Staw

2 0 0
                                        

Od samego rana chodziłam jak na szpilkach, a po godzinie czternastej zaczęłam się już niepokoić. Pisałam do niego kilka razy w ciągu dnia. Oczywiście nie pytałam go kiedy przyjdzie, ale napisałam mu o cieście, które ciocia zostawiła i planowałam dalej powoli do tego przejść. Przez cały dzień był jednak nieaktywny. Dochodziła osiemnasta i robiło się ciemno, a on wciąż się nie odzywał. Było mi głupio dalej do niego pisać, ale cały czas sprawdzałam, czy odczytał wcześniejsze wiadomości. Nie spodziewałam się, że aż tak mnie to ruszy, ale po tych dwóch tygodniach jego codzienne odwiedziny stały się czymś tak normalnym, że dziwnie było, gdy nagle ich zabrakło. W końcu usłyszałam dzwonek do drzwi i zerwałam się na równe nogi. Stał za nimi, uśmiechnięty jak zawsze i odniosłam wrażenie, że jakby lepiej uczesany. Dopiero teraz dostrzegłam, że jego usta jak na męskie są całkiem duże, na pewno większe niż przeciętne.

- Cześć. – powiedział chyba jeszcze bardziej ucieszony niż ja. Przesunęłam się, żeby wpuścić go do środka, ale on dalej stał w tym samym miejscu.

- Na dzisiaj już coś zaplanowałem. Co ty na to, żebyśmy przeszli się po mieście? Nie jesteś stąd, więc podejrzewam, że nie znasz zbyt dobrze okolicy. Co ty na to?

- Pewnie. – odparłam zaskoczona. Założyłam lekką, jesienną kurtkę i buty a potem zawahałam się i spojrzałam na moje usta odbijające się w czarnej szybce mojego telefonu.

- Wyglądają dobrze, naprawdę. Po twoim wypadku nie został nawet ślad. – pocieszył mnie Ostin. Wyszliśmy a on oprowadzał mnie po swoich ulubionych miejscach w mieście.

- Tutaj zawsze zachodzę przed szkołą kupić sobie coś do jedzenia. Mają genialne croissanty karmelowe. Chcesz możemy sobie kupić, o ile jeszcze je mają o tej godzinie. O, a tam jest moja podstawówka. Tu kupuję płyty, a tutaj robią super pizzę. – opowiadał wskazując na kolejne miejsca. Każde z nich zapisywałam w pamięci. Na koniec, po ponad godzinie spaceru powiedział.

- No i dotarliśmy do ostatniego punktu wycieczki. Mój ulubiony staw. Mieszkam całkiem blisko i często chodziłem tu z rodzicami jak byłem mały. – powiedział prowadząc mnie przez aleje pełne drzew najróżniejszego rodzaju i polnych kwiatów na kładkę. Gwiazdy i księżyc odbijały się na powierzchni wody, która falowała delikatnie w tak uspokajający sposób, że aż przymknęłam oczy.

- Pięknie tu. – powiedziałam ziewając.

- Moja mama uwielbiała to miejsce. Ja i tata chodziliśmy tu tylko raz na jakiś czas, ale ona niemal codziennie.

- Chodziliście? Czyli już tego nie robicie?

- Ja tak, ale tata od jej śmierci raczej nie ma na to ochoty. Za bardzo mu ją przypomina.

- Nie wspominałeś, że twoja mama nie żyje.

- Nie bardzo chciałem o tym gadać. Nauczyłem się jakąś bez niej żyć, nie mam ochoty tego roztrząsać. – wyglądał na tak zdołowanego mówiąc o tym, że bez chwili namysłu przytuliłam go.

- Strata rodzica potrafili być bolesna. Wiem o tym.

- Ty też nie masz któregoś z rodziców?

- Teoretycznie mam, ale ojca wolę traktować jakby nie istniał. No bo jak mam mieć takiego, to już wolę nie mieć wcale. Chociaż to przykre, bo chciałabym mieć oboje rodziców. Mama stara się jak może, żebyśmy nie odczuwały z siostrą tego braku, ale to nie to samo.

- No cóż, u ciebie przynajmniej jeden z rodziców stara się zrekompensować stratę tego drugiego.

- A twój tata nie?

- Nie bardzo. – zamilkł, widocznie nie chcąc zdradzić mi nic więcej, a ponieważ nie chciałam naciskać zmieniłam temat.

- Co się stało, że tak późno dzisiaj przyszedłeś?

- Byłem na konkursie tanecznym.

- O, naprawdę? Nic nie mówiłeś. I jak ci poszło?

- Pierwsze miejsce. - odparł beznamiętnie, a wręcz jakby go to denerwowało

- Nie lubisz tańca?

- Lubię, ale bardziej jako hobby. Nawet nie chciałem iść na kierunek taneczny, ale nie bardzo miałem wyjście, jak się nie dostałem na wokalny.

- Musiałeś być bardzo zawiedziony.

- No tak. Nawet nie wiesz jak bardzo.

- Wiem. Zanim poznałam Maxa przeszłam wiele castingów i większości z nich nie wygrałam. Nie należy przejmować się jeśli nam raz nie wyjdzie, to o niczym nie przesądza, a już na pewno nie należy wmawiać sobie, że nie ma już dla nas szans. Z resztą jesteś najlepszym dowodem, że to, że ktoś nie dostanie się od razu na wymarzony kierunek nie znaczy, że jest w czymkolwiek gorszy – uśmiechnęłam się, a on po chwili zrobił to samo i objął mnie jednym ramieniem.

- Dziękuję. – powiedział. Spojrzałam na niego. Światło lamp i okolicznych domów, które zostawiało drobne, jasne iskierki w jego oczach, oraz ten wesoły uśmiech okalony niewielkimi dołeczkami czyniły jego twarz jakąś dziwnie rozmarzoną. Gdybym miała opisać jego wygląd w tamtej chwili jednym słowem, powiedziałabym magiczny. Odprowadziłam go do domu. Upierał się, żeby to on odprowadził mnie, ale chciałam przejść się trochę sama.

- Jutro poniedziałek. Wracam do szkoły. Ciekawe co tam się działo przez te dwa tygodnie. – rozmyślałam spacerując.

Podwójna gwiazdaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz