Po tej całej akcji z tym facetem, nie mogliśmy wyjść ze sklepu, ponieważ były tam te potwory. Wciąż groziło nam niebezpieczeństwo z ich strony. Czekaliśmy aż rozejdzie się ta Horda, aby móc znaleźć następne ''miejsce zamieszkania'', ponieważ zapasy nam się kończyły, a cała zabudowa kiosku była niestabilna. Zaczęliśmy się pakować. Każde z nas wyposażony był w plecak, ciemny - obowiązkowo, nóż, najlepiej myśliwski i, jak to moja mama mówi ''pistolet''. Ojciec jest z zawodu policjantem, więc stąd mamy zapasy broni i amunicji. On jedyny nie ma ''pistoletu'', ale za to posiada SWD - karabin snajperski. Co prawda jest głośny, ale ma duży odrzut, co sprawdza się przy bliskiej styczności z tymi potworami. Zapasy starczyły nam na około dwa dni, z czym się oczywiście liczyliśmy. Dzień mijał nam dosyć długo, ponieważ zwracaliśmy uwagę na to, że nie możemy w zbyt dużej ilości spożywać naszych resztek. Liczyliśmy również na to, że zombie w naszej okolicy się rozejdą. Poniekąd mieliśmy wrażenie, że może się nie udać, że dojdzie do tego, że będziemy jeść sami siebie i mówić ''jakie to pyszne'' czy coś w tym rodzaju.
Minęło już kilka dni. Zapasy się już skończyły, woda również. Wszyscy, zagłodzeni na śmierć, leżeliśmy przy oknach i obserwowaliśmy jak zombie poruszały się po ulicach. To było okropne, leżeć z myślą, że to już koniec, że kilka miesięcy temu chodziłem do szkoły i spotykałem się ze swoimi znajomymi, którzy tak naprawdę już nie żyją.
Po długim wylegiwaniu się w promieniach słońca, padających na okna, usłyszeliśmy dźwięk kilku samochodów. Zombie gwałtownie zmierzyły w jednym kierunku. Padł pierwszy strzał, a za nim następne. Dziesięć minut i wszystko umilkło, oprócz tych ludzi co przyjechali.
- Rozejrzeć się po okolicy, może coś znajdziecie. - Oznajmił, prawdopodobnie, ich przywódca.
Każdy z nich się rozdzielił. Jeden szedł w naszym kierunku. Byłem przerażony.
- Chowajcie się do zaplecza, ja go jakoś odciągnę. - Odrzekł mój ojciec.
Wiedziałem, że mówiąc ''odciągnę'' miał na myśli zabić. Schowaliśmy się w schowku. Patrzałem na wszystko dziurką od klucza. Widziałem jak tato był przerażony i sam tak na prawdę nie wiedział czy mu się uda.
Otwierając po cichu drzwi od naszego sklepiku walnął bronią o drzwi, z myślą, że będą tam zombie, po czym wszedł. Młoda postać patrzała perfidnie na mnie, po czym wycelowała bronią w moją twarz. Z ciemności pojawił się mój tata, który zrobił mu tzw. ''dźwignię'', z której nie mógł uciec. Udusił go.
Ojciec wbiegł do nas i powiedział:
- Uciekajmy tylnymi drzwiami, to jest właściwy moment...
Przepraszam bardzo za tak długą moją nieobecność, ale wiecie szkoła i nauka :D
CZYTASZ
The Walking Dead
Ficção CientíficaDominik - główny bohater książki, zostaje po lekcjach. Nie wie, że za chwilę stanie sie cos okropnego. #26 Sci-Fi 29.08.16 #21 Sci-Fi 22.09.16 #14 Sci-Fi 23.09.16 #8 Sci-Fi 24.09.16
