Rozdział 11

353 17 11
                                        

⚠️TW: PRZEMOC FIZYCZNA⚠️

NATHAN

Viana? – Spytałem zdziwiony. Przysięgam, że ostatnie czego się spodziewałem to to, że Viana do mnie sama z siebie zadzwoni i to w środku nocy.

Byłem mocno zdezorientowany, gdy blondynka rozpłakała się jeszcze mocniej, kiedy zobaczyła jakąś wiadomość na swoim telefonie. A gdy przybiegła do mnie i mocno mnie przytuliła, dosłownie zamarłem.

Nie powiem, że nie zacząłem się martwić o dziewczynę, bo byłoby to kłamstwo. Cholernie zacząłem się o nią martwić. I zaczyna mnie to przerażać.

– Viana, jesteś tam? – Spytałem ponownie, gdy po drugiej stronie słyszałem tylko zagłuszony oddech. Normalnie bym się rozłączył po takim telefonie, ale to była Viana. Ona nie dzwoniłaby do mnie z własnej woli.

– Cholera. – Usłyszałem jej głos, który jaśnie dawał mi znać, że blondynka jest pijana. I to bardzo pijana. – Sorry, Nathan. Ne chciałam do ciebie dwonić. – Naprawdę mocno się jąkała, a ja przymknąłem na chwilę powieki.

– Viana, gdzie jeste... – Nie było mi dane dokończyć, bo połączenie zostało zakończone.

– Kurwa. – Powiedziałem sam do siebie, a następnie nie myśląc za wiele, wstałem z łóżka, podszedłem do krzesła, na których leżały jakieś dresy i bluza, następnie ubrałem je na siebie, zabrałem z łóżka telefon i wyszedłem z pokoju.

– Nathan. – Usłyszałem nagle głos mojej matki, która stała przy kanapie z rękoma założonymi na piersiach. – Dokąd się wybierasz? Jest środek nocy. Chyba nie zamierzasz się gdzieś szlajać, jak ostatni bezdomny. – Prychnęła bezdusznie.

– Nie. Dla twojej informacji, nie idę się szlajać, jak ostatni bezdomny. – Powtórzyłem z zaciśniętą szczęką jej słowa. Odkąd oznajmiła mi, że muszę zjawić się na tym jebanym bankiecie, nasze relacje jeszcze bardziej się pogorszyły. Próbowałem namówić ją, abym na niego nie szedł, ale była nieugięta, więc za każdym razem nasze "rozmowy" kończyły się kłótnią.

– W takim razie dokąd się wybierasz? – Spytała, mając swoją zawsze poważną minę.

– Na chwilę wychodzę. Nie wrócę późno. – Oznajmiłem, a następnie nie czekając na jej odpowiedź, skierowałem się do drzwi.

– Nathan! Wracaj tu! Nie skończyłam z tobą rozmawiać! – Usłyszałem jeszcze jej krzyki, ale zignorowałem je i czym prędzej wyszedłem z domu, a następnie podbiegłem do mojego auta, do którego zasiadłem.

– No dalej Viana, odbierz. – Powiedziałem sam do siebie, gdy próbowałem dodzwonić się do dziewczyny.

Jeden sygnał.

Drugi sygnał.

Trzeci sygnał.

Czwarty sygnał.

Piąty sygnał.

Poczta głosowa.

Kurwa.

Stokrotko, coś ty zrobiła? – Spytałem do ciszy, w głębi duszy mając głupią nadzieję, że ktokolwiek mi odpowie.

Wiedziałem gdzie mieszka Viana, jednak nie pamiętałem na pamięć jej adresu, więc kierowałem się z myśli, które były mgłe przez to, że ostatnim razem, gdy widziałem jej dom to byłem pijany i na kacu.

Nie miałem też pewności czy blondynka jest w domu, jednak, gdy rozmawialiśmy tą chwilę, nie usłyszałem żadnego głośnego tłumu, co wskazywało, że musi być w jakimś zamkniętym miejscu.

Never Gonna Fall Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz