3. Ten wyśniony.

305 17 66
                                        

— Ten wyśniony — tłumaczyłam szeptem przyjaciółką.

Zaproponowany przez nich lokal, był mało obleganym miejscem. Muzyka puszczona z radia nie grała przesadnie głośno, ale w łazience, w której się znajdowałyśmy, dało się ją dobrze słyszeć. Z początku przeszkadzała mi w przekazaniu dziewczyną informacji, że blondyn o imieniu Nason to ten, o którym śniłam zeszłej nocy. Nie przypominały sobie, o kogo konkretnie mi chodziło, ale gdy naprowadziłam je na dobre tory, wreszcie zrozumiały.

Mi dotąd trudno było o nim zapomnieć. A ten dziwny stan trwał od samiutkiego początku dnia.

— Nie gadaj! — brunetka teatralnie zasłoniła usta dłonią. — To nie może być zwykły zbieg okoliczności.

— Wszechświat pcha was w swoje ramiona — skrzyżowała ręce na piersi Khloe, uśmiechając się do mnie podejrzliwie.

— A czy to nie tak, że we śnie może pojawić się tylko ktoś, kogo już kiedyś widziałaś? — Penny dołączyła ze swoimi mądrościami.

— Uwierzcie mi. Pierwszy raz go dzisiaj zobaczyłam. Tak samo, jak wy.

Żyłam w przekonaniu, że każda miniona przeze mnie osoba jest częścią mojej historii. Każdy napotkany wzrok, każdy nieśmiały uśmiech w moją stronę miał znaczenie. Ale nie spodziewałabym się, że ludzie w snach również zaczną być tacy istotni.

— Zaklinowałyście się tam? — roześmiany głos Jay'a przebił się przez łazienkowe drzwi. — Są już nasze drinki.

Popatrzyłyśmy na siebie nawzajem, zastanawiając się co mu odpowiedzieć. Dodatkowo rozmyślałam, czy decyzja, by tu przyjechać, była dobra. Oczywiście, że nie zależało mi na napojach alkoholowych zamówionych przez Jaycen'a. Dobrze wiedziałam, że gdybym znowu zaczęła tę "zabawę", nie mogłabym się powstrzymać. Od dzisiaj miałam być rozważna. Miałam się zmienić. Jedynym powodem, dla którego tu przyjechałam, był właśnie on. Nason. Musiałam dowiedzieć się o nim czegoś więcej, bo świadomość déjà vu zżerała moją ciekawską duszę.

Czemu los chciał połączyć ze sobą nasze ścieżki?

— Minuta — odkrzyknęła mu Melissa. — Khloe rozmazała sobie szminkę.

Wcale tak nie było. Brunetka właśnie nakładała ją dokładnie przed lustrem na swoje pełne usta. Robiła to tak dokładnie, że nie było minimalnego procenta szansy, aby zrobiła coś wbrew wyraźnie podkreślonym liniom. Melissa jednak była znana ze swojej wiarygodności. Przejechała kciukiem po jej wardze, rozmazując czerwoną kreskę dalej, aż dotarła na idealnie gładki policzek.

— Hej — pisnęła Khloe, ewidentnie nie pochwalając zachowania przyjaciółki.

— Nie możemy podpaść nowemu towarzystwu. Tym bardziej na kłamstwie — posłała jej lekki uśmiech i sama poprawiła palcem swój błyszczyk, nie wyjeżdżając poza ich rysy.

— Nie wiedzieliby, że miałam je kiedykolwiek rozmazane — szeptała wściekłym głosem, próbując zmazać z policzka czerwoną niedoskonałość. — Teraz zostanie mi ślad.

— O to mi chodziło. Jakby go nie było, dowiedzieliby się o kłamstwie.

Czerwone nie były już tylko usta Khloe, ale i cała jej twarz, która buzowała przez postawę chaotycznej brunetki. Bardzo dobrze znałam myśli Khloe. Chciała ją rozszarpać. Dokładnie tak, jak ja chwilę wcześniej, gdy nie mogliśmy odnaleźć mojego samochodu. Poklepałam ją po ramieniu, pocieszając ją w ten sposób i podałam jej papier, by mogła lepiej zetrzeć szminkę z policzka.

Chwile później siedziałyśmy na krzesłach naprzeciwko ogromnej lady ze wszystkimi rodzajami alkoholu. Jay postawił każdemu kolejkę, której szklankę właśnie obracałam w dłoniach. Nie wzięłam ani łyka, gdy brunetka z mojej prawej sięgała po kolejną. Lubiłyśmy porządnie zabalować, ale tym razem chciałam mieć nad sobą kontrolę i udowodnić, że jestem silna. Tylko jeszcze nie wiedziałam komu. Sobie, czy ojcu, który miał już nie rządzić moim życiem.

Dreams: Head in the cloudsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz