Wena w końcu wróciła, a o to prezent z okazji świąt :)
Warszawa, grudzień 1941
Groźne ślepia przeszyły ją na wskroś, gdy przekroczyła próg mieszkania. Połyskujące w mroku, przywodziły na myśl cerbera.
– Widzę, że poznałaś Brutusa – zauważył Langer, gdy przystanęła wystraszona. – Nie bój się, nic ci nie zrobi. O ile mu nie pozwolę...
Langer włączył światło, a złowieszcza bestia okazała się wielkim, czarnym dobermanem. Gdy esesman pomógł jej zdjąć płaszcz, psisko wyszczerzyło zębiska. Anna z trudem powstrzymała się przed ucieczką.
Poczuła się osaczona zarówno przez psa, jak i jego pana.
– Nie wygląda na ułożonego – wyjąkała, zerkając na dobermana.
– Bez obaw, jesteś dla niego ledwie kąskiem. Nie będzie zawracał sobie tobą głowy – zadrwił i zwrócił się do psa: – Brutus, do siebie!
Gdy pies odszedł, Anna odetchnęła z wyraźną ulgą. Mimo to zerkała, czy ten nie wyskoczy znienacka i jej nie zagryzie. Przeczuwała, że zwierzę będzie ją prześladowało przez cały wieczór, ku uciesze swego pana.
– Zawsze powtarzałeś, że chciałeś owczarka... – napomknęła, krocząc za Franzem.
– Właściwie jest ze mną przez przypadek – tłumaczył, gdy prowadził ją do przestronnego salonu. – Jego poprzedni właściciel zginął kilka miesięcy temu. Nikt nie wiedział, co z nim zrobić, więc zaoferowałem, że mogę go przetrzymać na kilka dni. Z kilku dni zrobiło się pół roku.
– Jak... wspaniałomyślnie z twojej strony.
– Jest dobrze wychowany– ciągnął. – Nie sprawia kłopotu, więc się ze mną ostał.
Nie skomentowała, zbyt zajęta kontemplowaniem salonu. Na pierwszy rzut oka wydawał się mauzoleum aniżeli miejscem, w którym ktoś chętnie spędzałby wolny czas. Choć był urządzony ze smakiem, brakowało w nim śladów ludzkiej obecności. Ręcznie rzeźbione meble, cenne dzieła sztuki czy ręcznie tkane dywany sprawiały wrażenie ekspozycji niźli czegoś, z czego korzystało się na co dzień. Ani jednej pamiątki, zbłąkanych ubrań na kanapie, żadnego kubka z kawą na stoliku... czegokolwiek, co mogłoby wskazywać na użytkowanie.
Zastanawiała się, czy jego rodzinny dom również tak wyglądał. Pamiętała, że wychowywał się w podobnych – o ile nie większych – luksusach.
Ale czy były równie martwe, jak te? Myślała, marszcząc brwi. W tym domu nie ma krzty życia.
– Usiądź – polecił, wskazując na skórzaną sofę.
Na szczęście ta stała obok kominka, toteż z przyjemnością zasiadła na skraju i wyciągnęła zmarznięte dłonie do ognia, który trzaskał wesoło. Ciepło, którego ostatnimi czasy nie było jej dane zaznać, pochłonęło ją bez reszty, toteż nie usłyszała kroków za sobą.
– Czy zje pan kolację, Herr?
Anna zastygła, a rozkoszne ciepło odeszło bezpowrotnie. Gdy się odwróciła, ujrzała drobną kobietę o twarzy naznaczonej odmrożeniami. Na widok Różańskiej kobieta rozdziawiła usta.
Czyżby mężczyzna nie miewał gości?
– Jesteś głodna? – zwrócił się do niej.
Zawahała się. Przez cały dzień zjadła zaledwie kromkę chleba, lecz zależało jej, aby jak najszybciej się stąd wydostać, toteż odparła:
CZYTASZ
Szron
Historical FictionJak to jest nienawidzić każdej uncji swojego jestestwa bardziej niż czegokolwiek? Jak to jest nie móc spojrzeć na siebie w lustrze ze świadomością popełnionych przez siebie zbrodni? Jak to jest z uporem trzymać się przeszłości, która wypaliła trwałe...
