W którym Lockhart opisuje swoje starania w zdobywaniu uwagi Franka. Poor Neville.
Neville siedział już na łóżku, przytulając pluszaka w kształcie pingwina. Po poprzednim wieczorze był mocno zawiedziony, głównie dlatego, że zasnął zbyt wcześnie, żeby dostać jeszcze drugą bajkę, jednak tym razem miał zamiar dręczyć wujka tak długo, aż ten finalnie pęknie i opowie mu coś porządnego. W końcu oczywiste było, że bajka powinna mieć akcję i ślub na samym końcu, a to, że ta wczorajsza ledwo się trzymała, było dużym niedopatrzeniem, na które Nev miał zamiar się poskarżyć tatusiowi, kiedy ten tylko wróci.
Gilderoy, jak na kogoś, kto miał zamiar zrobić sobie urlop, strasznie dużo pracował. Chciałby powiedzieć, że to dlatego, ponieważ obecność "młodego geniusza będącego przyszłością świata" działa dobrze na jego twórczość, może nawet naprawdę tak było, skoro dzięki niemu spędził większość dnia poprawiając treść swojej najnowszej książki, jednak nawet dla niego bardziej realnie brzmiała opcja, w której chciał uciec od obowiązku bawienia się z dzieckiem, które najbardziej lubiło w nim umiejętność wymyślenia na szybko miliona historii z jego ojcem w roli głównej.
Na szczęście mógł się ograniczyć tylko do kilku wyjść z sypialni (Franka, którą obecnie okupował), żeby sprawdzić, czy bombelek jeszcze żyje, podczas którego niezręczna atmosfera była tak wielka, że tylko dawał mu szybko coś do jedzenia i wracał do siebie. Najwidoczniej było między nimi gorzej, niż zakładał, że będzie, jednak miał zamiar przekonać do siebie Longbottoma o wiele szybciej, niż udało mu się to kilkanaście lat temu. Po prostu... Potrzebował czasu, a teraz zdecydowanie nie był na to najlepszy moment, ponieważ dzieciak najpierw musiał przyzwyczaić się do jego istnienia. Jego taktyka nie zakładała żadnego tchórzostwa, w końcu wielki Gilderoy Lockhart nie obawiał się niczego, a już tym bardziej kogoś kilka razy młodszego od siebie.
Jego kolejnym genialnym pomysłem było udawanie, że nie liczy na to, że dzięki sympatii tej bardziej racjonalnej części duetu uda mu się wymusić na Franku, żeby w końcu określił, czego od niego oczekuje.
Przez swój bardzo odważny plan prawie ominął moment, w którym powinien iść położyć swojego nemezis do spania, chociaż skoro ten nie doceniał jego pracy, to może nie chciałby w rzeczywistości słuchać niczego nowego... Czy on właśnie był zły na to, że ktoś w wieku przed-szkolnym nie docenił jego pracy? Może jednak lubił tę paskudę bardziej, niż chciałby to przyznać.
Z godnością poszedł do sypialni Neville'a, po czym usiadł na brzegu jego łóżka, w myślach będąc już w połowie wielkiej powieści, którą miał zamiar przedstawić mu tego wieczora.
— Więc o czym dzisiaj chcesz usłyszeć? — Na Merlina, dawał mu szansę na to, żeby poprawił swoje zachowanie i miał nadzieję, że zostanie ona wykorzystana.
— Eeeeee... — Nev zaciął się na chwilę, przytulając mocniej swojego pluszaka. — Jak zostałeś kolegą taty?
No tak, palec Gilderoyowi w oko.
Mógł nawet powiedzieć, że zaczynał żałować tamtych starań, bo przez nie skończył mając na głowie tylko dodatkowy problem, ale czego się nie robi z powodu miłości.
— Nie zostaje się czyimś przyjacielem podczas jednego spotkania, wiesz o tym?
Jedyną reakcją na jego stwierdzenie było lekko obrażone spojrzenie, skrzyżowanie rąk i odwrócenie się plecami do niego. Ugh.
— Wolisz zwykłe streszczenie czy... — Machnął ręką, pomimo tego, że Neville i tak nie miał prawa tego zobaczyć. Chłopak zareagował na to przyciągnięciem do siebie pluszaka, przez co Gilderoy na chwilę się zaciął, biorąc głęboki wdech. Dobra, Lockhart, musisz podejść do tego poważnie. Nie możesz pokazywać, że się go boisz, bo niebezpieczne kreatury zazwyczaj to bawi najbardziej.
CZYTASZ
BONK||HP FF
Fiksi PenggemarGilderoy dostaje mentalne bonk każdego dnia, który spędza z Nevillem, Frank prawdopodobnie obraziłby się, gdyby spędził z nimi chociaż jeden dzień, a Dumbledore jest głupi. Do tego zbliżają się święta, a Lockhart wolałby nie obchodzić ich tylko z mł...
