− Gdzie ona jest do cholery?! – wrzeszczę na Briana i Laurę. Nie mogę zrozumieć jakim cudem Ava zniknęła gdy spałem.
Kurwa, po jaką cholerę ja brałem te leki? Powinienem był pilnować żony, a nie spać. Jestem zwykłym kretynem.
− Sam się o nią martwię – odpowiada mi Brian. – I zastanawiam się co takiego jej zrobiłeś skoro uciekła – jak on śmie mnie o to wszystko oskarżać. Do tej pory to on ciągle starał się nas rozdzielić. Ava już od dłuższego czasu nie chciała ode mnie odchodzić.
Pokochała mnie.
− W odróżnieniu od ciebie to ja dbam o Avę, a nie ją krzywdzę. I nawet gdyby mi odbiło to nie dałbym rady jej nic zrobić, bo ledwo chodzę po tym jak mnie załatwiłeś z tym psychopatą Louis'em.
Nagle dociera do mnie, że przecież ten wariat nadal jest na wolności i na dodatek ma obsesje na punkcie mojej żony.
Że też wcześniej na to nie wpadłem.
− To Louis musiał ją porwać – mówię będąc całkowicie przekonanym moim słowom. On tu wtargnął i uprowadził Avę.
− Już ci odbija – komentuje to Laura.
Pieprzona egoistka. Ustawiła sobie teraz za cel rujnowanie mojego życia. Kiedyś jej za to odpłacę.
− A może ty jej coś zrobiłaś, bardzo ci się nie podobało, że Ava wraca do swojego domu.
− Zwariowałeś! – oburza się. – Ja jestem w ciąży!
− Ava też – przypominam. – Jeśli coś jej się stanie...
Nie dokańczam, bo Brian wchodzi mi w słowa.
− Przestań już wygrażać, bo trzeba zacząć szukać Avy. – Takie znikanie nie jest do niej podobne.
Laura wydaje się zaskoczona i zirytowana słowami swojego męża. Nic jednak nie mówi, bo wie, że w tej kwestii nic nie zdziała.
Nareszcie ktoś postanowił mnie posłuchać.
Pov Ava
Wiem jak sterować Louis'em, i choć jest wobec mnie teraz trochę nieufny to udaje mi się go przekonać by pozwolił mi chodzić po domu.
I chociaż do tej pory sądziłam, że wiem o nim wszystko to teraz widzę, że wiele przede mną ukrywał.
Nie miałam pojęcia o istnieniu tego domu.
Nie potrafię też wywnioskować gdzie dokładnie się znajduje. Nie jest to takie odludzie na jakim byłam z Niall'em, bo widzę kilka domów, ale co mi z tego skoro nie mogę wychodzić na zewnątrz.
− I co będziemy sobie tak siedzieć w tym przeklętym domu? – pytam krocząc po salonie.
− Nie specjalnie ci to przeszkadzało jak Horan zrobił to samo. Mnie przynajmniej nie musisz się obawiać – odpowiada przeskakując z kanału na kanał.
Jedyną naszą rozrywką jest obecnie oglądanie telewizji.
Jest tu gorzej niż wtedy gdy byłam z Niall'em. W tamtym czasie przynajmniej nie byłam uprowadzoną.
− Wiesz, że oni będą mnie szukać?
− Brian nie ma pojęcia o tym miejscu, poza tym on myśli, że wyjechałem do swojej rodziny do Londynu tydzień temu. Ja do mnie zadzwoni to będę bardzo zmartwiony twoim zaginięciem. Oczywiście mimochodem wspomnę, że uważam iż to Niall ci coś zrobił i teraz udaje niewiniątko.
Ja pierdole, jak można być aż takim podłym. Rozumiem, że nienawidzi Niall, ale czemu nie chce bym ja była szczęśliwa.
− Nawet mój brat nie jest na tyle głupi żeby uważać, że Niall, który ledwo wyszedł ze szpitala dał radę zrobić mi krzywdę.
− Brian go nie znosi i uwierzy we wszystko co go oczernia.
Głośno wzdycham, a następnie zajmuje miejsce obok niego.
Nie powinnam się tym wszystkim przejmować, bo nerwy tylko szkodzą mojemu dziecku.
− Powinnam iść do ginekologa na kontrolę – wspominam mając nadzieję, że jakoś go tym przekonam.
− Niedługo pójdziesz – zapewnia, a następnie pcha swoją dłoń na mój brzuch.
Od razu ją strącam. On nie ma prawa dotykać mojego dziecka.
Liczę na waszą opinię
