Zdrada.
To właśnie czułam, kiedy na autopilocie pokonałam trasę z ośrodka do domu. Krople deszczu mieszały się ze łzami, które początkowo przysłaniały mi widoczność, aby zaraz potem skapywać na policzki, wyznaczając trasę wzdłuż twarzy.
Niebo płakało razem ze mną. Nad moim losem, który sama na siebie sprowadziłam.
Czułam się zraniona. Tak cholernie zraniona, że momentami to uczucie odbierało mi możliwość zaczerpnięcia oddechu.
Czułam się wykorzystana. Tak strasznie wykorzystana, że nie mogłam zrozumieć, jak zaślepiona musiałam być, aby nie dostrzec tak jasnych sygnałów.
Czułam się słaba. Tak potwornie słaba, że nie zawalczyłam o swoje dobro, ciągle chowając głowę, myśląc, że nie jestem tam nikim znaczącym, aby znać prawdę.
Czułam się upokorzona. Tak wstydliwie upokorzona, że gdy ja nie raz stawałam na rzęsach, aby zapewnić komfort osobom, które przez wiele miesięcy wbijały mi nóż w plecy.
Czułam się... pusta. Tak dojmująco pusta, że straciłam czujność i zakochałam się w osobie, która na to nie zasługiwała.
- Skarbie ? Jesteś wcześniej ? - na progu mieszkania dobiegł mnie głos babci. Stanęłam cała przemoczona na środku małego korytarza, zwieszając ręce i wpatrując się łzawo w jedyną osobę, która nigdy mnie nie zawiodła - Co się stało ?
- Nic, babciu - pociągnęłam nosem, uśmiechając się sztucznie - Za naiwność się płaci.
Kobieta natychmiast podeszła do mnie i zamknęła mnie w kokonie bezpieczeństwa - jej ramionach. Poprowadziła mnie do kuchni, gdzie nadal nie puszczając, kazała usiąść na krześle, a sama stanęła obok, głaszcząc mnie po głowie i przytulając do piersi.
Nie zadawała pytań, a dłuższa cisza, która nas otuliła, podziałała na mnie uspokajająco. Oddech stopniowo spowolniał, łzy przestawały płynąć strumieniami, a głowa odpuszczała dokuczliwe pulsowanie. Zostało tylko coraz bardziej ogarniające zmęczenie i roztrzaskane na miliony kawałków serce.
- Czy ten chłopak cię skrzywdził ? - niespodziewane pytanie babci wypowiedziane cichym głosem ścisnęło mi gardło.
W pierwszej chwili spanikowałam. Nigdy nie wspominałam babci o Riosie. Ani razu nie dałam jej powodu, aby zaczęła coś podejrzewać. Niemożliwym było, że dowiedziała się prawdy.
Na samą myśl, że babcia wiedziała o tym, co narobiłam, zrobiło mi się słabo.
- Co, babciu ? - wycharczałam, nie odsuwając się od niej. Wolałam, aby nie widziała mojej twarzy, i sama również wolałam nie widzieć jej rozczarowania, gdyby jednak była wszystkiego świadoma.
- Och, skarbie - westchnęła, nie przestając masować mi skóry głowy - Nietrudno zauważyć, że się zakochałaś. Nie wiem w kim, ani kiedy, lecz umiem rozpoznać tak szczególną zmianę u mojej wnuczki.
- Ale skąd...
- Magik nie zdradza swoich sztuczek - zachichotała - Takie rzeczy się po prostu wie. Będziesz w moim wieku i będziesz miała swoje wnuczęta, to wspomnisz moje słowa.
- Ale...
- Może rozpoznałam to po sposobie, w jaki zaczęły świecić twoje oczy. A może po zapachu, jakim niekiedy pachniałaś, a który bynajmniej nie należał do damskich. Może po uśmiechu, który z pogodnego zamienił się w szczęśliwy.
- Dlaczego nigdy nie zapytałaś ?
- Nie jestem wścibska, skarbie. Cierpliwie czekałam na moment, w którym to ty poczujesz się pewnie i mi o tym powiesz - odpowiedziała - Dopóki nie działa ci się krzywda, nie dociekałam, lecz teraz... - odchyliła mi głowę, wpatrując się w moje szkliste oczy i drżące ramiona - Cierpisz, kochanie, a mnie trudno na to patrzeć.
- Tak, babciu - wychlipałam - Zakochałam się.
Przyznanie się do tego wcale nie było takie proste.
- Jaki jest ten wyjątkowy chłopak ?
- Był, babciu - zaznaczyłam słabo - Ten chłopak był niczym toksyna. Lecz taka, która przepływając przez twój organizm, sprawiała, że nigdy nie czułaś się lepiej. Dopiero później, gdy zajęła już całe twoje ciało, serce i umysł, uświadamiasz sobie, jakie katastrofalne miało to skutki i jak niebezpieczna potrafiła być.
Babcia nie dociekała. Ta złota kobieta zawsze stawiała komfort mój oraz Vivienne na pierwszym miejscu. Pozwoliła mi powiedzieć tyle, na ile byłam gotowa i ile chciałam. Była tu dla mnie, a nie dla informacji.
- To ma związek z twoimi praktykami, prawda ? - zapytała, a ja się spięłam. Szybko łączyła fakty.
Skinęłam głową, zbyt bojąc się spojrzeć jej w oczy i odpowiedzieć.
- Nie oceniam cię, skarbie - zapewniła, nie wypuszczając mnie z objęć - Zawsze jestem tu dla ciebie - tak, wiedziałam o tym - Tylko... co teraz zrobisz ?
- Zrezygnuję - słowo ledwo przeszło mi przez gardło, ale decyzję już podjęłam i nic nie przekona mnie do jej zmiany - Nie wrócę tam - szloch bezsilności i poczucia głębokiego żalu ponownie przeciął pomieszczenie.
Ten palący wewnętrzny ból był nie do wytrzymania.
- Och, kochanie - przycisnęła mnie do siebie - Jeszcze wszystko się ułoży, zapewniam.
Taką miałam cichą nadzieję, lecz dokąd ta cholerna nadzieja mnie doprowadziła ? W jaki sposób miałam wyleczyć się z kogoś, komu oddałam całe swoje serce, dostając w zamian ciąg kłamstw i tajemnic ?
Miejsce, które powinno leczyć i pomagać, samo doprowadziło mnie do ruiny. Osoby w nim, które same potrzebowały pomocy, doskonale owinęły mnie sobie wokół palca, sprawiając, że tańczyłam tak, jak mi zagrali.
Czy tym właśnie była ta szansa nie do odrzucenia ? Gdybym wiedziała, w życiu bym nie zaryzykowała, omijając wszystkie problemy, oszustwa i rozczarowania.
Ominęłabym jego.
A teraz pozostało mi tylko niemożliwe do spełnienia marzenie, ażeby Rios Vescott nigdy nie stanął na mojej drodze.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
CZYTASZ
Poisoned Minds || 18+
Romansa„Działasz jak antidotum na mój zatruty umysł" Pierwsza część serii „Cage" Uczucie rozczarowania towarzyszyło Octavii Slyde już od najmłodszych lat. Za swój życiowy cel obrała przyszły sukces oraz spełnienie marzenia w karierze psychologicznej. Stud...
