11. Pustka.

197 8 61
                                        

Pustka. Nie umiałam słowami opisać, jakie to okropne uczucie. Takie niezrozumiane. Niewytłumaczalne.

Kto pojąłby uczucie czegoś, czego fizycznie nie było, ale zalegało na twojej strapionej duszy?

Tylko ci tak samo zranieni.

Moje nowe mieszkanie właśnie do takich się zaliczało. Do opustoszałych, z których uleciało całe życie.

Byłam temu winna, bo to ja powinnam nadać tym metrom koloru. Nie byłam jednak w stanie oddać czegoś, czego sama nie posiadałam.

Willa mojego ojca również była takim pustym miejscem. Mimo tego, ile ludzi zdażyło się przez nią przewinąć. Ile dusz zdażyło ją wypełnić. Należała do niego, więc oddawała wszystko, co ten człowiek w sobie posiadał. Nicość.

Dlatego wina pozostawała w ludziach, nie budynkach. Ludzie mieli w sobie najwiecej przestrzeni. Mogli zdecydować czym ją zapełnią. Ale my pozostawaliśmy puści. Obcy na uczucia.

W końcu to tylko cztery postawione na przeciw siebie ściany, a mój dom wcale nie musiał być ceglanym budynkiem. Mógł mieć kryształowe oczy, popalone promieniami słońca włosy czy pełne malin usta. Mógł śmiać się do rozpuku lub płakać nieudawanym łzami. Mógł mnie złościć, irytować lub frustrować. Mógł dać mi szczęście, spokój lub euforię. Mógł minąć mnie w tłumach ludzi. Mógł dopiero nadejść z spadającym deszczem. Ale tylko mógł.

Wpatrzyłam się w ogromne, lakierowane na czarno pianino, stojące na wprost przeszklonej oknem ściany. Przypomniało mi o bólu, jaki wtedy znosiłam. O lekcjach, na które kiedyś chodziłam. W podświadomości słyszałam głosy tych fałszywych dźwięków, które omsknęły mi się przez przypadek, a stojący nade mną ojciec właśnie w takich momentach głośno na mnie krzyczał. Do niczego się nie nadajesz, odbijało się echem, stłumione niedokładnie zagranymi nutami. Szczegółowo pamiętałam, jak moja "Oda do radości" zamieniała się w wiązankę wyzwisk.

A ja wszystkiego uważnie słuchałam, zaczynając mu wierzyć. I się z nim zgadzać.

Dźwięk przychodzącego powiadomienia, wyrwał mnie z kolejnych, sunących się na myśl rozważań. Złapałam za komórkę, a ekran rozświetlił mi twarz. Miałam sporą masę nieodczytanych wiadomości, które chciałam by takie pozostały, ale były też te, na które odpisywałam bez zastanowienie.

Od: Khloe
Będziemy za 10 minut. Tylko nie zaczynaj swojej parapetówki bez nas!

Do: Khloe
Czekam. xx

Podeszłam do kuchennej szafki i wyjęłam z niej cztery, zupełnie różniące się modele szklanek. Różowa lampka do szampana, ceramiczny kubek z malunkiem owieczki, przezroczysty, zwykły kieliszek i wysoka, zdobiona kwiatami filiżanka. Byłam przekonana, że przyjaciółki nie przyjdą do mnie z pustymi rękoma, więc musiałam być odpowiednio przygotowana. Otarłam je z kurzu i odstawiłam na blat. Obok nich leżał mój, obrócony dinozaurowym etui do góry, telefon. Zawibrował, więc sięgnęłam po niego, chcąc odczytać wiadomość od dziewczyn. Jednak na ekranie wyświetlił mi się zupełnie inny kontakt niż myślałam.

Od: Nason Hayes
Pomyślałem sobie, że może miałabyś ochotę wyjść na kolacje?

Od: Nason Hayes
Możemy wszyscy

Od: Nason Hayes
Cała ekipą

Od: Nason Hayes
I z twoją paczką

Od: Nason Hayes
I z kim tam jeszcze chcesz

Od: Nason Hayes
W sensie jeśli w ogóle chcesz gdzieś wyjść

Od: Nason Hayes
Ze mną

Dreams: Head in the cloudsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz