Obudziłem się a po moim ciele przeszedł dreszcz. Po co mi było spanie przy otwartym oknie. Chciałem wstać aby je zamknąć, ale poczułem ciężar na moim ciele. Spojrzałem w dół, a moim oczom ukazała się Faustyna. Na śmierć zapomniałem, że została tu na noc. Dziewczyna spała wtulona w moją klatkę piersiową co uniemożliwiało mi wstanie i zamknięcie tego cholernego okna. Zrezygnowany chwyciłem telefon i spojrzałem na godzinę. Dochodziła ósma. Dzisiaj był 31 lipca a wciągu ostatniego miesiąca wydarzyło się zaskakująco wiele.
Codziennie spotykaliśmy się z naszą nową ekipą, a nasza relacja coraz bardziej się zacieśniała. Po mimo tego, że znaliśmy się nie cały miesiąc czułem do nich większą sympatię niż do naszych przyjaciół z Krakowa. Jednak tą opinię musiałem zachować dla siebie bo Oliwier nadal nie był w stanie polubić ich w stu procentach. Dobrze wiedziałem, że świetnie bawi się w towarzystwie naszej tutejszej paczki ale nadal za nimi tęskni. Nie mógłby na mnie patrzeć gdybym powiedział mu prawdę. Czasami przez moją głowę przechodziły różne scenariusze co gdyby tutaj zostać? W końcu tutaj czuje, że mam prawdziwych przyjaciół. Nie miałem po co tam wracać. Jednak z tyłu głowy miałem świadomość, że nie mogę zostawić Oliwiera samego. Nie zniósłby tego, był do mnie bardzo przywiązany. Z resztą ja do niego też. Mimo, że często się kłóciliśmy łączyła nas bardzo zażyła więź.
Rozmyślałem dalej kiedy poczułem jak Faustyna, wierci się w łóżku. Dziewczyna mocniej wtuliła się w mój tors i dalej spała w najlepsze. Zacząłem głupio się w nią wpatrywać. Dziewczyna miała spokojny wyraz twarzy, a jej klatka piersiowa unosiła się w miarowym tempie. W końcu miałem okazje by dokładnie jej się przyjrzeć. Dziewczyna miała pełne różowe usta, a jej twarzy zdobiły nie liczne piegi. Opowiadała mi jak ją denerwują bo ma je tylko w lato i musi je zakrywać. Moim zdaniem dodawały jej uroku i wyglądała w nich przepięknie. Jednak najpiękniejsze były jej błękitne oczy. Były zdecydowanie moim ulubionym widokiem i mógłbym wpatrywać się w nie godzinami. Miałem wrażenie, że za każdym razem gdy w nie patrzyłem były piękniejsze niż wcześniej. Przypominały mi niebo w letnie dni kiedy, żyję się bez zmartwień, można pić, palić i nie martwić się niczym. Albo fale morza, które tak bardzo uwielbiałem. Zupełnie tak jak ją. Dziewczyna była wręcz idealna, poza tym, że całkowicie w moim typie i była prześliczna, to była również dobra i opiekuńcza. Dbała o innych i myślała o wszystkich czasem bardziej niż o sobie.
Przez ostatni czas bardzo mocno zastanawiałem się nad naszą relacją. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, a to nie był pierwszy raz kiedy dziewczyna została u mnie na noc i spaliśmy wtuleni w siebie. Kiedy wychodziliśmy ze znajomi prawie cały czas odłączaliśmy się od grupy i rozmawialiśmy we dwoje. Nie mówiąc już o tym, że wiele razy spotykaliśmy się tylko we dwoje. Już dawno zdałem sobie sprawę, że mi się podoba. Byliśmy czymś więcej niż przyjaciółmi ale mniej niż związkiem. Czasami miałem wrażenie, że ona też była zagubiona jeśli chodzi o naszą relacje. I czasami nawet wydawało mi się, że tak jak chciałaby czegoś więcej. I mimo tego, że coś do niej czułem to jakaś część mnie nie mogła się z tym pogodzić. Do tej pory nie bawiłem się w związki na poważnie i bałem się, że nie umiałbym zapewnić jej odpowiedniego związku. Że nie dałbym jej stu procent tego czego oczekuje się od chłopaka. Że raniłbym ją tym jak nie doświadczony jestem w prawdziwych relacjach. A zależało mi na niej tak bardzo, że nie zniósłbym gdyby działa jej się krzywda, zwłaszcza przeze mnie.
Nagle poczułem jak dziewczyna ponownie wierci się obok mnie. Odwróciłem od niej wzrok i zacząłem wpatrywać się w sufit. Dziewczyna najwyraźniej się obudziła, bo już za chwilę poczułem jak na moim brzuchu kreśli palcem małe kółka. Leżeliśmy chwilę w ciszy do momentu kiedy usłyszałem:
- Nie śpisz już? – mruknęła cicho
- Nie. – odpowiedziałem
- Wstajemy?
- Nie chce mi się. – szepnąłem a dziewczyna cicho westchnęła i położyła dłoń na moim brzuchu.
