Slenderman... Czego ten stary gnojek chciał?! Dziewczyna jest moja! To ja ją zabiję! - krzyczałem w duchu, mając nadzieję, że facio jednak zostawi dziewczynę w spokoju i zniknie gdzieś w mgle. Ale nie! Nosz k*rwa nie! Zaraz mu te macki... Nie zdążyłem dokończyć, bo dziewczyny jak i jego już nie było. No ja pierdziele... no pięknie... no po prostu zajebiście... Pomyślałem i załamany swoją bezradnością ruszyłem szukać kryjówki slender głupka. Nie było to zresztą takie trudne. Wystarczyło wejść w największą mgłę i poszukać jakiegoś opuszczonego domu, oczywiście innego niż kryjówka moja i Jeffa. Kiedy opuściła mnie już prawie cała złość i zdenerwowanie, tak też zrobiłem. Ja pierdziele, ale ta mgła jest denerwująca. Szedłem i szedłem. W pewnym momencie nie widziałem już kompletnie nic. Biała poświata unosząc się nad ziemią była jak mleko. Boże, jak ja dawno nie piłem mleka. Pomyślałem, ale zaraz od razu się skarciłem w myślach. Jack debilu o czym ty myślisz w takiej chwili? Może byś ruszył dupsko, a nie stał na tej pustej polanie jak ostatni idiota. Faktycznie. Papcio pewnie już ostrzy noże. Ruszyłem więc przed siebie szybszym krokiem. Po chwili jednak zdążyłem się z czymś dziwnie twardym i nie. Nie było to drzewo.
Rozdział do dupy! Totalny brak weny! Ehh chyba schodze na manowce :(
Chciałabym was zaprosić do czytania opowiadania mojej przyjaciółki: Arisu-chaaan. Opowiadanie to napisała rok temu w zeszycie, a teraz tylko przepisuje i czasem zmienia fakty. Polecam, bo jest naprawdę ciekawe i można powiedzieć - niespotykane.
