Obudziłam się a całe ciało piekło mnie próbowałam się ruszyć lecz nie potrafiłam znalazłam wzrokiem kobietę o blond włosach, które sięgały jej trochę za ramiona ubrana w pudrowy różowy sweterek z czerwonymi serduszkami.
Gdy dostrzegła, że przyglądam się jej zaczęła wołać kogoś i w tym samym czasie do sali wbiegł mężczyzna starszy ubrany w biały fartuch i trzy kobiety ubrane tak samo tylko iż na niebiesko.
- Jak się czujesz.- zapytał lekarz.
- dobrze.- skłamałam.
- pamiętasz jak się nazywasz.- zadał pytanie.
- Mia.- odparłam.
- Dobrze Mia pamiętasz co kolwiek na przykład jak się znalazłaś tu.- zadał kolejne pytanie.
- Nie za bardzo.- odparłam no bo co miałam innego powiedzieć wtedy by zaczęli zadawać kolejne pytania, a nie sądzę by powiedzenie prawdy było dobrym pomysłem.
- No dobrze to nic odpocznij mam nadzieję, że przypomnisz sobie wszystko.
- Ja też. - mruknęłam sama do siebie.
Mężczyzna wyszedł, a dwie kobiety wyszły razem z nim oprócz jednej.
- jestem pielęgniarka zmienię Ci opatrunek.- powiedziała przyjaźnie kobieta.
- opatrunek?
- Tak kochanie masz mocne oparzenia.- powiedziała.
Nie zrozumiałam na początku o co jej chodziło dopóki nie dostrzegłam bandaże na rękach. Zapomniałam i tych ranach, ale czy to pomoże co kolwiek jak i tak będą nowe.
Pielęgniarka zdjęła ostrożnie bandaże po czym kazała włożyć mi ręce do miski z solą fizjologiczna, a następnie nasmarowała mi ręce kremem i powrotem nałożyła mi bandaże i zniknęła za ścianą.
- Jestem Eliz .- powiedziała blond kobieta z uśmiechem na twarzy.
- Mia, dziękuję pani za pomoc.-powiedziałam nasilając się na uśmiech.
- Nic nie szkodzi kochanie, ale powiedziała jak ty się tam znalazłaś.- zapytała.
Skrzywiłam się nie wiedziałam co powiedzieć nie chciałam też okłamywać kobiety uratowała mnie wraz z tym panem co był z nią lecz czy jak powiem, że tkwiłam tam prawie sto lat bylo rozsądne.
- Moja ciotka wrzuciła mnie tam nie pamiętam kiedy ani dlaczego to zrobiła.- powiedziałam na pół kłamstwem i na pół prawdą.
- Ohh tak mi przykro.- powiedziała z współczuciem.- czy jest coś co mogę dla ciebie zrobić. - dodała.
- Nie, ale jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Kobieta przyglądała mi się chwilę po czym zadała kolejne pytanie.
- Nie chce cię męczyć kochanie, ale chciałam zapytać czy masz jakąś rodzinę albo mamę lub tatę byś mogła się zatrzymać albo zabrać cię.- zapytała.
- Nie sądzę.- odpowiedziałam, a kobieta skinięciem głowy opuściła sale z szybkim powrotem do zdrowia I wyszła , a ja zostałam sama. Nawet nie wiedziałam kiedy, a usnęłam.
***
Minęło kilka dni zanim mnie wypuścili mnie z szpitala. Ciągle wypytywali mnie o poparzenia, a ja ciągle odpowiadałam, że nie pamiętam skąd się wzięły. Rany się goiły lecz odkąd wyciągli mnie z studni ani razu płomienie się nie aktywowały w żaden sposób trochę mnie to nie pokoi, a może przesadzam i powinnam się cieszyć, że nic mi nie spala skóry i w końcu zaczyna się goić jednak jestem pewna jednego zostanie masa głębokich blizn.
- Tu jest wypis z szpitala dziewczyny, gdyby coś się działo proszę przyjść, a tu recepta.- powiedział ten sam lekarz co zwykle.
- Dziękujemy doktorze.- powiedziała kobieta, która mnie uratowała Eliz.- Gotowa?- zapytała.
- Chyba tak.- odpowiedziałam nie pewnie.
Po tych słowach wyszliśmy z szpitala i skierowaliśmy się na parking małżeństwo miało mnie zawieść do jakiegoś sierocińca , by tam mogła rozpocząć nowe życie. Sama nazwa brzmiała strasznie pomijając fakt, że nie rozumiałam dlaczego to oni mnie zawozili, a nie osoby, które byli opiekunami tego ośrodka bynajmniej tak było sto lat temu...
Okolice przez które jechaliśmy były naprawdę piękne. Wysokie budynki wyglądały jak wieżowce czasami zdążały się domki jedno rodzinne było też dużo lasów czy pola co trochę zdziwiło mnie ponieważ myślałam, że przez te sto lat zmieni się bardziej .
- dojechaliśmy.- powiedziała Eliz.
Wysiadłam z samochodu i stanęłam przed wysokim na przynajmniej wielkości kilku pięter budynku, który był cały biały z kolumnami rzeźbionymi przy wejściu nad którym widniał ogromny balkon. Podziwiałam budynek z rozchylonymi ustami jak na sierociniec wyglądał jak willa albo pałac.
Weszliśmy do środka i od razu skierowaliśmy się do windy wszystko ty wyglądały jak w jakieś bardzo bardzo drogiej willi, a ściany były biało szare z niedużymi obrazami na ścianach co dodawało uroku miejscu.
Gdy pani Eliz wcisnęła na guzik z czwartym piętrem winda ruszyła, a po chwili czekania byliśmy już na czwartym piętrze otoczenie wyglądało podobnie jak na dole tyle ,że różnica była taka iż obrazy były prawie, że na cała szerokość ścian.
Pani Eliz stanęła przy najbliższych drzwiach po czym zapukała ostrożnie, a po sekundzie rozbrzmiało ,,PROSZĘ''. Eliz otworzyła drzwi i wypuściła mnie, a po tym weszłam zaraz za mną z panem Elliotem.
Przy długim stole siedziała starsza zgrabna pani o przemiłym uśmiechu od razu oderwała głowę od swoich notatek czy papierów i przywitała uśmiechem.
- Witajcie kochani, czekałam na was.- rozbrzmiał głos kobiety.
Usiedliśmy we troje na przeciwko kobiety, gdy nastała cisza siedzieliśmy tak dobre kilka minut, gdy nagle drzwi otworzyły się, a ja z strachu podskoczyłam na krześle.
- Spokojnie dziecko to tylko moja herbata przyszła.- powiedziała staruszka z uśmiechem.
Młoda kobieta nosząca herbatę przeprosiła mnie uśmiechem i zniknęła tak szybko jak się pojawiła.
-No dobrze Mia z powodów, w których się tu znalazłaś oraz braku jakich kolwiek informacji o rodzinie lub krewnych państwo Sandersonowie chcą zaadoptować ciebie Miu oraz dać ci ciepły dom i kochająca rodzinę i dać ci warunku na jakie przystało jeśli wyrazisz zgodę na to jeśli odmawiasz lub się wahasz możesz odmówić albo możemy zaczekać z tym do przyszłego tygodnia.- mówiła kobieta.
- Adoptować?- zająknęłam się.
- Tak Mia.- powiedziała Eliz.
- Ale tak szybko. zapytała zbita z tropu.
- Teraz adopcje trwają kilka minut.- odpowiedziała staruszka przyglądając się uważnie.
- Takk jasne, że chce.
Państwo Sandersonowie naprawdę wyglądali na sympatyczną rodzinę być może w taki sposób jeśli moja ciotka, gdzieś tam dalej żyła może nie znajdzie mnie tak szybko.
-Jesteś pewna.- zapytała staruszka, a ja skinęłam głową.- Przygotuję papiery i zaraz wracam do was.- powiedziała staruszka po czym zniknęła za drzwiami.
- Mogę o coś zapytać?
- Tak kochanie?- zapytała Eliz.
- Który mamy rok?- zapytałam nie pewnie. Bałam się, że pomyślą, że jestem jakąś wariatką .
- 3045.- odpowiedziała z uśmiechem Eliz.
O mało nie krzyknęłam ,,CO'' to jest nie możliwe myślałam, że spędziłam sto lat w tej studni, a nie tysiąc jak to możliwe?
- Wszystko w porządku.-zapytał Eliot.
-Tak.- odpowiedziałam nawet nie zauważyłam, że zaczęłam drapać rany po oparzeniach.
CZYTASZ
Mystery ( Zakończona)
Mystery / ThrillerMia zostaje znaleziona po stu latach w studni w środku lasu. Dziewczyna jest wygłodzona i osłabiona i z poparzeniami na rękach, a małżeństwo, które ja znajduje postanawia ja przygarnąć. Mia nic nie pamięta, a bynajmniej tak sądzi dziewczyna. Ponadto...