Jedną ze swoich dłoni położyłem na tą jej, a drugą zacząłem głaskać jej głowę. Leżeliśmy dalej nie odzywając się do siebie, a ta cisza była kojąca. Odkąd spędzamy razem tyle czasu czułem jakby moje problemy powoli znikały. Tak jakby Faustyna była lekiem na wszystkie bóle i zmartwienia. Kiedy byłem obok niej życie zwalniało, stawało się spokojniejsze bo skupiałem się na niej i na tym żeby była przy mnie szczęśliwa.
- Wstajemy. – stwierdziła i powoli podnosiła się z łóżka
- Nie chce mi się. – jęknąłem i nie chętnie ją puściłem.
Obserwowałem jak dziewczyna siada do biurka i zaczyna się szykować. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek, w każdy jej płynny ruch. Zwykłe rozczesywanie przez nią włosów wprawiało mnie w zachwyt. Chwilę później sam opuściłem łóżko i wyjąłem z walizki paczkę papierosów,
- Chodź. – mruknąłem do niej i wdrapałem się na dach.
- Nie ma opcji, co jak spadnę?
- Nie spadniesz będę Cię asekurować.
- Bartuś boję się. – mruknęła nie zadowolona, przewróciłem oczami i wystawiłem dłoń w jej kierunku, blondynka nie pewnie ją chwyciła i z moją pomocą wyszła na dach. Dziewczyna spięta usiadła bardzo blisko mnie i wtuliła się mój bok. Wyjąłem sobie jednego szluga i zacząłem palić.
- Serio, zawołałeś mnie tutaj tylko po to żebym musiała wdychać dym tego świństwa?
- Chciałem spędzić z Tobą czas, Faustynka. – blondynka jedynie przewróciła oczami i nie odpowiedziała – Chcesz? – zapytałam i wystawiłem paczkę papierosów w jej kierunku.
Dziewczyna popatrzyła na mnie z oburzeniem, jednak po chwili nie śmiało wyciągnęła używkę z paczki. Rzuciłem jej zaskoczone spojrzenie, i podałem jej zapalniczkę. Dziewczyna tym razem już poprawnie zaciągnęła się papierosem, tak jak ją nauczyłem gdy pierwszy raz zapaliła. Wyciągnąłem telefon i zrobiłem nam zdjęcie. Kochałem robić zdjęcie, nawet jakieś najgłupsze. Uwielbiałem uwieczniać w ten sposób wspomnienia. Prawda, czasem miałem zawaloną galerią najróżniejszymi głupotami ale gdy mogłem wrócić sobie do wspaniałych momentów to wiedziałem, że było warto. Dziewczyna wypaliła szluga i ponownie się do mnie przytuliła. Objąłem ją ramieniem i zapaliłem sobie jeszcze jednego. Używka powoli zamieniała się w popiół a moje podświadomość mówiła mi, że ten konkretny poranek zapamiętam na długo. Spojrzałem na blondynkę, a ta już na mnie patrzyła.
Wtedy czas się zatrzymał. Byliśmy tylko my. Ja i Faustyna wpatrzeni w siebie na dachu, a wokół nas skromny las i śpiew ptaków. Odległość między naszymi twarzami z każdą sekundą się zmniejszała a w moim brzuchu poczułem stado motyli. Ująłem jej twarz i dalej patrzyłem jej w oczy. Zatrzymaliśmy się dosłownie parę milimetrów od siebie. Zamknąłem oczy i delikatnie wpiłem się w jej usta. Dziewczyna oddała pocałunek i oderwała się ode mnie. Posłała mi uśmiech, który odwzajemniłem. Patrzyłem w jej oczy a kiedy poczułem jej dłonie na mojej klatce piersiowej, ponownie ją pocałowałem, tym razem już namiętniej. Pocałunek stawał się intensywniejszy do momentu kiedy usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do pokoju.
- Bartek wstawaj! – krzyknął Oliwier.
Faustyna chciała przerwać jednak ja nadal trzymałem jej policzek i jej na to nie pozwoliłem. Po paru sekundach dziewczyna definitywnie przerwała pocałunek i szeroko się do mnie uśmiechnęła. Zrobiłem to samo zupełnie ignorując brata, który był w moim pokoju. Przysunąłem się bliżej dziewczyny i przez otwarte okno wystawiłem mu środkowy palec.
- Biorę papierosy! – krzyknął i słyszałem jedynie szelesty oznajmiające, że wyjmuję te szlugi z mojej walizki.
Nadal wpatrzony w Faustynę ponownie wystawiłem mu środkowy palec. Usłyszałem tylko ciche parsknięcie brata, które kompletnie zignorowałem, i ponownie wpiłem się w usta dziewczyny.
~1205~
hejjjka!! witam was w kolejny rozdzialeeee!! dzisiaj juz fabula zafabułowała. Mega mi wgl miłoo bo ta książka ma już około 1.7tys wyświetlnęn i mega mn to cieszyy. I wgl to ta książka ma 2 miejsce w #wika XDDDD
Pozdrawiam!! :33
