo czasu do rozmowy. - Brunet przepraszająco się uśmiechnął, na co machnąłem ręką, wszystko wynagradzał mi ten błysk w oku, który jawnie pokazywał, że jest dumny z tego co założył i cieszy się z tego, co się dzieje.

Nie siedziałem w kawiarni zbyt długo, i tak wystarczało to, że codziennie po wykładach tu przychodziłem, więc po skończeniu herbaty pożegnałem się z chłopakami i opuściłem już lokal. Na zewnątrz lekko odetchnąłem i ruszyłem przed siebie, chociaż lepszym stwierdzeniem było by: próbowałem ruszyć przed siebie, ponieważ zanim postawiłem krok, poczułem popchnięcie w plecy i skończyłem na ziemi.

Szybko odwróciłem głowie i nie ukrywałem swojego zaskoczenia, otóż obok mnie stał zmartwiony, rudowłosy chłopak z wyciągnięta ręką.

- Bardzo przepraszam Akaashi-senpai! - Od razu krzyknął i pomógł mi się podnieść. - Naprawdę przepraszam, ścigałem się z Kageyamą i zanim odwróciłem głowę do przodu to już na ciebie wpadłem. - Podrapał się po karku, w tym czasie już dobiegł ciemnowłosy, który na mój widok przystanął, a zaraz potem ukłonił się.

- Akaashi-senpai miało Cię widzieć. - Machnąłem ręką i poprawiłem swoje ubranie.

- Was też miło widzieć. - Delikatnie się uśmiechnąłem. - Jak widzę nic się u was nie zmieniło i nadal ścigacie się. - Chłopcy na to lekko się zaśmiali i przytaknęli. Zaraz za nimi zjawiła się dość znana grupa, która była nie mniej zdziwiona ode mnie, bowiem za chłopakami stanęła niepełna drużyna karasuno.

- Akaashi, dawno się nie widzieliśmy. - Pierwszy odezwał się Sugawara, który poradził sobie z tym pierwszym szokiem na mój widok. Skinąłem mu głową otrzepując płaszcz.

- Kiedy wróciłeś do kraju? - Sawamura z delikatnym uśmiechem równa się z byłym vice-kapitanem i obejmuje go w pasie, czyli kolejni, których od zawsze do siebie ciągnęło zeszli się.

- Jakiś czas temu. - Nikły uśmiech błąkał się po mojej twarzy, spotkanie ich wszystkich po takim czasie było... miłe. Tym bardziej, że wszyscy zachowywali się jakby nic się nie wydarzyło.

- Musimy opić to spotkanie! - Naraz krzyknęli łysy i były libero, który szybko jednak był uspokojony przez asa drużyny.

- Jest środek dnia i środek tygodnia. - Zgromił ich były kapitan, któremu pozostało bycie ,,tatą" drużyny. - Ale pójście do kawiarni nie jest złym pomysłem, o ile masz czas? Kuroo i Kenma otwarli kawiarnie. - Szybko jednak Daichi umilkł, gdy Suga uderzył go lekko w tył głowy i wskazał na budynek obok nas.

- Zapewne to wie skoro właśnie z niego wyszedł.

- Jasne, mam chwilę.


Właśnie tak skończyłem siedząc przy stoliku pomiędzy większą częścią Karasuno, obok nas stał Kuroo zawzięcie rozmawiający z Sawamurą.

- Tak właściwie jeszcze nie pytałem o to czym się zajmujesz? - Odwróciłem głowę z powrotem w stronę Sugawary, który z uśmiechem upijał swoje latte.

- Wykładam na uczelni o malarstwie, a jak to się u was potoczyło? - Delikatnie uniosłem kąciki ust i wróciłem do sączenia herbaty.

- Daichi jest policjantem; Kageyama gra w reprezentacji; Hinata gra w Brazylii, ale na przerwę wrócił do Japonii. - Powoli wymieniał patrząc na każdego po kolei siedzących z nami. - Tsukishima pracuję w muzeum, a Yamaguchi w Kawiarni; Asahi jest bibliotekarzem, za to Noya łowi aktualnie we Włoszech ryby jakkolwiek to brzmi. - Parsknąłem śmiechem, co również uczynił Koishi. - Tanaka po ślubie z Kiyoko został trenerem personalnym. - Od razu uśmiechnął się szerzej niż wcześniej i wskazał dumnie na siebie palcem. - Ja za to nauczam w szkole podstawowej.


Naprawdę miło mi się z nimi rozmawiało, wszyscy opowiadali co się u nich zmieniło, tak zeszło nam wręcz do wieczora. Nie opuściliśmy kawiarni, a Kuroo i Kenma na zmianę dołączali się do nas, a o ile ruch pozwolił to siadali wspólnie.

- Przepraszam, że pytam, ale widziałeś się z Bokuto? - Byłem świadomy, że prędzej czy później padnie to pytanie, a mimo wszystko zesztywniałem i nerwowo dopiłem końcówkę napoju.

- Nie, nie widziałem się z nim. - Posłałem już tylko przepraszający uśmiech do Sugi, któremu zrobiło się głupio za pytanie. Podniosłem się powoli z krzesła i sprawdzając godzinę na zegarku pochwyciłem płaszcz. - Będę się zbierać, powinienem nakarmić kota.


Karasuno również się zebrało i po ostatecznym pożegnaniu przez lokalem i wymianie numerów ruszyłem do domu. Napawałem się spokojem i spacerem, mimo, że zrobiło się już ciemno, a wiatr wytrwale rozwiewał płowy płaszcza. Nie śpieszyłem się, więc mój powrót zajął dłużej niż zazwyczaj. Odszukałem klucze do mieszkania i powoli otwarłem drzwi gotowy na powitanie... które nie nadeszło. Lekko zdziwiony ruszyłem w głąb domu zapalając światło, rozglądałem się za pewną liliową kulką, której nie mogłem odnaleźć. Została mi do sprawdzenia łazienka i po uchyleniu drzwi miałem ochotę zamdleć.

Wattpadowa historia (BokuAka)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz