1

1.3K 90 14
                                        

Nie martwicie się, nie zamierzam opisywać wam jak wyglądała cała podróż, bo z pewnością byłoby to dla was bardzo nużące. Nie działo się nic ciekawego. Przez cały czas jazdy zastanawiałem się jak to będzie mieszkać przez jakiś czas w domu Olivera. Z jego żoną. Nie byłem przekonany, czy jestem na to gotowy i od razu po przekroczeniu progu jego królestwa, nie wybiegnę z niego z płaczem, że nie jest ono także moje, tylko także jej. Kobiety, którą mnie zastapił. Która najwyraźniej musiała być lepsza ode mnie. Nie wiedziałem, czy jestem na tyle dobry, by udawać, że fakt, że ułożył sobie życie z kimś innym, nie robi ma mnie żadnego wrażenia. By udawać, że ja także już nic, a nic nie czuję. Nie miałem zamiaru zdradzić swoje emocje i się przed nim upokorzyć. Chciałem aby myślał, że mimo, że nie ma go już obok, jestem szczęśliwy.

Zżerała mnie też ciekawość, co powiedział swojej wybrance o mnie. Jak mnie jej przedstawi? Jako przyjaciela? Dawnego znajomego? Tak, dawnego znajomego, tak właśnie mnie przedstawi. Wyobrażałem sobie, jak podajemy sobie z nią ręce. Na pewno będzie chuda i wysoka z twarzą modelki. Po kilku rozmowach stwierdzę, że jest niesamowicie miła, przyjazna i mądra. Zacznę wtedy rozumieć, czemu wybrał ją i jednocześnie zacznę ją jeszcze bardziej nienawidzić, za to, że jest taka wspaniała. Za to, że zasługuje na niego bardziej, niż kiedykolwiek ja zasługiwałem.

Gdy dotarliśmy na miejsce, (co wywnioskowałem, ponieważ Oliver zatrzymał swój samochód) uważnie przyjrzałem się budynkowi, zdając sobie sprawę, że nie wyglądał on tak jak w moich wyobrażeniach.
Nie był dużym, białym domem. Z zewnętrz wyglądał na (w porównaniu do naszego) dość mały i przytulny. Zdecydowanie dominował w nim kolor szary, a gdzieniegdzie można było zauważyć białe wstawki. Właściwie sam nie wiem czemu, ale spodziewałem się przepychu. Widząc jak dom prezentuje się z zewnątrz, byłem coraz bardziej ciekaw jak prezentuje się wnętrze, za co miałem ochotę się spoliczkować, bo przecież nie powinienem interesować się czymś, co dotyczy Olivera.

