35.

102 9 0
                                        

Tylko gdzie ?

Gdzie już widziałam te twarze ?

Nieprzyjemne uczucie w żołądku dokuczało mi przez resztę dnia, w której przydzielona zostałam do inwentaryzacji wyrobów medycznych. Po tym, jak państwo Morren w pośpiechu opuścili ośrodek, a zaraz potem Devon gdzieś się zmył, miałam wrażenie, jakby każdy coś wiedział, tylko nie ja. Frustrowała mnie ilość niewiadomych, na jakie zdążyłam się natknąć od samego początku rozpoczęcia praktyk. Tak, byłam na tak nieznaczącym stanowisku, że nie oczekiwałam, aby każdy ze wszystkiego mi się spowiadał albo mnie we wszystko wtajemniczał, ale... ile można wychodzić na niedoinformowaną albo zwyczajnie pomijaną w różnych kwestiach. Czasami łapała mnie myśl, co prawda głupia, ale jednak, że mój stalker, bo nie wiedziałam, jak inaczej mam go nazwać, był ze mną bardziej szczery i bezpośredni niż wszyscy wokół razem zebrani. Przez siedemdziesiąt procent czasu mojej pracy to właśnie ja wychodziłam na skołowaną i zdziwioną, czując się przy tym jak intruz, przed którym wszyscy coś ukrywali.

Fakt, że nie wiedziałam o wielu rzeczach, nie sprawiał, że byłam naiwna i nie dostrzegałam sygnałów, że celowo miałam pozostać niewtajemniczona. Nie dało się wyzbyć ludzkiej ciekawości i tego, że korzystniej byłoby coś wiedzieć, niż nie.

- Policzyłaś wszystkie opakowania z lekami psychotropowymi ? - zapytała Alicia, którą minęłam ze stosem teczek w rękach, gdy wchodziłam do pokoju socjalnego.

- Tak. Została końcówka leków przeciwlękowych i neuroleptyków. Antydepresantów i nasennych jest pod dostatkiem.

- Zapisz mi na osobnej kartce konkretną ilość z każdej grupy - poleciła, co zresztą już zrobiłam - A strzykawki, igły, wenflony, gazy ? Zajmowałaś się tym już ? 

- Nie liczyłam ich, ale są jeszcze sporo nieodpakowanych opakowań w gabinecie.

- W porządku.

Gdy kobieta nic więcej nie dodała, chciałam wrócić do pracy, ponieważ musiałam teraz wszystko wpisać w dokumentację, aby móc zakończyć ten dzień.

- Octavio, mogłabym cię jeszcze prosić, abyś dostarczyła to do pielęgniarek na piętrze izolatek ? - wskazała na teczki - Wiem, że pewnie spieszysz się do domu, ale ja jeszcze muszę załatwić kilka spraw z doktor Austin.

- Tak, jasne - odebrałam od niej papiery, które okazały się cięższe, niż myślałam, że będą. Chwyciłam w dwie ręce chyba z dziesięć teczek, które niemalże pękały od wypełniających ich papierów.

- Zjedź windą, będzie szybciej - podsunęła.

- Nie mam karty.

Aby móc z niej skorzystać, trzeba było posiadać specjalną kartę magnetyczną, która po zeskanowaniu czytnika najpierw na zewnątrz, aby w ogóle się otworzyła i później w środku windy, do wybrania piętra, uprawniała do przejazdu. Pacjenci nie mieli do niej dostępu, jak i praktykanci czy nawet ważni goście. Użytkowała ją jednie ekipa odpowiadająca za sprzątanie oraz personel medyczny, gdy często mieli wózki ze środkami czystości czy medykamentami. Mieli oni natomiast karty w kolorze srebrnym, co kiedyś zauważyłam, dlatego zaskoczyła mnie ta Alicii, ponieważ była czarna. Zapewne poprzez różną kolorystykę wyróżniali poszczególne osoby z kadry. Bardzo skrupulatnie pilnowali także, aby nikt nieproszony nie kręcił się wokół dźwigu. Najpewniej ze względu bezpieczeństwa.

Na pewno ?

- Weź moją - kobieta odpięła wspomniany przedmiot ze smyczy, która zwisała jej z szyi i położyła mi ją na górze trzymanego stosu - Jak skończysz, znajdź mnie i mi ją oddaj, bo nie powinnaś jej mieć.

Poisoned Minds || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz