Jak z bicza strzelił przeleciały ponad dwa tygodnie i w sobotę podjęłam decyzję, że pora w końcu wrócić do szkoły. Jako, że był dzień wolny Ostin przyszedł do mnie dosyć wcześnie, było przed trzynastą.
- Hej, to ja. – powiedział, uśmiechnął się szeroko i wszedł jak do siebie. Faktycznie, po takim czasie był już niemal jak lokator, nawet pozostali mieszkańcy bloku zaczęli go traktować jak swojego, a szczególnie ciocia Lousie, strasznie go obskakiwała.
- W szkole pytają o ciebie. Powiedziałem, że pojechałaś nagrać teledysk, ale raczej nie uda się długo wciskać im tego kitu, przecież zorientują się, jeśli przez długi czas nie wstawisz żadnej nowej piosenki.
- Wiem, wiem. Gadałam już z Maxem, moim menagerem i planujemy coś ogarnąć.
- Dobra, ale nie przeciążaj się też za bardzo. Ominęło cię i tak sporo w szkole i będziesz musiała nadrobić.
- Dam radę. Ale teraz potrzebuję czegoś innego. Potrzebuję wsiąść na hulajnogę elektryczną. - powiedziałam. Wtedy byłam tego całkowicie pewna, ale z każdą chwilą coraz bardziej się zniechęcałam, jakby ta potrzeba zmierzenia się z lękiem ulatywała ze mnie przy każdym oddechu i była zastępowana przez strach. Pewnie gdyby nie obecność Ostina przy którym głupio mi się było wycofać stchórzyłabym jeszcze przed wyjściem z bloku, chociaż chyba tak byłoby lepiej, bo kompletnie się upokorzyłam. Podchodziłam do hulajnogi bardzo powoli, jakbym się bała, że mnie zaatakuje, a gdy już na nią weszłam nie potrafiłam się zmusić do pociągnięcia za wajchę by zacząć jechać. Po tym jak kilka razy bezskutecznie zabierałam się do tego Ostin do mnie podszedł.
- Nie możesz oczekiwać, że pozbędziesz się traumy w ciągu paru tygodni. To może trwać miesiące, nawet lata i musi postępować stopniowo. Jeśli zbyt szybko znowu zaczniesz jeździć będzie tylko gorzej, bo będziesz się cały czas bała i przypominała sobie wypadek. – położył mi rękę na ramieniu, a ja się rozpłakałam. Byłam smutna i zła na siebie. Chciałam, żeby znowu wszystko było normalnie, chciałam zapomnieć, że ten wypadek kiedykolwiek mnie spotkał, ale mój mózg nie chciał współpracować. Wróciliśmy do mieszkania. Ja siedziałam zdołowana na łóżku, rozmyślając, a on kręcił się po pokoju, rozglądając za czymś, co odwróciłoby moją uwagę. W końcu najwyraźniej uznał, że mi poczyta, bo zbliżył się do mojej biblioteczki. Nie była szczególnie duża, więc szybko wybrał, którą książkę wyciągnąć. Otworzył ją na stronie w którą wetknięta była kartka. Czekałam chwilę aż zacznie czytać, ale on zamiast tego wyciągnął tą kartkę i zaczął czytać to, co było na niej napisane. Dopiero patrząc jak otwiera szeroko oczy i zerka na mnie przypomniałam sobie, co na niej było.
- Nie, zostaw to. – powiedziałam, ale było za późno. Praktycznie skończył już czytać.
- Czy ty naprawdę... tak czujesz? – spytał podając mi tą kartkę. Spojrzałam na wiersz który był na niej zapisany.
,,Nie jestem wystarczająca do czegokolwiek
Zawodzę wszystkich i nigdy nie dojdę
Dlaczego tak się ciągle dzieje
Czy da cokolwiek gdy się zmienię?
Czy mogę być bezproblemowa?
Czy mogę innych nie przejmować?
Dlaczego robię wciąż za mało
By komukolwiek wystarczało
Jaki błąd główny popełniłam?
A taki, że się urodziłam"
Ostatnie dwie linijki powtórzył patrząc na mnie z ogromną troską. Machnęłam ręką, może nieco zbyt gwałtownie.
- Miałam gorszy okres w życiu, ale wyrwałam się z tego.
- Nie spodziewałem się, że takie osoby jak ty... też mogą czuć się nie wystarczające.
- Takie jak ja? – roześmiałam się. - Co ja mam w sobie niby takiego nadzwyczajnego? Miałam szczęście trafić na człowieka, który mnie docenił, to tyle. Jestem pewna, że prędzej czy później ktoś mnie wygryzie, nawet w naszej klasie są osoby o ładniejszych głosach.
- Naprawdę? Naprawdę tak postrzegasz siebie, swój głos i nas?
- No tak. – jego pytanie było dla mnie nieco dziwne.
- Wiesz, źle to odbierasz. Masz naprawdę przepiękny głos i absolutnie zasłużenie wszyscy tak się nim zachwycają. Przyzwyczaiłaś się do niego, a poza tym jesteś dość skromną osobą, dlatego tego nie dostrzegasz. – powiedział po chwili zawahania z lekką nutą smutku w głosie. Nagle jego telefon, który leżał na mojej toaletce zaświecił się. Nie zdążyłam nawet zerknąć co jest tam napisane, bo Ostin szybko chwycił go. Cokolwiek się tam jednak znajdowało musiało go zaskoczyć, bo szepnął wpatrując się w niego.
- Już? - a potem spojrzał na mnie i powiedział. - Wybacz, ale muszę już się zbierać. - usiłował się uśmiechnąć, ale był to bardzo słaby uśmiech. Wyszedł z mieszkania, a chwilę po tym jak zamknęłam drzwi usłyszałam jakiś głośny dźwięk, jakby coś dużego uderzyło o ścianę. Zanim zdążyłam od nich odejść i wrócić do pokoju musiałam je znowu otworzyć dla cioci Lousie. Weszła mierząc mnie wzrokiem i bez przywitania rzuciła z wyrzutem.
- Co się stało twojemu koledze? Sprawiłaś mu jakąś przykrość?
- Nie, a co?
- Zrobiłam ciasto i chciałam dać kawałek dla ciebie i taki duży dla niego za to, że tak się o ciebie troszczy. Schodzę po schodach, a tu widzę jak wali pięścią w ścianę i wychodzi z płaczem.
- Z płaczem? – byłam w kompletnym szoku. Zdawał mi się co prawda lekko przygaszony po tym jak przeczytał mój wiersz, ale myślałam, że po prostu on też miał podobne doświadczenia do moich i podobne myśli. Ten wybuch złości jednak na pewno nie tym był spowodowany. Pierwszą myślą było to, że to ta wiadomość go wkurzyła, ale nie wydawał się zły, gdy ją czytał. Zaczęłam grzebać głębiej i wróciłam myślami do naszego pierwszego spotkania. Przypomniałam sobie, co powiedział mi wtedy, a co dzisiaj. Nie usłyszałam przez ten cały czas wprost ,,przepraszam" za tą sytuację z jego ust, nie potrzebowałam tego, już podczas jego pierwszych odwiedzin przestałam się o to na niego gniewać. Doszło do mnie jednak, że może on potrzebował usłyszeć ,,wybaczam". Napisałam mu to więc pod wiadomością, którą wysłał mi wtedy, w dzień wypadku, ale ostatecznie usunęłam przed wysłaniem.
- Daj spokój, jak to będzie wyglądało? Teraz nagle nie wiadomo czemu napiszesz mu ,,wybaczam'' i jak to potem wyjaśnisz, jak spyta, o co chodzi? Powiesz, że wydawało ci się, że chciał, żebyś mu to napisała. - mimo wszystko nie mogłam się powstrzymać i przy okazji przeczytałam te wiadomość od niego kolejny raz.
,,Hej Olivia. Chciałem cię przeprosić za to jak cię potraktowałem wtedy na plaży. Jude mówił mi, że przejęłaś się tym. To co mówiłem wtedy, to była tylko głupia gadanina, nie bierz tego do siebie. Swoją drogą naprawdę ładnie wystąpiliście."
Poczułam wielką potrzebę porozmawiania z nim, ale wiedziałam, że przyjdzie mi na to czekać do jutra.
CZYTASZ
Podwójna gwiazda
Narrativa generalePopularna piosenkarka - Olivia Harris rozpoczyna naukę w prestiżowej szkole wokalnej. Z początku jej życie wydaje się doskonałe, lecz gdy po wypadku odwiedza ją nieoczekiwana osoba powoli uświadamia sobie czego tak naprawdę chce. Jednak przez presję...
