Charakterystyczny dźwięk przemokniętych butów odbijał się echem w każdej napotkanej przeze mnie kałuży. Przemierzając wąski chodnik w największej ulewie całego mojego życia, zapragnęłam tylko jak najszybciej znaleźć się w ciepłym wnętrzu uniwersytetu. Buty na moich stopach, które przetrwały ze mną trzy sezony, nie nadawały się już więcej do komfortowego użytku. Przez ledwo widoczną dziurkę na samym czubku prawego buta przedostawała się woda i nieprzyjemne powietrze zwiastujące początek lutego. Hardo brnęłam przed siebie z kapturem zarzuconym na głowę oraz torbą schowaną pod poły kurtki, chroniąc zeszyty przed zmoknięciem. Zaciskając zęby z niebywałą siłą, w mojej głowie co chwilę rozbrzmiewał cichy głosik zadający jedno pytanie - czy to wszystko było tego warte ?
Ogromne, zdobione drzwi z najwyżej jakości drewna stanęły otworem, gdy tylko postawiłam stopę na pierwszym schodku prowadzącym do wejścia. Uniwersytet Cardiff w Walii to jedna z bardziej znanych uczelni w całej Wielkiej Brytanii. Gigantyczny budynek przypominający rozbudowany pałac, wykonany z jasnej cegły przyprawiał o ciarki wszystkich pierwszoroczniaków, którzy co roku samotnie zaglądali w mury placówki. Jako że CU* pełnił rolę jednej z najbardziej prestiżowych szkół w Walii, dostanie się tutaj graniczyło z cudem. Lata ciężkiej pracy i wielu poświęceń doprowadziły mnie właśnie tutaj - na jeden z wielu nieskoczenie długich korytarzy szkoły moich marzeń.
Sprawdzając wcześniej rozkład zajęć, przekroczyłam próg auli, przyglądając się nowym twarzom. Moja pamięć wzrokowa była na naprawdę wysokim poziomie, ale zdarzały się osoby, których nie kojarzyłam z zeszłego roku. Zajęłam miejsce pośrodku sali i zgrabnym ruchem ułożyłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy na małym stoliku przede mną.
- Tak dawno cię nie widziałam ! - rozbrzmiał podekscytowany głos po lewej i zaraz po tym poczułam silnie zaciskające się ramiona wokół mojego ciała.
Obróciłam głowę, a moim oczom ukazała się trzecia w rankingu ulubiona osoba na świecie. Blada, piegowata twarz okalana burzą rudych włosów, rozświetlona szerokim uśmiechem oraz zielonymi oczami świecącymi radośnie. Dahlia Flores. Moja najlepsza przyjaciółka i momentami najgorsze utrapienie.
- Jak było na wyjeździe ? - zapytałam z zaciekawieniem, gdy już mnie puściła i pozwoliła zaczerpnąć powietrza. Dahlia miała w zwyczaju spędzać przerwy między semestrami z rodzicami za granicą. Tym razem jeździła na nartach w Szwajcarii, wysyłając mi zdjęcia imitujące przepiękne widokówki.
- Świetnie się bawiłam i wcale nie tęskniłam za wiecznym narzekaniem Alberta - mówiąc to, wywróciła teatralnie oczami oraz spojrzała w kierunku pustej mównicy - Gdzie on jest ?
Mowa była oczywiście o naszym opiekunie, ale także wykładowcy od postaw psychologii klinicznej u osób dorosłych, który do najmilszych nie należał. Starszy pan ledwo widział na oczy, ale słuch miał taki, że wystarczyło prychnąć pod nosem a on już biadolił kolejne dziesięć minut o braku kultury. Na moje nieszczęście to z nim w tym semestrze będę widzieć się najwięcej, bo to właśnie ten przedmiot wybrałam jako wiodący.
- Cicho, już idzie - szepnęłam, wyłapując sylwetkę mężczyzny w drzwiach - Tylko że tym razem naprawdę bądź cicho bo nie da mi spokoju do końca roku - rzuciłam ostrzegawczo w stronę dziewczyny, która nic nie robiąc sobie z mojej uwagi, zajęła się rysowaniem po marginesach jednego z moich zeszytów.
Zachowanie Dhalii wynikało z jednej prostej rzeczy. Nic ją to nie obchodziło. Wybrała psychologię kliniczną u osób nieletnich, dlatego siedziała tu dzisiaj tylko i wyłącznie po to, by dostać od Alberta przydział i rozpiskę na nowy semestr w związku ze swoim wyborem, a potem zobaczy go dopiero za pół roku, na wykładzie wprowadzającym.
- Witam, drodzy państwo - popukał w mikrofon, ustawiając go sobie na odpowiedniej wysokości - Mam nadzieję, że odpoczęliście wystarczająco w czasie przerwy zimowej, by w tym semestrze dać z siebie wszystko. Dzisiejsze zajęcia przeznaczę na omówienie spraw organizacyjnych oraz odpowiem na wszelkie pytania. Witam raz jeszcze serdecznie wszystkich zebranych w drugim semestrze drugiego roku psychologii.
Zaczynamy.
- Oh, byłbym zapomniał. Bardzo proszę osoby, które zaraz wyczytam z list, o pozostanie na moment zaraz po zajęciach - mówiąc to, omiótł wszystkich zebranych badawczym wzrokiem i wnioskując po naszych skonsternowanych minach, wyjaśnił - Mam dla państwa propozycję jak i również szansę nie do odrzucenia.
Oczywiście moje nazwisko pojawiło się na liście. I to na samym jej początku.
„Szansa nie do odrzucenia" było pojęciem względnym. Dla niektórych mogło być to spełnienie najskrytszych marzeń, dla innych klątwa rzucona na resztę życia. Podejmując się propozycji, jaką przedstawił profesor, nie byłam świadoma, że ja znajdę się właśnie w tej drugiej grupie - a konsekwencje mojej decyzji będą ciągnąć się za mną przez lata, jak i nie do śmierci.
CZYTASZ
Poisoned Minds || 18+
Romance„Działasz jak antidotum na mój zatruty umysł" Pierwsza część serii „Cage" Uczucie rozczarowania towarzyszyło Octavii Slyde już od najmłodszych lat. Za swój życiowy cel obrała przyszły sukces oraz spełnienie marzenia w karierze psychologicznej. Stud...
