Toczy się w dół
Po skalistym zboczu
Obija się i rani
Lecz nie ma jak zatrzymać
Woła o drugie
Które stanie twardo
By je złapać
Lecz nie ma głosu
Chwyta te krótkie momenty
Kiedy widzi błękit nieba
Na ułamek sekundy
Lecz to mu nie wystarcza
Toczy się w dół
Nie wiedząc po co
Nie wiedząc dokąd
Lecz nie ma jak się zatrzymać
<§>
denerwuje mnie jak cholernie samolubna jest moja "poezja"...
