17. Straciłam do ciebie zaufanie.

73 2 45
                                        

Niewiele osób poznało moją historię, bo nie sądziłam, żeby ją zrozumieli. Nauczyłam się wszystko trzymać w sobie.

W taki sposób inni nie mieli powodu do zranienia mnie. Nie znali mnie. Nie wiedzieli o moich słabych stronach. Nie mogli wykorzystać informacji na mój temat, by mnie zniszczyć, bo ja nigdy nie dopuściłam nikogo na tyle blisko, aby mógł poznać prawdziwą mnie.

A ja nie musiałam mówić słów, które zawsze raniły obie strony — straciłam do ciebie zaufanie.

Nie potrafiłam zaufać, bo bałam się zdrady. Zbyt wiele razy widziałam, jak ludzie zawodzą. Chciałam mieć pewność, że nikt nie będzie miał możliwości mnie skrzywdzić.

Nienawidziłam nieprawdy ponad wszystko. Oszukiwano mnie przez całe życie. O tym, kim jest moja mama, co robi mój ojciec albo czemu wychowują mnie nianie. Nie tolerowałam kłamstwa, ale to, co praktykowałam, to nie były kłamstwa, tylko niewyjawione sekrety.

Bezpieczne tajemnice, które miały mnie chronić.

Przez cały nasz lot balonem, ukrywałam przed Nasonem, że jestem przeziębiona. Nic się nie zmieniło również, gdy zeszliśmy na ziemię. W dalszym ciągu kłamałam w oczy, które na to nie zasługiwały. Ciągle utrzymująca się gorączka nie pomagała, ale nie dałam sobie popsuć tej chwili. Starałam się ze wszystkich sił pokazywać, że świetnie się bawię, bo naprawdę tak było.

Byliśmy w drodze do pozostawionego gdzieś na poboczu samochodu chłopaka. Wolnym krokiem szliśmy, podskakując czasami z nogi na nogę, bo robiło się coraz chłodniej. Małe podskoki zapewniły nam chwilową rozrywkę, bo konkurowaliśmy, kto dłużej wytrzyma, skacząc na jednej nodze. Nason oszukiwał i cały czas próbował podeprzeć się o moje ramię, po które chwytał, gdy tylko tracił równowagę. Odepchnęłam go i pognałam do przodu, krzycząc:

— Spróbuj mnie teraz dogonić!

— Skąd ty masz jeszcze tyle energii? — zawołał za mną chłopak, łapiąc się za kolana, żeby złapać tchu. — Poczekaj na mnie.

Pokręciłam głową, patrząc, jak włosy przykleiły mu się do spoconego czoła. Blondyn złapał się za bok, krzywiąc się. Zupełnie jakby dostał kolki. Szybko się jednak ogarnął i wolnym krokiem zaczął iść w moją stronę.  

— Tylko nie każ mi czekać zbyt długo... bo nie wiem, jak długo wytrzymam, czekając na takiego żółwia jak ty — zażartowałam, przystając na chwilę, żeby dać mu szansę mnie dogonić.

Wystawiłam rękę do góry, żeby roztrzepać mu jasne kosmyki jeszcze bardziej, lecz chłopak ruszył się gwałtownie, omijając moją rękę. Złapał mnie w talii i przerzucił przez ramię. Zaśmiałam się z jego niespodziewanego pomysłu, a on zaraz potem zaczął biec do przodu ze mną na ramionach.

— Nagle odzyskałeś siły? — zapytałam, zwisając głową do dołu. — Gdzie twoja kolka?

Rozłożyłam ręce wzdłuż jego pleców. Na moment dostałam skrzydeł. Szybko jednak zdecydowałam, że trzymanie się chłopaka będzie rozsądniejsze, zwłaszcza gdy on w dalszym ciągu biegł.
 
— Wybacz moje udawane zmęczenie, ale musiałem zrobić to niespodziewanie, żebyś była zaskoczona — wytłumaczył, głośno się przy tym śmiejąc.

— Tylko udawałeś? — zmarszczyłam brwi. — To chyba wymagało od ciebie więcej energii, niż gdybyś po prostu szedł... Żółwiu.

— Było warto — odpowiedział zadowolony. — A teraz musisz mi uwierzyć, że energii mam jeszcze mnóstwo.

Zatrzymał się w miejscu i chwycił za moje uda tak, żebym zsunęła się na jego biodra. Oplotłam swoje dłonie na jego szyi. Obserwowałam szeroki uśmiech Nasona z góry, gdy on wpatrzony był w niebo ponad nami.

Dreams: Head in the cloudsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz