Gdy wyszłam ze szkoły spojrzałam w niebo i zaczerpnęłam świeżego, lekko już mroźnego powietrza. Wyczyściłam umysł ze wszystkich rzeczy, które działy się w między czasie i skupiłam się na satysfakcji po udanym występie. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Dzwonił do mnie jakiś obcy numer. W innej sytuacji może bym się zastanowiła, czy odebrać, ale wtedy chciałam spędzić trochę czasu sama ze sobą, więc odrzuciłam połączenie. Puściłam sobie na słuchawkach muzykę i ruszyłam do najbliższego punktu wypożyczenia hulajnóg elektrycznych. Miałam ochotę wrócić do siebie tym środkiem transportu, dzień był zbyt piękny na jazdę autobusem. Do tego wybrałam, co prawda dłuższą, za to znacznie bardziej malowniczą drogę, której część prowadziła przez środek lasu. Jechałam tak czując wiatr we włosach i patrząc na promienie słońca padające na liście o przepięknym kolorze zieleni. Nagle hulajnoga przewróciła się, a ja wylądowałam twarzą na jezdni. Nie mam pojęcia co spowodowało ten wypadek, może jakiś kamień, albo po prostu moja nieostrożność. Podniosłam się do pozycji klęczącej, nie czułam bólu. Przez kilka sekund miałam wrażenie jakby nic szczególnego się nie stało, jakbym po prostu przewróciła się na chodniku, jednak chwilę później zauważyłam krople krwi na jezdni. Pochodziły z moich ust.
- Ja krwawię, ja krwawię. – pojawiło się w mojej głowie. Nie byłam się w stanie zdobyć na jakieś racjonalne działanie, jedyne co zrobiłam to bezwiednie zakryłam usta dłonią, jakby w tej chwili oszołomienia wierząc, że to mi pomoże. Wtedy stanął przede mną jakiś obcy mężczyzna. Nie pamiętam wszystkiego co mówił, jedynie jego przerażony ton głosu i to, że podał mi chusteczki. Siedziałam tak kilka minut nie wiedząc co się wokół mnie dzieje, skupiając się jedynie na tamowaniu krwi płynącej z ust. Dopiero gdy podał mi mój telefon bezwiednie wpisałam mu kod lepkimi rękami, nawet się nie zastanawiając po co mu on. Na całe szczęście chciał jedynie skontaktować się z kimś z moich bliskich, by zabrał mnie do domu, a w najgorszym razie do szpitala. Chciał zadzwonić do mamy, ale pokręciłam głową, przecież i tak by tu nie przyjechała, a tylko niepotrzebnie bym ją zmartwiła. Gdy propozycję zadzwonienia do taty też odrzuciłam mężczyzna nie wiedział już co zrobić, ale rozwiązanie nasunęło mu się samo. Z numeru, który do mnie niewiele wcześniej dzwonił przyszła do mnie wiadomość. Wiadomość od Ostina. Widząc, że ewidentnie ta osoba musi mnie znać mężczyzna zadzwonił do niego. Pojawił się na miejscu w ciągu paru minut, chociaż dla mnie było to jak parę sekund. Zdążyłam w tym czasie się już uspokoić, więc gdy przyszedł i z przerażeniem spojrzał na moje zakrwawione usta i podbródek zaczęłam go wręcz pocieszać. Gdy tamten mężczyzna pojechał i zostałam z Ostinem sama stanął na przeciwko mnie i uniósł mój podbródek lekko do góry, by dokładniej obejrzeć moją twarz.
- Musimy pojechać po lód, a w najgorszym razie na zaszycie tej rany na ustach. - gdy spojrzałam w jego oczy, wyrażające najgłębszą troskę nagle jakby do mnie wszystko, co się wydarzyło. Było to tak straszne i bolesne, że przytuliłam się do Ostina i zaczęłam płakać w jego miękką, neonową bluzę.
- Ej, wszystko już okej. Jestem tu, nie masz się czego bać. - zareagował odwzajemniając uścisk, wyraźnie zdziwiony. Nie odpowiedziałam na to nic. Nogi trzęsły mi się, a powietrze tak szybko przelatywało przez bijące z niemal niebezpieczną prędkością serce, że nie byłam w stanie złapać tchu. Ostin wziął mnie na ręce, widząc, że nie jestem w stanie sama iść i zaniósł mnie do taksówki, która czekała odrobinę dalej. Zapięłam drżącymi rękami pasy, a on polecił zdziwionemu widokiem mojego stanu kierowcy jechać do najbliższego supermarketu. Gdy tam dotarliśmy spytał:
- Idę po lód. Kupić ci coś jeszcze? - pokręciłam głową i zsunęłam się głębiej na fotelu przeklinając w myślach, że nie miałam na sobie bluzy z kapturem. Nie chciałam by ktoś jeszcze widział mnie w tym stanie. Gdy wyszedł obejrzałam swoje ubrania. Szczęście, że telefon miałam w plecaku, bo inaczej na pewno byłoby już po nim. W sumie pomijając usta i podbródek nie było aż tak źle. Rajstopy były do wymiany i miałam ranę na kolanie, ale nieszczególnie dużą. Uspokajałam się, ale równolegle z tym czułam coraz większy ból. Po kupieniu lodu Ostin zawiózł mnie do mieszkania i nawet wszedł tam ze mną na chwilę. Zaczął od wyciągnięcia z apteczki w łazience spreju do dezynfekcji i plastrów. Odkaził wszystkie ranne miejsca, a potem przykleił plastry do podbródka i kolana. Zaprowadził mnie do kuchni i zrobił kisiel. Podał go, a ja zaczęłam jeść, a tak właściwie bardziej bawić się nim. Niemal nie czułam jego smaku, a tylko lekko metaliczny posmak własnej krwi. Gdy kubek był już pusty przeszliśmy do mojego pokoju.
- Jaką muzykę lubisz? - spytał siadając do laptopa. Mój umysł był tak zaćmiony, że nawet nie byłam w stanie mu odpowiedzieć.
- Może podkład do piosenek Disneya na pianinie? - trafił w dziesiątkę, w chwilach stresu właśnie tego najczęściej słuchałam.
- No, mam. - puścił zadowolony, a ja wsłuchałam się w grane po cichu na pianinie ,,tej historii bieg''. Myśli do tej pory krążące wokół wypadku uspokoiły się.
- Dobra, to ja już idę, a ty się prześpij, jeśli będziesz w stanie. - powiedział. Gdy wyszedł zamknęłam za nim drzwi i zgodnie z zaleceniem położyłam się spać. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zanim poszłam je otworzyć zerknęłam na zegar powieszony nad drzwiami. Minęło koło półtorej godziny, chociaż miałam wrażenie, że przespałam całą noc. Okazało się, że to ciocia Lousie przyszła sprawdzić co u mnie. Gdy zobaczyła moją zmęczoną, ranną twarz w kompletnie rozmazanym makijażu zamarła.
- Co ci się stało?
- Miałam wypadek. Przewróciłam się na hulajnodze elektrycznej.
- O matko. - powiedziała ze zgrozą i dokładnie obejrzała twarz, a potem całe moje ciało.
- Nie jest tak źle, mogło się skończyć złamaniami. Na całe szczęście usta są w na tyle dobrym stanie, że nie będzie trzeba zaszywać. - uspokoiła się.
- Proszę, nie mów nic mamie. Tylko by się niepotrzebnie martwiła. Wyliże się z tego. - powiedziałam sepleniąc. Poza ustami zorientowałam się, że mam też małą rankę na dziąśle między trzonowcami. Małą, ale przy każdym kłapnięciu zębów niemiłosiernie bolącą.
- No dobrze. Ale musisz zrobić sobie przerwę od szkoły, a ona na pewno zauważy twoje nieobecności. Co mam jej wtedy powiedzieć?
- Że Max zabrał mnie nad morze nagrać teledysk do nowej piosenki. - wymyśliłam na poczekaniu. Maxowi i tak musiałam powiedzieć o mojej niedyspozycji, więc mogłam poprosić, żeby mnie krył. Ciocia kiwnęła głową.
- Jak będziesz czegokolwiek potrzebowała, to daj od razu znać. Teraz odpocznij. - powiedziała i wyszła, żebym mogła wrócić do regenerowania się. Zanim to jednak zrobiłam poszłam do łazienki i zmyłam to, co zostało z mojego makijażu. Wpatrywałam się w swoją twarz dość długo. Lewa strona dolnej wargi napuchła mi i bolała coraz bardziej z każdą sekundą patrzenia na nią. W końcu, gdy dołowanie się swoim wyglądem zaczęło mnie już nużyć udałam się do pokoju. Na laptopie leciała akurat melodia do ,,na morza dnie''. Uwielbiałam tą piosenkę. Przez chwilę wczułam się w rytm zapominając o wszystkim. Miałam zamiar śpiewać, ale szybko się przekonałam, że sprawia mi to jeszcze większy ból niż zwykłe mówienie. Poddałam się więc i w fatalnym nastroju poszłam spać, chociaż było jeszcze dość wcześnie, koło godziny osiemnastej.
CZYTASZ
Podwójna gwiazda
General FictionPopularna piosenkarka - Olivia Harris rozpoczyna naukę w prestiżowej szkole wokalnej. Z początku jej życie wydaje się doskonałe, lecz gdy po wypadku odwiedza ją nieoczekiwana osoba powoli uświadamia sobie czego tak naprawdę chce. Jednak przez presję...
