Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem piątkę dziewczyn, które najwyraźniej się o coś kłuciły. Przyglądałem się im i jak się później okazało Jeff też.
- Co one do cholery tutaj robią? - usłyszałem jego cichy szept. Odwróciłem się do niego i zobaczyłem jak nerwowo przegryza wargę. Czy on się właśnie denerwował? Po chwili jednak stwierdziłem, że tego nie skomentuje i odwróciłem się spowrotem w stronę okna.
To co zobaczyłem wstrząsneło mną jeszcze bardziej. Nie było już tam pięciu dziewczyn, a jedna. Leżała posiniaczona ze złamanym nosem, z którego leciała krew. Chyba zemdlała. Jak to możliwe, że nie usłyszałem jej krzyków , przecież mogłem ją obronić. Wyskoczyłem z okna i ruszyłem w stronę dziewczyny. Nie wygląda to zbyt dobrze. Pomyślałem, po czym wziąłem ją na ręce i zniosłem do budynku. Kiedy wszedłem na górę Jeffa już nie było. Położę ją na łóżku. Stwierdziłem i położyłem ją na posłanie. Przyglądałem jej się jeszcze chwilę i stwierdziłem, że chyba muszę przejść się do sklepu, bo nawet nie mam czym jej poczęstować. W mojej sytuacji pójście do sklepu i kupienie czegoś nie było za łatwe. Każdy się mnie bał i musiałem uważać, żeby nikt nie zwracał na mnie uwagi. Co za pojebane życie. Ubrałem kaptur i zostawiając nastolatkę samą ruszyłem w stronę miasta.
