Oderwałem się od niej i popatrzyłem w jej oczy lekko się uśmiechając. Wtuliłem się w jej brzuch, a ona zaczęła głaskać mnie po głowie. Przymknąłem oczy napawając się tą chwilą. Przyjeżdżając tutaj nigdy bym się nie spodziewał, że spotkam tutaj tak piękną i wspaniałą dziewczynę i prawdziwie się w niej zakocham. Można by nawet powiedzieć że te dziwne wyobrażenia mojej ulubionej ekspedientki z monopolowego stają się prawdą. Ja sprzed miesiąca nigdy bym się tego nie spodziewał, a wręcz bym się tego wypierał. Teraz byłem pewny, że Faustyna nie jest dziewczyną na jeden raz.
Spojrzałem ukradkiem na dziewczynę, wpatrzoną w widnokrąg. Słońce było teraz w samym sednie wschodu, i wyglądało przepięknie. Mimo iż moja osoba nie sprawiała takiego wrażenia to właśnie takie momenty były dla mnie najważniejsze. Kochałem wschody i zachody słońca. Niestety ten czas zazwyczaj spędzałem sam, bo nikogo to nie kręciło. Według moich znajomych to było nudne i nie chcieli marnować czasu na takie głupoty. Ale Faustyna była inna. Doceniała takie małe rzeczy, i takie zwykłe momenty. Wystarczyło jej po prostu siedzieć w ciszy i napawać się widokiem. Była tak bardzo wartościową osobą, że czasami czułem się przy niej jak najgorsze gówno. Byłem tak zepsuty i tak zniszczony przez społeczeństwo, że czułem iż nie zasługuje na nią w żadnym procencie.
Na niebie malowały się kolory różowy, pomarańczowy i nieco żółtego. Było to moje ulubione połączenie kolorystyczne. Kojarzyło mi się z okresem dzieciństwa, kiedy życie było beztroskie i bez problemów. Z czasem kiedy miałem pełną rodzinę, wsparcie, i rodzicielską miłość. Westchnąłem cicho wspominając czasy bez zmartwień. Tak bardzo chciałbym tam wrócić. Jeszcze raz z chęcią wstawać łóżka, jeszcze raz przysięgać sobie, że nigdy nie zapalę albo nigdy się nie napije. Wrócić do czasów sprzed pierwszego papierosa, albo sprzed pierwszej wódki. Wtedy życie było jakieś inne, lepsze. Często żałowałem, że tak wcześnie się napiłem. Zrobiłem to podczas najgorszego okresu mojego życia i od tamtej pory tak zostało. Chciałem przestać ale wtedy poznałem ludzi, którzy też pili i palili więc pod wpływem towarzystwa ja też nie przestawałem. Przerażało mnie to jak wiele razy wracałem do domu tak pijany, że potykałem się o własne nogi, i film urywał mi się leżąc na schodach. Zazwyczaj ogarniał mnie wtedy mój brat, nawet kiedy on sam się w to wkręcił i sam był pod wpływem. Najgorsze było to kiedy raz nakrył nas ojciec. To była chyba druga najgorsza noc w moim życiu. Nigdy się tak nie bałem. On tak bardzo krzyczał, a ja byłem wtedy taki słaby. Pamiętam, że gdybym nie rzucił wtedy jakaś szklanką to uderzył by mamę. Po tym jak dostał szkłem wyszedł i już nigdy więcej go nie widzieliśmy.
Samotna łza spłynęła po moim policzku. Westchnąłem cicho. To była chyba moja największa trauma.
- Płaczesz? – usłyszałem cichy szept Faustyny.
- N-Nie. – zająkałem się.
- Nie okłamuj mnie. – mruknęła czule. Była taka troskliwa. Miałem wrażenie, że czasami martwiła się o innych bardziej niż o siebie. – Co się stało?
- Serio, nic.
- Bartek, powiedz prawdę. – powiedziała, i jedną z dłoni chwyciła mój podbródek. Popatrzyła w moje oczy, i kciukiem starła łzę z mojego policzka. – Proszę.
Westchnąłem ciężko, i nie chętnie wydukałem:
- Po prostu, wschody słońca, kojarzą mi się z dzieciństwem, a wtedy miałem jeszcze pełną rodzinę, rodzicielką miłość, nie miałem żadnych zmartwień i wtedy byłem naprawdę szczęśliwy.
- A teraz nie jesteś szczęśliwy? – zamyśliłem się. Oczywiście, że byłem ale nie tak jak wtedy. Tego szczęścia nigdy nie odzyskam i nigdy nie będzie takie samo.
- Jestem ale nie tak jak wtedy, nigdy już nie będzie tak jak wtedy.
- Rozumiem, słońce ale nie chce żebyś płakał.
- Nie powinienem, wiem.
- Nie, nie, nie Bartuś, nie o to mi chodzi. Oczywiście, że możesz płakać, wszyscy mogą ale nie chcę żeby to było przez takie piękne momenty. Postaram się żeby mimo wszystko wschody słońca nigdy prze nigdy w żadnym stopniu nie kojarzyły Ci z czymś co sprawia Ci smutek.
- One nie kojarzą mi się z czymś smutnym, tylko wiem, że te moje szczęśliwe dzieciństwo już nigdy nie wróci i to jest smutne. – oczywiście nie powiedziałem jej całej prawdy ale nie chciałem jej martwić. Dziewczyna posłała mi jedynie czuły uśmiech, i lekko cmoknęła mnie w czoło. – Wracamy?