-Pomogę- usłyszałem cicho głos za sobą.
Odwróciłem się za siebie i zobaczyłem Olivera, który starał się zabrać część moich bagaży od mojego taty. Podszedłem do nich bez słowa
i zabrałem bagaże od taty. Czułem, jak Oliver odprowadza mnie wzrokiem, z czego byłem dumny. Pragnąłem, by zatęsknił za naszym dawnym kontaktem, o ile było to możliwe.
Oliver mnie wyprzedził, a ja posłusznie szedłem za nim. Gdy zatrzymał się przy drzwiach, położyłem bagaże i odwróciłem się do taty. Stał uśmiechnięty i byłem wręcz pewny, ze w jego oczach widzę dumę. Od razu złość ze mnie spłynęła, a pojawiła się tęsknota. Zdawałem sobie sprawę, że teraz będę widział ich o wiele rzadziej niż wcześniej. Miałem nadzieję tylko, że nie pogorszy się przez to nasza relacja. Westchnąłem głośno
i podszedłem do taty. Spojrzałem na niego, po czym mocno go przytuliłem. Mężczyzna odwzajemnił uścisk i sam nie byłem w stanie ocenić, który z nas ściska kogo mocniej.
-Jesteśmy dumni z ciebie, pamiętaj o tym- wyszeptał do mojego ucha.
Posłałem mu uśmiech, chciałem w ten sposób dodać nam otuchy. Uświadomić zarówno jemu, jak i mnie, że przecież nic takiego się nie dzieje. Każdy musi to przejść w swoim życiu. Wiec czemu mam ochotę zacząć płakać?
-Oliver na pewno się tobą zaopiekuje- powiedział lekko łamiącym się głosem
i poklepał mnie po policzku.
Gdy zobaczył jedną, samotną, spływająca po jego policzku łzę uśmiechnął się po raz ostatni
i odwrócił się do mnie tyłem. Patrzyłem jak wchodzi do samochodu i po mału odjeżdża. By nie myśleć dłużej o dorosłości, z którą musiałem się zmierzyć, odwróciłem się w stronę domu, by zabrać moje bagaże. Jednak ani ich, ani Olivera nigdzie nie było. Gdy zauważyłem lekko uchylone drzwi wejściowe, zrozumiałem, że najwyraźniej Oliver je zabrał. Przewróciłem oczami, wcale nie potrzebowałem jego pomocy. Niepewnie złapałem za klamkę i wszedłem do budynku mieszkalnego, by zacząć kolejny rozdział w moim życiu. Rozdział, którego wcale nie miałem ochoty zaczynać.
-Zaniosłem je do twojego pokoju, który tak właściwie jest moim biurem na codzień. Chodź, to ci go pokażę. Z pewnością chcesz się położyć i odpocząć.
Spojrzałem na schody znajdujące się przede mną i na ostatnim schodku zauważyłem chłopaka. Najwidoczniej „mój" pokój znajdował się na górze. Pokiwałem głową, ale nie ruszyłem się z miejsca, w którym stałem. Chciałem uważnie przyjrzeć się wystrojowi. Przedpokój był mały. Pod schodami znajdował się schowek, w którym zapewne chował buty. To byłoby w jego stylu. Sam nie wiem skąd to wiedziałem, ale jednak wiedziałem. Podłoga była pokryta drewnianymi panelami, a na ścianie tuż przy schowku wisiał kiczowaty obraz zielonego jabłka, z którego wychodziła gąsienicą. Kto wiesza tego typu obrazy w przedpokoju? Właściwie kto w ogóle takie kupuje? Jednakże gdybym miał powiesić tego typu obraz, na pewno nie powiesiłbym go w przedpokoju. Ściany miały żółty odcień. Patrząc przed siebie można było zauważyć fragment, najprawdopodobniej, salonu.
-Hanna go tu powiesiła. Myślę, że umieściła go tu tylko dlatego, że namalował go jej brat,
a ponieważ to rodzony brat, wypadało go powiesić.
Ponownie odpowiedziałem mu jedynie skinieniem głowy.

Więc Hanna. Tak ma na imię jego wybranka. Dziewczyna, która musiała być lepsza ode mnie. Poczułem się lekko zawiedziony. Liczyłem, że będzie miała chociaż jakieś oryginale imię. Tego typu imię, które jak się tylko usłyszy zaczyna się je wychwalać i nie da się przestać nim zachwycać. A była to Hanna, która w dodatku miała brata, który musiał być niespełnionym artystą. Zaczynałem po mału obawiać się, że Hanna była lepsza dla Olivera jedynie z powodu, że była kobietą. Miałem jednak nadzieję, że nie jest to prawdą i okaże się być niezwykle czarująca. Bowiem, gdyby był to decydujący powód byłoby to naprawdę okrutne.
-Myślę, że się polubicie. Jesteście podobni. Oboje macie ogromną wiedzę.
Kolejne skinienie głową. Serio Oliver? Liczysz, że polubię twoją żonę, podczas gdy ja dalej cię kocham?
-Elio? Nie wybaczyłeś mi, prawda?
Odwróciłem się w jego stronę i uważnie zbadałem go wzrokiem. Miałem ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem. Pokręciłem głową i zacząłem wchodzić po schodach, mijając go. Widząc jedne drzwi otwarte
i znajdująca się za nimi czerwoną walizkę, wiedziałem już, że jest to mój pokój.
-Nie miałem ci czego wybaczać Oliver- powiedziałem nawet na niego nie patrząc, zanim zamknąłem drzwi.
Od razu padłem na łóżko. Nie byłem już nawet ciekaw, jak wyglada mój pokój. Stanowczo potrzebowałem snu.

Wieczorem zdecydowałem się zejść na dół. Głównym powodem był mój burczący brzuch. Gdyby nie on wątpię, bym tam zszedł. Jedzenie stanowczo stawiałem nad moje postanowienie, by unikać Olivera. W końcu i tak musiałem spędzić u niego kilka nocy. Schodząc, usłyszałem głośne śmiechy i zacząłem kierować się w stronę, z której dochodziły. W tem sposób dotarłem do kuchni, co wywnioskowałem
z stolika stojącego na środku pomieszczenia
i krzeseł wokół niego, a głównie z pieczywa znajdującego się na nim i lodówki znajdującej się w rogu. Od razu pożałowałem decyzji zejścia na dół. Przy parapecie stał Oliver
i Hanna całujący się namiętnie w usta. Wiele razy wyobrażałem sobie ten moment. Jadąc do niego wiedziałem, że będzie musiał nadejść. Wiedziałem także, że będzie boleć. Jednakże dopiero widząc jak usta Olivera znajdują się na innych ustach niż moich, zrozumiałem, jak niesamowicie to boli. Zamiast zawrócić, patrzyłem na nich z delikatnie otwartymi ustami. Świadomość, że kiedyś to mnie Oliver tak całował tylko pogarszała moje samopoczucie. Czułem, jakby wbijano we mnie w jednym momencie kilkanaście noży w serce.
-O, Elio!- uśmiechnęła się do mnie dziewczyna, gdy tylko odsunęła się od Olivera.
Wytarła ręce o fartuch, który na sobie miała
i wyciągnęła do mnie rękę, którą niepewnie uścisnąłem. Wyglądała trochę inaczej, niż sobie ją wyobrażałem. Była niskiego wzrostu i przy niemal dwóch metrach Olivera wyglądała wręcz komicznie. Miała delikatną, dziewczęca urodę i wyglądała gdzieś na mój wiek. Była szczupłej sylwetki, a jej blada jak ściana cera tworzyła piękna kompozycje z jej czarnymi jak smoła włosami i niebieskimi oczami. Niestety, była piękna.
-Hanna- przedstawiła się.
Cały czas patrząc na mnie, uśmiechała się od ucha do ucha, a ja czułem się źle z faktem, że nie jestem w stanie obdarzyć ją szczerym uśmiechem.
-Wiele o tobie słyszałam. I to same dobre rzeczy! Oliver zawsze powtarzał, że trudno znaleźć tak wspaniałych przyjaciół jak ty! Oh, siadaj, z pewnością jestes głodny!
Uśmiechnąłem się do niej, licząc, że jestem dobrym aktorem i nie zauważy, że mój uśmiech jest wymuszony. Posłusznie usiadłem na krześle naprzeciwko Olivera. Czyli moje myśli zostały potwierdzone. Przyjaciel.
-Za dwie godziny wychodzimy z Oliverem na wieczór poetycki, to nasza tradycja, chciałbyś pójść z nami? Oliver mówił mi, że jesteś straszliwie inteligenty i doskonale znasz się na poezji.
Poczułem ukłucie w sercu. Wieczór poetycki. Uważałem nasz wieczór poetycki w Rzymie za najlepsze popołudnie jakie mi się przydarzyło, za coś niezmiernie wyjątkowego. Okazało się jednak, że dla niego wcale nie było to wyjątkowe. Z nią tez na nie chodził. Z nią tez na nich się upijał i całował. Tak jak miał
w zwyczaju robić to ze mną. Przeniosłem wzrok na niego, chciałem, by zobaczył jak bardzo źle się właśnie przez to poczułem.
-Przepraszam Cię Hanna, ale dzisiaj jestem już całkowicie wykończony. Może następnym razem.
-Nie ma sprawy, rozumiem. Oczywiście, ze musisz odpocząć- zaśmiała się nerwowo
Olivier przesunął rękę lekko do przodu, a ja wbiłem wzrok w obrączkę na jego palcu serdecznym. Co ja sobie myślałem?

Tak właśnie minął mi pierwszy wieczór z mojej, kolejnej historii z Oliverem. Gdybym tylko wtedy wiedział, jak dużo ulegnie zmianie przez kolejne wieczory z Oliverem....

O matko, nareszcie ten 1 rozdział! Mam nadzieję, że początek was nie zanudził, ale nie martwcie się potem wreszcie zrobi się ciekawie!😂 Na razie trzeba na spokojnie wejść w dalsza historię tej dwójki.
To.... do następnego! ❤️

Wróć za moim dotykiem/elio&oliverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz