14

254 17 4
                                        

*Pov Olivera*
Nerwowo chodziłem w kółko po korytarzu szpitala. Byłem kłębkiem nerwów, szczerze martwiłem się o młodego chłopaka. Moje ruchy natomiast uważnie obserwowała Hanna. Nie umiałam tego uzasadnić, ale czułem wewnętrzną złość. Na cały świat. Dlatego przez cały czas milczałem, obawiając się, że gdy tylko się odezwę swoją frustrację wyleję na swoją żonę. Dodatkowo, jak się okazało, ciężarną żonę. Dlatego jedyne co robiłem to krążyłem po korytarzu, zaciskając ręce w pieści i marząc o wypaleniu fajki.
-Olivier!
Słysząc krzyk Hanny, przeniosłem na nią wzrok, jednakże tylko na chwilę. Po chwili ponownie wbiłem go w podłogę.
-Czy mógłbyś mnie słuchać, jak do ciebie mówię? Bo zupełnie nie komunikujesz!
Machnąłem ręką, gdyż naprawdę nie miałem ochoty na żadne rozmowy. Chciałem tylko wiedzieć, co dolegało Elio. Hanna chyba miała już dość mojego zachowania, gdyż nagle wstała z krzesła umieszczonego na szpitalnym korytarzu i złapała mnie za ramię, zmuszając mnie do zatrzymania się i spojrzenia na nią.
-Z pewnością będzie dobrze, ale musimy w końcu porozmawiać o dziecku. Wiesz, ze nie możesz ciagle unikać tego tematu kochanie. Twoja reakcja naprawdę mnie zmartwiła.
Uśmiechnąłem się nerwowo i wstałem zdenerwowany. Oczywiście, że o to chodziło. O ciąże. Nie martwił ją Elio, tylko ich dziecko. Ta kobieta była straszną egoistką.
-Serio, w tym momencie chcesz o tym gadać? Właśnie teraz?- zapytałem, sam w to niedowierzając.
Nasze spojrzenia ponownie się spotkały, a kobieta uchyliła usta, aby coś powiedzieć, ale szybko ponownie je zamknęła. Nie zdążyła jednak już nic powiedzieć, ponieważ w naszym kierunku zaczął zmierzać już znany przez nas lekarz. Szybko zerwałem się z siedzenia, co zaraz po mnie uczyniła też Han.
-Co z nim Panie Doktorze?- zapytałem nerwowo, łapiąc mężczyznę na korytarzu.
Szczupły, wysoki blondyn w okularach otworzył usta, jednak zanim się odezwał, zerknal na mnie i szybko je zamknął.
-Kim państwo są dla pacjenta?- zapytał.
No tak, cholerne procedury.
-Współlokatorami- szybko odpowiedziała moja żona.
Czyli nie ma już szans na kłamstwo.
-Tak naprawdę praktycznie opiekunami. Jego rodzice daleko mieszkają, my ich mozna wręcz stwierdzic, ze zastępujemy.
Doktorek pokiwał głową ze zrozumieniem.
-Przykro mi, ale jeśli nie jesteście Państwo opiekunami prawnymi nie mogę udzielić wam szczegółowych informacji dotyczących stanu zdrowia pacjenta. Jednak niech się Pan nie martwi, pacjent się obudził i jest już w stabilnym stanie.
Odetchnąłem z ulgą, czując jak moje mięśnie stopniowo się rozluźniają. Jest w stabilnym stanie, a więc wszystko jest w porządku. Choć z drugiej strony byłem wściekły na procedury prawne, które uniemożliwiały mi dokładne poznanie stanu Elio.
-Widzisz? Jest dobrze- usłyszałem nad sobą ciepły głos i poczułem na sobie delikatną dłoń.
Posłałem swojej żonie szybkie spojrzenie, zrzuciłem jej dłoń z swojego ramienia i ruszyłem w stronę sali chłopaka.
Może i byłem dupkiem, ale naprawdę obecnie interesowało mnie jedynie jego zdrowie. Odetchnąłem z ulgą, widząc, że Hanna odpuściła i zamiast podążać za mną, pozostała z tyłu.
Szybkim krokiem podbiegłem do znanego mi już numerku sali i z impetem otworzyłem drzwi. I zobaczyłem go. Leżał przerażająco blady na szpitalnym łóżku. Miał przymknięte oczy, a ja dopiero teraz zauważyłem jak niezwykle był chudy. Ciemnowłosy nigdy nie należał do grubych, zawsze był drobny, jednak teraz zdawało mi się, że jeszcze dodatkowo stracił na wadze, co mnie niepokoiło.
-Elio- szepnąłem, zajmując miejsce na krześle przy jego łóżku.
Brunet musiał mnie usłyszeć, gdyż uchylił nagle oczy, a dostrzegając mnie posłał mi delikatny uśmiech, który od razu odwzajemniłem. Czułem jak zgromadzony we mnie strach nareszcie zaczyna ulatywać, widząc go całego i żywego. Dotarło do mnie jak bardzo mi na nim zależało i że prawdziwie się bałem, że go stracę.
-Martwiłem się o ciebie- przyznałem.
Elio posłał mi jedynie niemrawy uśmiech.
-Niepotrzebnie- stwierdził.
Jednak słowa wypowiedziane tak marnym głosem nie brzmiały dla mnie przekonywująco. Coś podpowiadało mi, że sytuacja może być naprawdę poważna, ale starałem się odsunąć od siebie te myśli. Musiałem przecież myśleć pozytywnie.
-Nie strasz nas już tak, ok?- poprosiłem.
Elio niepewnie pokiwał głową, chociaż zauważyłem, że w jego oczach pojawiły się łzy.
-Będę musiał się skontaktować z rodzicami- wyszeptał, odwracając ode mnie wzrok.
-Dobrze, dzisiaj do nich zadzwonimy- zapewniłem.

Elio musiał zostać na obserwacji i jakiś dodatkowych badaniach, dlatego do domu wróciłem sam z Hanną. Myślami wciąż byłem jednak przy brunecie, naprawdę się o niego martwiłem. Przez natłok myśli nawet nie zauważyłem, ze podczas kolacji nie zamieniłem nawet jednego słowa ze swoją żoną. Tępo wgapiałem się w swoją sałatkę z kurczakiem, a Hanna w międzyczasie zabijała mnie wzrokiem.
-Nie zamierzasz nic powiedzieć?- w końcu nie wytrzymała.
Przeniosłem na nią swój wzrok, czego szybko pożałowałem widząc jej stan. Po jej policzkach spływały już łzy, a dłonie drżały.
Kurwa. Oczywiście, że poczułem się winny, nie byłem aż takim chujem.
-Han... po prostu ta sytuacja z Elio...
-Elio, Elio, Elio! Ciagle tylko Elio!- krzyknęła, wstając od stołu.
Nie spodziewałem się po niej tak nerwowej reakcji, dlatego tez nawet nie wiedziałem jak mam zareagować. Byłem w zbyt dużym szoku.
-Tak, też się o niego martwię. Oczywiście, że tak. Ale czy ty naprawdę nie zauważasz, że zaczynasz stawiać go nade mnie? Oliver, przecież ja ci powiedziałam, że jestem w ciąży. Jestem twoją żoną!
Zaczęła nerwowo chodzić po kuchni, co chwila wycierając łzy.
-Skarbie...
Szybko podniosłem się z krzesła, chcąc ją przytulić i okazać wsparcie. Miałem świadomość, że naprawdę nawaliłem.
-Przepraszam. Obiecuje, że sobie jakoś poradzimy.
Choć sam nie do końca w to wierzyłem.

-Przyjeżdżamy- usłyszałem podenerwowany głos ojca Elio w słuchawce.
Nerwowo rzuciłem wcześniej palonego przeze mnie papierosa na ziemię i zgasiłem go, depcząc go butem. Zdążyłem już poznać profesora, ojciec Elio był naprawdę spokojnym i pozytywnie nastawionym do życia człowiekiem. Stad martwiła mnie jego reakcja.
-Panie Perlman, ale co powiedział lekarz? Nie chcieli mi udzielić żadnych informacji, bo nie jestem prawnym opiekunem- westchnąłem, robiąc nerwowe kroki w przód i tył.
Naprawdę chciałem wiedzieć co mu dolega. Przez chwile po drugiej stronie panowała cisza. Jednak po chwili usłyszałem jak mężczyzna nabiera powietrza.
-To trudne Oliver. Oni sami nie do końca wiedzą.
-Jak to nie wiedzą?- zmarszczyłem brwi.
Kopnąłem znajdujący się obok mnie kamyk, gdy znów zapanowała chwilowa cisza.
-Mają podejrzenia. Liczę, że to jedynie podejrzenia...
-To znaczy?
Miałem dość bawienia się w „zgaduj zgadula". Chciałem poznać już prawdę, nieważne jak zła by ona nie była.
-Wiesz od jakiegoś czasu panuje nowy wirus... On niesie ze sobą poważne konsekwencje. To nowa rzecz, lekarze czują się na razie bezradni. Sami nie rozumieją z czym dokładnie mają do czynienia, nie znają też jeszcze leku...
Tętno zaczęło mi przyspieszać, a ręce drzeć. Słowa profesora zaczęły przelatywać mi przez ucho. Nie rozumiałem jego wypowiedzi, wyłapywała jedynie pojedyncze słowa, czy stwierdzenia.
-Nazywają to „chorobą gejów".
Kucnąłem, łapiąc się za włosy.
-Nie jestem głupi i ślepy Oliver. Wiem, co między wami było.
Zauważyłem zmierzająca w moją stronę Hannę. Kobieta wręcz biegła w moją stronę z jakimś deserem w ręce. Widząc mnie jednak nagle się zatrzymała, a promienny uśmiech szybko zniknął z jej ust.
Ciąża. Choroba. To było dla mnie za dużo.
Uśmiechnąłem się boleśnie w jej stronę, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
Najwidoczniej karma mnie dopadła. Karma za to, że zraniłem dwie najważniejsze dla mnie osoby- Elio i Hannę. Najgorsze było to, że na nich również się to odbiło.

Wróć za moim dotykiem/elio&oliverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz