Stała tam. Ta sama dziewczynka co na obrazie. Te same ciemne włosy i rumiane policzki. Te same duże i ciekawe świata oczy. To była ona.
- Jack przywitaj się!
- Dzień dobry - wyjąknołem.
- Dzień dobry - usłyszałem jej anielski głos.
- Jack, to jest Marika. Jest córką naszych sąsiadów. Przyszła się z Tobą pobawić. Idźcie do ogrodu. Za pół godziny obiad. Pamiętaj.
- Dobrze mamo.
Tak. Ten dzień zapamiętałem na zawsze. Jeden z najlepszych w moim życiu. Nie byłoby dnia i godziny żebym nie myślał o Marice. Nigdy nie po kocham innej. Zawsze będziemy razem. Bynajmniej w tedy tak myślałem. A teraz? Teraz jestem zabójcą. Zabójcą w niebieskiej masce. Teraz nikt mnie już nie pokocha. A co dopiero Marika. Ona zasługuje na kogoś lepszego i normalnego...
