13

432 29 8
                                        

Zdezorientowany wpatrywałem się jeszcze chwile w drzwi, za którymi zniknął Oliver. Nie rozumiałem, co się właśnie stało. Zbiegłem na dół, gdy tylko usłyszałem dźwięk tuczącego się szkła i zastałem płacząca w kuchni Hannę. Nie wiedziałem, jak powinienem się zachować. Chciałem jakoś ją pocieszyć, jednak jednocześnie nie chciałem wtrącać się w ich sprawy. Niepewnym krokiem skierowałem się w stronę kobiety, a ona przeniosła na mnie zapłakane spojrzenie.
-Pójdź za nim, by nie zrobił niczego głupiego- odezwała się, nim ja zdążyłem to zrobić.
Posłałem jej smutny uśmiech i również wybiegłem z domu.

Pogoda nie sprzyjała, ale starałem się to dzielnie ignorować. Nie było to jednak łatwym zadaniem, gdyż wiatr był niezwykle silny, a ja nie zdążyłem się adekwatnie ubrać. Dodatkowo w zasięgu mojego wzroku nigdzie nie było Olivera, co oznaczało, że musiałem się poświęcić i go poszukać. Na szczęście znałem go na tyle, że byłem wręcz pewien, gdzie mógł się udać. I jak się okazało nie myliłem się.  Blondyn udał się dokładnie nad to samo jezioro, nad które zabrał mnie, aby porozmawiać o Nicholasie.

Gdy go zauważyłem mężczyzna stał odwrócony do mnie tyłem, opierając się o barierkę. Po jego posturze i uniesionej ręce domyśliłem się, że wypala którąś już z kolei fajkę, a wzrok tępo wbija w zamarzniętą wodę. Zanim odważyłem się do niego podejść jeszcze chwile mu się przyglądałem. Nie lubiłem rozmawiać z nim, gdy był w takim stanie. Podenerwowany Oliver bywał jeszcze bardziej opryskliwy i chłodny. Mimo, że był dorosłym mężczyzną nie radził sobie zbyt dobrze z nagłymi emocjami. Z resztą zapewne jak i każdy z nas. W końcu zebrałem się na odwagę i wykonując kilka, szybkich kroków znalazłem się przy blondasie.
-Nawet nic nie mów, wiem, że chujowo się zachowałem.
Mimo, że nawet na mnie nie spojrzał doskonale wiedział, że to ja do niego dołączyłem.
-Nie byłem świadkiem waszej kłótni, nie do końca wiem o co poszło. Przyszedłem do kuchni, gdy usłyszałem dźwięk tuczącego się szkła. Ale jedyne co wiem, to, że twoja żona siedzi w kuchni i płacze, więc powinieneś odnaleźć jaja i pójść to naprawić- powiedziałem, zagryzając wewnętrzna część policzka na wspomnienie widoku zapłakanej kobiety.
Hanna była aniołem. Jedną z najbardziej kochanych osób, jakie znałem. I musiałem to przyznać, chociaż bardzo tego nie chciałem. W końcu zabrała mi sprzed nosa ukochanego mężczyznę.
-Nie udawaj świętego. Nie mów mi jak powinienem się zachować, podczas gdy sam całowałeś się ze mną za jej plecami- warknął.
Spuściłem głowę, czując jak przeszywa mnie wstyd. Miał rację. Doskonale wiedziałem, że sam zachowałem się źle i sam krzywdziłem dziewczynę, która bez zastanowienia pozwoliła mi zamieszkać w swoim domu.
-Żałuję- szepnąłem jedynie. Zrobiłem to jednak na tyle głośno, że chłopak zdołał to usłyszeć.
Usłyszałem jak wzdycha. Kątem oka widziałem, jak w końcu kieruje na mnie swoje spojrzenie, ale ja go nie odwzajemniłem. Nie byłem w stanie mu teraz spojrzeć w oczy.
-Przepraszam. Wiem, że chciałeś dobrze. Nie powinienem był tego mówić.
"Ale powiedziałeś" pomyślałem.
-Po prostu nie byłem na to gotowy. To była dla mnie zbyt nagła nowina. Zawsze myślałem, że chce być ojcem. Ale teraz sam już nie wiem. Jak mogę być dobrym tatą, skoro nie wiem, czy kocham jego lub jej matkę? Bo ja już nie wiem kogo kocham Elio. Czy nie powinienem wiedzieć, że kocham Hannę? Ponoć to się po prostu wie, więc czemu ja tego nie wiem? Wcześniej nie miałem żadnych wątpliwości, byłem przekonany, że to ta jedyna... aż poznałem ciebie. Wtedy zacząłem mieć wątpliwości. Potem znów o tym zapomniałem... A teraz wróciłeś do mojego życia i ja znów nic nie wiem. Ale ja tak bardzo chcę ją kochać. Nie chce jej ranić. Wziąłem z nią ślub, obiecałem jej kurwa tą miłość. Nie chce kochać ciebie... Bo nie powinienem.
Jego słowa niezwykle mnie bolały, ale jednocześnie go rozumiałem. Ale dzięki temu zauważyłem, że nie tylko ja w tym się gubię. Że on też tego nie rozumie, że on też cierpi, że on też czuje się zagubiony. Lecz w mojej głowie też miałem niezły zamęt. Nie dość, że jego słowa bardzo mnie dotknęły, to na dodatek dowiedziałem się, że będą mieć z Hanną dziecko.
Co najdziwniejsze powinna to być radosna nowina. Tymczasem Hanna płakała, a ja i Oliver także byliśmy blisko poddaniu się krainie rozpaczy.
-Skoro... Skoro postawiłeś wszystko na jedną kartę i wybrałeś takie życie... to sobie go nie zmarnuj. Masz wspaniałą żonę i nie zasługuje na to, abyś ją zostawił, szczególnie w takim momencie- powiedziałem, gdy w końcu zebrałem się na odwagę.
Oczywiście, że wolałabym, żebym to ja był jego wyborem, ale nie mogłem mu tego zrobić. Nie mogłem zepsuć mu ułożonego życia. Nie mogłem być na tyle samolubny.
-Zapewne masz rację- szepnął.
Odwrócił się w moją stronę, a nasze spojrzenia na chwile się spotkały. Zafascynowany nie mogłem oderwać się od jego oczu, gdy ten się do mnie niebezpiecznie przybliżył. Cały czas zmniejszał dzielący nas dystans, aż niemal stykaliśmy się ciałami. Mimowolnie skierowałem spojrzenie na jego usta, gdy ten był już tak blisko, że czułem jego oddech na swoim policzku. I wtedy też oprzytomniałem. Choć było to niezwykle dla mnie trudne odsunąłem się od niego.
-Wracaj do domu Oliver. Idź do swojej żony.

Siedziałem u Effy i wypłakiwałem się jej w ramię. Byłem wdzięczny, że dziewczyna nie wypytywała się mnie co się stało. Chociaż domyślałem się, że dziewczyna była przekonana, że to Nicholas był przyczyną mojej rozpaczy. Gruba głaskała mnie uspokajająco po włosach, podczas gdy ja leżałem na jej kolanach i wylewałem morze łez. Czułem, że kręci mi się w głowie. Czyżbym zdołał aż tyle wypłakać, że się odwodniłem?
-Kocham go.
Sam nie wiedziałem dlaczego to powiedziałem. Nie kontrolowałem swoich słów i szybko ich pożałowałem. Niestety, Ef zdołała je usłyszeć.
-Nie możesz go kochać skarbie.
I miała racje. Nie miałem prawa go kochać, chociaż myśleliśmy o innej osobie. Uniosłem wzrok na przyjaciółkę, która posłała mi smutny uśmiech. Widziałem w jej oczach troskę, która zastąpiła wcześniejsza złość na mnie.
-Ef, a gdyby tak wyjechać? Wrócić do domu.
Dziewczyna skrzywiła się, a na jej tworzy pojawił się grymas.
-Nie rezygnuj ze swoich planów z powodu jednego palanta. Nawet nie wiesz jak jest ich dużo i ilu możesz jeszcze spotkać. Nie zostawiaj mnie z jego powodu.
Widząc jak bardzo moje słowa ją zmartwiły, posłałem jej przepraszający uśmiech, zapewniając, że ma rację. Jednak pomysł wyjazdu pozostał w mojej głowie.

Nie wiedziałem jak potoczyła się dalsza rozmowa młodego małżeństwa, u którego pomieszkiwałem. Jednak gdy wróciłem późnym wieczorem do domu Hanna siedziała samotnie na kanapie w salonie. Czułem się winny ich kłótni, dlatego po ściągnięciu butów od razu udałem się w stronę ciemnowłosej. Usiadłem obok niej i czułem, że uważnie mi się przygląda, ale nie miałem odwagi zrobić tego samego.
-Rozmawialiśmy, ale teraz pojechał do przyjaciela. Stwierdził, że musi to wszystko przemyśleć w spokoju.
Pokiwałem głową i w końcu odważyłem się zmierzyć z przyjrzeniem się kobiecie i szybko tego pożałowałem. Jej błękitne oczy były całe zaczerwienione, co świadczyło o tym, że musiała płakać.
-Dziękuję ci, że za nim poszedłeś- uśmiechnęła się.
Mimo ewidentnego bólu wciąż potrafiła zmusić się na swój czarujący uśmiech. To sprawiało, że czułem się jak najgorszy człowiek na świecie.
-Zachował się jak dupek, ale na pewno cię nie zostawi. Szok spowodował, że postradał zmysły, ale oprzytomnieje- zapewniałem, chcąc dodać jej otuchy.
Drobna dziewczyna ponownie się uśmiechnęła i oparła głowę na moim ramieniu. Wtedy zrozumiałem, że muszę przestać się mieszać w ich relacje i pozwolić być szczęśliwym.
-Han... Tak myślałem o tym... Będziecie mieć dziecko. Chyba powinienem się wyprowadzić i znaleźć coś własnego.
Kobieta momentalnie oderwała się ode mnie i nerwowo wyprostowała na kanapie.
-Przecież mamy duży dom Elio. Nie ma sensu, żebyś płacił za drogą kawalerkę, życie studenta nie jest tanie.
Miała rację, ale nawet nie wiedziała, jak bardzo potrzebowałem się chociaż trochę do nich odciąć. Byłem gotów nawet połączyć ze studiami pracę, aby się utrzymać, ale nie musieć patrzec na ich szczęśliwa rodzinę.
-Jesteś kochana, ale to nie jest taki zły pomysł. Dużo osób tak sobie radzi i dają radę. Miałbym szansę się usamodzielnić.
Widziałem, że moje argumenty zaczęły ją lekko przekonywać, choć wciąż nie była w pełni przekonana do mojego pomysłu.
-Przemyśl to proszę- szepnęła, gładząc moje włosy. Pokiwałem głową i posłałem jej uśmiech.

Była już 3 w nocy, a ja nie byłem w stanie zasnąć. Niesamowicie bolała mnie głowa i czułem, jakbym miał zaraz zwymiotować. Chciałem zejść do kuchni po jakieś tabletki, ale bałem się, że jeśli tylko się podniosę, to zaraz upadnę. Wynikało to z tego, ze miałem wrażenie, że obraz mi się zamazuje przed oczami. Jednak ból stawał się na tyle silny, ze już nie dawałem rady i zrezygnowany wstałem z łóżka, powoli kierując się do na dół. Zauważyłem, ze z pomieszczenia dobiega światło, co oznaczało, że ktoś musiał tam przesiadywać.
-Wszystko dobrze? Marnie wyglądasz.
Najwidoczniej Oliver w końcu postanowił wrócić do domu, gdyż to on własnie siedział przy stole i bacznie mi się przyglądał z szklanką wody w ręce.
-Tak, potrzebuje tabletek- burknąłem, chociaż sam nie byłem pewien, czy aby na pewno te słowa wyszły z moich ust.
Czułem się jak we śnie. Gdy byłem już blisko szafki z lekami, poczułem jak świat zaczyna wirować i nerwowo złapałem się dłoniami najbliższego blatu.
-Ej ej, Elio!
Nie wiedziałem zbytnio co dalej się działo, ale zakomunikowałem, ze przed zderzeniem się z podłogą uratowały mnie silne, męskie ramiona.

Wróć za moim dotykiem/elio&oliverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz