Rozchyliłam powieki wyjątkowo powoli. Trupie światło raziło mnie w oczy. Pisk powoli ucichł w mojej głowie a wizja wróciła do normy. Siedziałam w pokoju z kafelkami na ścianach. Siedziałam na spranym dywanie przykuta jedną do kaloryfera. Aidena nigdzie nie było. Rozglądając się po pustym pokoju zauważyłam świeżą krew spływającą po ścianie. Bez chwili zastanowienia sięgnęłam do kieszeni wolną ręką gdzie zawsze był schowany nóż, zamarłam. Kieszeń była pusta. Przyjrzałam się zamkowi przy kajdankach, był zdalnie sterowany. Przypomniały mi się czasy ciągłych treningów z ludźmi mojego ojca, wtedy nie wiedziałam jaki miały one cel. Po tylu latach to nabrało większego sensu. Ten zamek był łatwy do zdeaktyzowania. Potrzebny jest tylko drucik. Wysunęłam awaryjną wsuwkę z włosów, którą
Nauczyłam się codziennie zakładać jak tylko otworze oczy. Po sekundzie kajdanki spadły na ziemię a ja ruszyłam do drzwi z zamiarem wywarzenia ich kopniakiem, kiedy nagle się otworzyły. Ojciec Aidena podszedł do mnie i wyciągnął do mnie dłoń.
- już czas wyjść z ukrycia.
Uśmiechnęłam się i wstałam. Nikt tego nie przewidział. W oczach mojego brata, całej reszty byłam łabątkiem. Niewinna dziewczynka z urazem mózgu? Śmieszne. W naszym rodzinnym teatrzyku dostałam najtrudniejszą rolę. Wychujać całą swoją rodzinę. Tylko ja i mój ojciec wiedzieliśmy. Jestem córką matki Aidena. Mojej "matce" wmówiono chorobę psychiczną. Dostała tak ogłupiające leki, że już nie była przeszkodą. Udało się. Całe imperium będzie moje. Zostało tylko zabić moich braci i resztę dla braku świadków i wrogów. Zasiądę na tronie. Będę rządzić całą Ameryką a może potem i światem. Moje gałęzie wpiły się w każdego wokół mnie. Jestem zaraza, czarna owca. Zawsze odstawałam. Za dzieciaka trudniej było znieść rolę złej córki czarodzieja. Byłam czarnym łabędziem. Tak na mnie mówili, ludzie mojej biologicznej matki. Każda walka, każde słowo było zaplanowane. Nawet wy, moi drodzy czytelnicy nie wiedzieliście o tym co? Ale nikt nie będzie o mnie mówił. Znajdę rywala z którym się zwiąże. Urodzę 2 kobry. Moim małym marzeniem to chłopca i dziewczynkę. Chcę zobaczyć jak i ona pozbywa się swojego rywala. Matka powiedziała mi kiedyś że jeśli chcemy być na szczycie to jedyna drabina jaka do niego prowadzi jest z trupów. Podała mi rękę gdy byłam nieznaczącym dzieckiem. Balet, sztuki walki, Wszytsko w tajemnicy. Kiedy wszyscy myśleli że poszkodowane dziecko śpi, ono skradało się i zbierało informacje. Grałam w niebiezpieczną grę, być może ale to zwycięstwo to coś większego niż jakikolwiek zwrot akcji gdziekolwiek. Nikt tego nie był w stanie przewidzieć.
- w końcu.- westchnęłam i ruszyłam do mojej sypialni aby się przebrać w suknie, która czekała latami na tą chwilę.
- Czas na finalny występ.
Aiden
Ocknąłem się w biurze mojego ojca. Ten patrzył na mnie paląc cygaro. Wywróciłem oczami wiedząc że dostanę monolog, który mnie średnio interesuje.
- Gdzie ona jest?- warknąłem
Nic nie powiedział. Zauważyłem chudą sylwetkę kobiety schodzącą po schodach. Sabine. Zaczęła klaskać. To nie była moja Sabine.
- mogę już mu powiedzieć, tato?
Zmroziło mnie.
- Co ty pieprzysz.- wyjakalem
Złapała mnie za brodę i parsknęła.
- nie uwierzysz mi w połowę rzeczy, ktore zaraz usłyszysz. Zacznijmy od bomby. Jestem twoją siostrą. Nie biologiczna. Twoja matka jest moja biologiczna matka. Za to ty jesteś przygarnięty. Jesteś pionkiem w naszej grze. Twoja rola już się kończy. Wszystko Aiden było zaplanowane jeszcze przed naszymi narodzinami.
- przez ten cały czas? Udawałaś?
Kiwnęła głową i zaśmiała się.
- matko jest mi ciebie tak szkoda. Mówię to z absolutną szczerością.
- my też?
- co my też?
- też to była gra?
Zamilkła.
- Gra się kończy.- wtrącił się cóż nie mój ojciec jak się okazuje.- twoi przyjaciele właśnie giną na dziedzińcu. Niebiologiczna Matka sabine już jest w śpiączce przez te piguły a prawdziwa dama...
Właśnie weszła do pomieszczenia. Krucze włosy, farbowane widać siwe włosy, czerwona suknia. I tatuaż karty as na szyi, sabine miała błazna. Nigdy nie chciała powiedzieć co oznaczał. Już wiedziałem. Nieproszonego gościa, chodziło o grę w Piotrusia.
- och Aiden kochany.- uśmiechnęła się do mnie.— Jak dawno ja cie nie widziałam!
-Mogłoby tak już zostać.
Prychnęła.
-zawsze miałeś cięty język.
Nagle uderzyła we mnie myśl. Jej rodzina, zajmowała sie hipnoza. Co jeśli od czasu wypadku jej wspomnienia zostały wgrane? Słyszałem cos o tym jak jej rodzina tworzyła ludziom drugie osobności. Już nie raz tak robili. Wypadek tez byli w stanie załatwić. Spojrzałem na szyje tej wiedźmy. Miała na szyi zegarek, którego używano do hipnozy. Tylko nim mogę ją obudzić. Musze tylko znaleźć sposób aby go wyrwać i wykopać ich stąd. Przypomniało mi sie wspomnienie przed wypadkiem.
Kilka miesięcy wcześniej:
Leżeliśmy na łóżku. Był wczesny ranek. Słońce oświetlało jej piękne oczy i buzię.
-wiesz- zaczęła cicho.-ciocia mnie kiedyś nauczyła wybudzania z transu.- tak na nią mówiła nie wiem czemu.- powiedzieć ci?
-jak?- wtedy mailem przeczucie, że przyda mi sie to w przyszłości
-trzeba wziąć zegarek i wprowadzić w trans a potem pstryknąć.
Pokiwałem głową.
Siedziałem chwilowo bezradny. Myślałem tylko o niej i jak ją uratować. Moją sabine. Odzyskam choćby cały świat miałby spłonąć. Nikt mi jej nie odbierze, tego uśmiechu, pamietam jaka była szczęśliwa przed wypadkiem, taka żywa a po? Jakby cos ją przygniotło. Zakuto w kajdany. Kajdany hipnozy i kontroli. Urywek sekundy. Ojciec odwrócił sie. Zerwałem sie i wyrwałem zegarek z szyi. Popchnąłem ojca, który wypadł z hukiem z biura. Zatrzasnąłem drzwi.
Victoria rzuciła sie na mnie z nożem jak psychopatka. Nóż wbił się w drzwi, które można tylko otworzyć z zewnątrz z karta która została w środku. Złapałem jej matkę i trzasnąłem jej skronią o kant stołu, sabine sparaliżowana ocknęła sie i wzięła bron. Odbezpieczyła i wycelowała z trzęsącymi dłońmi płacząc, jej druga osobowość zaczęła się sypać. Było widać, że wspomnienia wracały.
- Słońce.- użyłem tego bo tak ja tylko nazywałem przed wypadkiem.- opuść bron.
Szloch opuścił jej trzęsące sie wargi.
- daj mi odzyskać ciebie proszę.- wiedziałem, że nie strzeli. Klęknąłem. Kurwa klęknąłem przed kobietą. Błagałem.- błagam słońce wiem, że tam jestes.
Powoli opuściła bron i przymknęła powieki, następne łzy spływały po policzkach. Ogień jej duszy topił wosk, który ją dusił, jej żar wracał. Wykonałem to czego mnie nauczyła. Zemdlała. Zerknąłem przez okno. Na dziedzińcu leżało 7 ludzi tych psychopatów. Martwi. Usłyszałem krzyki ojca, sam się zamyśliłem, chwyciłem za bron i otworzyłem drzwi. Zobaczyłem jego paskudna twarz i bez zastanowienia strzeliłem. Z tylu stali nasi przyjaciele. Upadłem na kolana i zacząłem płakać. Scarlet ruszyła w moją stronę ale zamarła. Patrzyła na cos co było za mną.
-Sabine.- szepnęła.
Stała tam. Ona. Ona tam stała.
CZYTASZ
Ride or die
RomanceSabine wyjeżdża do Nowego Yorku na studia gdzie czeka na nią starszy brat, który poznaje ją z jego grupą motocyklistów. Dziewczyna od najmłodszych lat jeździła motorem. Wśród Grupy wyróżnia się Aiden chłopak o ciemnych oczach które coraz częściej wę...
