36.

110 8 0
                                        

! TW ! przemoc wobec dzieci

Ja: Kto znajduje się na piętrze -2 ?

Wiadomość zwrotna nadeszła w przeciągu paru sekund.

Nieznany: Ktoś, kto chroniony jest bańką ochronną, choć wcale na to nie zasługuje

Dużo mi to powiedziało. Naprawdę.

Ja: Może jaśniej ?

Nieznany: Nie mogę odebrać ci całej zabawy, od razu podając odpowiedź. To już odkryjesz sama

Nieznany: I tak za dużo ci już podpowiadam, teraz ty musisz się jakoś wykazać

Ja: Znasz tego chłopaka ?

Nieznany: Aż za dobrze

Aż za dobrze. Dalej nic mi to nie mówiło. Wskazywało jedynie, że mój rozmówca musiał posiadać, albo nadal posiada pewną głębszą relacje z chłopakiem z piętra -2. Skoro zaznaczył, że znał go zbyt dobrze, musiał być z nim jakoś związany. Z westchnięciem zablokowałam ekran, chowając telefon do kieszeni, kapitulując. W pierwszej kolejności musiałam znaleźć Alicię i oddać jej kartę, chociaż w głębi duszy wcale nie chciałam tego robić. To małe, magnetyczne ustrojstwo dawało możliwości. A ja, mimo strachu, pragnęłam poznać odpowiedzi.

W tym ośrodku działy się dziwne rzeczy. Na pozór prywatna placówka, która miała pełnić funkcje medyczne i pomagać ludziom, skrywała w sobie więcej tajemnic i brudów niż niejedno, szemrane miejsce. Co rusz na jaw wychodziły fakty, które coraz bardziej mieszały mi w głowie, mnożąc więcej i więcej pytań.

- Wie pani, gdzie jest Alicia ? - zapytałam sekretarkę, gdy nie zastałam kobiety w jej małym, sąsiadującym gabinecie.

- Jeszcze nie wróciła od doktor Austin.

O nie. Nie zamierzałam tam iść. Jeszcze tego by brakowało, abym narobiła problemów sobie, ale także Alicii. Gdyby Austin dowiedziała się, że kobieta pożyczyła mi kartę, byłoby po nas.

- Mam coś przekazać ? - zapytała sekretarka. Z reguły była na tyle cicha i niewidoczna na codzień, że czasami zapominałam o jej istnieniu w tym miejscu. Była miła i pomocna zawsze, kiedy wymagała tego sytuacja, lecz w tym przypadku musiałam poradzić sobie sama. Chociaż z chęcią dałabym jej kartę i poprosiła, aby przekazała ją kobiecie, gdy ta wróci, lecz niestety nie było to możliwe.

- Nie, dziękuję - pożegnałam się i skierowałam do pokoju socjalnego, gdzie zamierzałam poczekać na Alicię. Moja zmiana kończyła się za dwadzieścia minut i oby wyrobiła się do tego czasu, bo inaczej nie zdążę na zaplanowany autobus powrotny do domu.

Usiadłam w pomieszczeniu na jednym z krzeseł i postanowiłam wysłać kobiece wiadomość.

Ja: Gdzie jesteś ? Chciałabym oddać ci kartę przed wyjściem.

Odpowiedź długo nie nadchodziła, a ja z opartą na dłoni głową wpatrywałam się w tykający zegar na ścianie.
Tik-tak.
Tik-tak.
Gdy byłam dzieckiem i bardzo na coś czekałam, specjalnie nie spoglądałam na czas, aby upływał szybciej. Teraz za to, bacznie obserwując zegar i tym samym chcąc sprawić, żeby wskazówki nie przesuwały się tak szybko, jak na złość wcale nie zwalniały. Wydawało mi się wręcz, że przyspieszyły.

Z braku innego zajęcia, zajrzałam do telefonicznego kalendarza, aby posprawdzać sobie terminy i dni, bo planowałam wziąć weekendowy dyżur. Od początku moich praktyk minęły już ponad trzy miesiące, zaraz cztery, a mi udało się w tym czasie odłożyć całkiem ładną sumę na upragniony samochód. W wolnym czasie niejednokrotnie przeglądałam różne oferty używanych pojazdów i niektóre wpadły mi w oko. Przez wynagrodzenie i dodatkowe weekendy miałam już więcej niż połowę całkowitej kwoty. Gdyby udało mi się kupić auto, o ile wygodniej by mi się funkcjonowało. Mimo że samo utrzymanie pojazdu nie jest tanie, bo trzeba było doliczyć rownież koszty ubezpieczenia, paliwa i czegoś jeszcze, na czym się nie znałam, to i tak posiadanie własnego samochodu dużo by mi ułatwiło. Byłabym bardziej samodzielna, nie musząc dostosowywać się do rozkładu jazdy komunikacji miejskiej, albo polegać na innych osobach, które mógłby mnie podwozić i odwozić.

Poisoned Minds || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz