21.Regulus

47 6 7
                                        

- Myślisz, że uda się nam dziś gdziekolwiek z nimi wyjść? - zapytałam z głośnym westchnieniem, równocześnie obracając głowę w stronę stojącego w kącie pokoju bruneta.

Wyjaśniając całą sytuację. Po naszym nocnym powrocie do klubu ze spaceru zastaliśmy większość naszych znajomych porozrzucanych po wszystkich kanapach w budynku. Jedyną na tamten moment myślącą osobą był Noel, który pomógł nam w odnalezieniu takich osób jak Aaron czy Charlotte. Muszę przyznać, że zastając ich w takim stanie miałam ochotę zamówić pierwszą lepszą taksówkę i udać się w stronę zarezerwowanego hotelu, zostawiając ich wszystkich zdanych samych na siebie. Niestety w tamtym momencie odezwała się moja druga strona, którą zjadłyby wyrzuty sumienia, dlatego w taki oto sposób byliśmy zmuszeni zanosić każdą osobę z kolei do zamówionej wcześniej taksówki, a następnie wprowadzać ich na szóste piętro budynku, po czym układać do łóżek.

- Jeśli mam być szczery to myślę, że nasz pobyt w Vancouver spędzimy w pokoju hotelowym podkładając tym debilom miski do wymiotowania pod twarz. - odparł chłopak równocześnie odbijając się od ściany, zmierzając w moim kierunku. - Ale to przecież zawsze jakaś aktywność urodzinowa. Może nie moja wymarzona, lecz mam chociaż do jej wykonywania ładne towarzystwo.

Na ostatnie słowa chłopaka zareagowałam cichym śmiechem, pokręcając z niedowierzaniem głową, a następnie obróciłam się plecami do bruneta w stronę dużego przeszklenia znajdującego się w pomieszczeniu. Widok powolnie wschodzącego słońca, przebijającego się przez śnieżno-białe kłęby chmur nie uspokoiły mnie, lecz zrobiła to ciepła ręka bruneta, która spoczęła na moich karku oraz barkach.

- Nie przejmuj się Mad. Przecież wiem, że inaczej sobie to zaplanowałaś i uwierz, że to daje mi znacznie większą radość, niż realizacja tych rzeczy. Jak dla mnie możemy ten dzień spożytkować tak, jak wspomniałem wcześniej, bo dla mnie liczy się tylko to, że mam czas, który mogę spędzić z tobą. - wyszeptał prosto do mojego ucha brunet, który zdecydowanie chciał jeszcze uzupełnić swój monolog, lecz nie udało mu się to przez niepokojące odgłosy, które dobiegły z pokoju obok. - Lincoln, jak chuj.

***

Gdy na zegarze wybiła niespełna trzecia po południu poczułam, jak brak snu tej nocy daje o sobie znać. Moje powieki wraz z każdą minutą oglądanego serialu stawały się coraz cięższe, lecz pomimo to postanowiłam nie marnować jeszcze większej ilości czasu niż dotychczas i skumulowałam w sobie resztki sił, które zużyłam na wydostanie się spod grubej warstwy ciepłej kołdry.

- Myślałem już, że nie wstaniesz. - mruknął stojący gdzieś za mną Colter.

W chwili wypowiedzianych przez chłopaka słów moje ciało momentalnie poderwało się, a następnie obróciłam się w stronę bruneta.

- Proszę nie strasz mnie. Nie mam na to kompletnie siły. - głośno westchnęłam, podchodząc w paru mniejszych krokach do chłopaka, wtulając się w jego ciepły tors. - Jeszcze raz przepraszam, że tak to wygląda.

- A ja jeszcze raz powtarzam ci, że nie mam ci tego za złe, bo wiem jaki trud w to włożyłaś.

- Może w przyszłym roku? - cicho zaśmiałam się, na co chłopak oddał uścisk, zamykając mnie w nim bez możliwości oddechu.

- Jak bardzo jesteś zmęczona? - zapytał bardziej energicznie, przerzucając wzrok na moją twarz. - W skali od jeden do stu.

- Dwieście? - odpowiedziałam ironicznie.

Chłopak przez krótką chwilę wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał a po chwili wypuścił mnie z objęć oznajmiając swój plan.

- W takim razie zbieraj się. - odparł krótko. - Teraz idziemy na jedzenie, potem na spacer a przed siódmą wieczorem wracamy, ogarniamy się i jedziemy na lotnisko.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Feb 23, 2025 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

What Would Be, If...Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz