13. Przez trudności do gwiazd.

115 9 31
                                        

Per aspera ad astra.
Through the thorns to the stars.
A travers les difficultés jusqu'aux étoiles.
Przez trudności do gwiazd.

Czytałam w każdym języku, przez co to zdanie nabierało dla mnie coraz większego sensu. I co raz bardziej zaczynało mi się ono podobać.

— Zróbmy to — odparłam, wskazując na napis po łacinie. — Miejsce z tyłu na szyi będzie idealne.

Zielonowłosa tatuatorka przejęła ode mnie karteczkę z wypisaną czcionką i odeszła na bok, aby przygotować wszystko do zabiegu. Z podekscytowania nie potrafiłam ustać w miejscu. Strząsnęłam z siebie stres rękoma i podparłam się o leżankę.

— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? — chrząknął Nason, który obserwował wszystko od tyłu.

— Jestem pewna — odpowiedziałam bez zastanowienia. Wizualizowałam sobie w głowie całą koncepcje tatuażu, który za chwilę miał zostać we mnie wbity na zawsze.

Na zawsze i tak wydawało mi się kruche. Tyle rzeczy miało być na zawsze.

Potem na zawsze okazywało się w swojej sile słabsze niż na moment

A gdy ktoś stawał się moim na zawsze, ja okazywałam się jego na chwilę. Wobec tego nauczyłam się żyć sama, bo nikt nie istniał dla mnie na wieczność. Nawet moje czarne koszmary i przerażające zjawy kiedyś rozpryskiwały się w powietrzu, a demony ulatywały w przestworza.

— Nie zniechęcaj jej, Nason — zza parawanu wyłonił się Jaycen z odbitą już kalką spodku kosmicznego, wciągającego siłą przyciągania na swój pokład pizzę.

Wizyta do studia tatuażu była dla naszej trójki zupełnie nie planowana. Blondyn napisał do mnie z rana, żeby dowiedzieć się jak może polepszyć mi dzisiejszy dzień, a ja dla żartów napisałam, żeby zabrał mnie na tatuaż. Ten pomysł naprawdę nie mógł wyjść mi z głowy, nawet w wirze innych, poważniejszych myśli. Potem Nason odpisał, że w takim razie będzie po mnie za godzinę. Z Jay'em, który podobno wpakował mu się do auta, gdy tylko usłyszał, że był to wyłącznie plan Nasona. Dołączył do nas spontanicznie, a mi to odpowiadało. Chłopak miał już większość ciała pokrytą drobnymi tatuażami, więc zdecydował, że przy kolejnym może mi potowarzyszyć. Jeden mniej, czy więcej nic nie zmieni, tłumaczył przez telefon swojej babci, gdy byliśmy już w drodze na miejsce.

Uznałam, że nie będzie na to lepszego momentu. Wszechświat dawał mi same pozytywne znaki, których starałam się nie zignorować.

— Serio sobie to wytatuujesz? — rozbawiony blondyn zmarszczył brwi, patrząc na wzór na jego ręce.

Pizza i kosmici wyglądali absurdalnie. Jednocześnie wydając się zwyczajnym na kimś takim jak Jaycen.

— Serio. Tak samo, jak aniołka na tyłku.

— Masz aniołka na tyłku? — zapytałam ze śmiechem.

— Kiedyś ci go pokaże — powiedział w pełni poważnie, posyłając mi przelotnego buziaka w powietrzu.

Przewróciłam oczami rozbawiona i machnęłam lekceważąco dłonią na jego słowa. Skupiłam się na dziewczynie, która podeszła do mnie z chęcią odbicia mi tatuażu na szyi.

— Podoba ci się? — zapytała, wręczając mi lusterko, abym lepiej przyjrzała się umieszczonemu na mnie wzorze.

Napis wyglądał zupełnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Odkąd ten cytat rzucił mi się w oczy, marzyłam by go sobie wytatuować. Trafił do mnie tak dobitnie, że po dziś dzień miałam go z tyłu głowy. Dosłownie. Stwierdziłam, że pasuje do mnie idealnie, więc nie widziałam innej opcji niż wytatuowanie go sobie na zawsze.

Dreams: Head in the cloudsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz