37.

89 8 0
                                        

Przyszedł weekend - czas mojego dodatkowego dyżuru. Nigdy nie było problemu, abym mogła wziąć dodatkową zmianę, bo w przeciwieństwie do mnie, reszta nie pałała wielkim entuzjazmem do zostawania w weekend w pracy. Większość tu osób była na tyle dorosła, że mając swój dom, partnerów i dzieci woleli spędzać wolny czas w domu, a nie w ośrodku, w którym są od poniedziałku do piątku. Dla mnie było to na rękę. Zawsze kiedy się zgłaszałam, dostawałam dyżur. I to jeszcze z pewnego rodzaju wdzięcznością, że go wzięłam. No tak, jeżeli nie byłoby ochotników - musieliby wybrać kogoś i tak czy siak.

To właśnie dwa dni temu Rios pokazał mi swoje magiczne miejsce, które szybko stało się też ważne dla mnie. Prawdopodobnie nikt nie zorientował się o jego nieobecności, a przynajmniej ja tak myślałam. Inaczej trafiłaby do mnie ta wiadomość, chociażby od Alicii. Mimo wszystko, musiałam zapytać o to chłopaka i się upewnić.

Naszą nieplanowaną, krótką wycieczkę wspominałam z budującym się napięciem w żołądku. Pomimo minionych dni, jakbym dalej czuła jego dotyk, gdy gładził mi policzek czy zamykał mnie w swoich ramionach. Rios pokazywał mi się teraz z całkowicie innej strony. To nie był ten sam chłopak, którego poznałam i którym był przez pierwsze dwa miesiące moich praktyk. Jego zachowanie zaczęło zmieniać się od dnia, w którym nasze usta spotkały się po raz pierwszy. To właśnie wtedy zaczęłam zauważać poszczególne zmiany, i przede wszystkim przestaliśmy się kłócić jak pies z kotem.

- Dzień dobry - przywitałam się, gdy weszłam do pokoju socjalnego i natknęłam się tam na moją partnerkę w dzisiejszym dyżurze, panią Samilę. Miałam okazję poznać ją już na jednym z pierwszych dyżurów, bo to właśnie ona pilnowała mnie, gdy zaczynałam. Przemiła kobieta na oko po sześćdziesiątce, pracowała tutaj od wielu lat, a teraz dorywczo, gdyż była już na emeryturze.

- Dzień dobry, Octavio - uśmiechnęła się uprzejmie, wstawiając wodę w czajniku - Zajęłam już jeden pokój, tutaj są klucze dla ciebie - przesunęła po blacie wspomniane klucze w moim kierunku.

- Dziękuję.

Chwyciłam je, odczytując numer 008 i wyszłam w poszukiwaniu odpowiednich drzwi. Pokój położony był na samym końcu korytarza, na parterze, bardzo blisko gabinetu Alicii. Przekręciłam klucz w zamku i pchnęłam płytę, która ukazała mi przestronne pomieszczenie, wyglądające jak bezosobowy pokój któregoś z pacjentów. Wszystkie pokoje dla dyżurujących, a było ich chyba sześć, bo niekiedy zostawać musiały także lekarki lub inny personel medyczny, wyglądały tak samo. Szare ściany, grafitowa podłoga i sporych rozmiarów łóżko z czarną ramą. W środku unosił się delikatny, możliwe że perfumowany, środek do dezynfekcji, bo zapach nie był drażniący, a całkiem przyjemny dla nosa.

Moja podręczna torba nie miała w sobie za dużo skarbów, gdyż zatrzymywałam się tu jedynie na jedną noc. Wzięłam ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, kosmetyczkę, ubrania na zmianę, piżamę oraz bieliznę. Akcesoria takie jak ręczniki, suszarkę albo pościel, my jako personel mieliśmy zapewnione, co było dużym ułatwieniem.

Lubiłam spędzać tu weekendy. Niekiedy łapałam się na tym, że traktowałam je jako formę odpoczynku, a nie pracy. Oczywiście robiłam, co musiałam, lecz także korzystałam z basenu, pięknego ogrodu i czasu, w którym nikt mi nie przeszkadzał i mogłam poczytać książkę lub pouczyć się na studia, kiedy dyżurowała moja zmienniczka.

Tym razem padło na to, że to ja odbywałam dyżur dzienny, lecz ten minął mi niezwykle szybko. Nim się obejrzałam, siedziałam razem z moimi podopiecznymi przy kolacji, przysłuchując się ich wymianie zdań. Sama nie byłam głodna, bo swój posiłek zjadłam niecałą godzinę temu, jednak musiałam, ale też chciałam, dotrzymać im towarzystwa ze względu na ograniczoną ilość personelu.

Poisoned Minds || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz