(Nie zapominajcie o gwiazdkach! Jeżeli dopiero zaczynacie czytać od pierwszych rozdziałów proszę, zostawcie po sobie jakiś ślad 😁 Dziękuję, miłego czytania!)
Jesteśmy po 2 części Avengers, ale jeszcze przed 2 częścią Thora. Nowy York.
(ten gif nie ma najmniejszego związku z opowiadaniem, ale jest fajny, to macie)
Kto by nie chciał nagle znaleźć się w towarzystwie Avengersów? Z pozoru zupełnie bez powodu, jednak czy oni robią coś bez powodu... Nie ważne. Każdy by chciał. Oprócz mnie. Są dni, w których jedyne czego potrzebuję, to chwili spokoju. I właśnie w taki dzień mnie odwiedzono.
-Joanne, czemu nie powiedziałaś, że gustujesz w starszych?
-Słucham mamo... ?
Rozkojarzona wyjęłam słuchawki, podeszłam do drzwi i wyjrzałam zza nich. - Nie znam- skwitowałam.
-Nalegam - odezwał się nieznajomy. Chociaż w sumie znajomy, z telewizji. Tony Stark. Mój ojciec też był naukowcem, jednak ponoć zrezygnował z tego na rzecz wojska.
Wyszłam na schody wejściowe domu, już bez mamy, ale byłam pewna, że stoi w oknie. Podobnie jak tata, dobrali się. Agenci do końca życia.
- W końcu widzę cię na żywo! Lepiej niż na filmikach... Czy zechciałabyś zagrać na moim przyjęciu?
Tylko patrzyłam. Zagrać na imprezie, no tak, bo jak inaczej można się znaleźć w Avengers Tower? Nie będąc wybitnym naukowcem, lub jakimkolwiek naukowcem.
--------
I tak znalazłam się w Avengers Tower. Miałam wrażenie, że się wygłupiłam. Żadnej imprezy nie było nawet w planach, a ja stałam przed windą z gitarą w futerale przewieszoną przez ramię.
- Gdzie mam się rozłożyć? - spytałam raczej po to, by dać ujście mojej złości. Stało się dla mnie oczywiste, że nie po to mnie tu ściągnęli.
W salonie byli wszyscy Avengers, o zgrozo, nawet przebrani. Może jednak nie byłam najgłupiej wyglądającą osobą w tym pomieszczeniu.
- Póki co nie możemy ci zbyt wiele powiedzieć. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak na to zareagujesz, ale musisz tu zostać- chciałam coś odpowiedzieć, ale Tony mnie uprzedził- rodzice o wszystkim wiedzą. Dziwi mnie, że przez lata nie uchylili ci nawet rąbka tajemnicy...
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nie byli zwykłymi państwowymi agentami. Byli wyżej w hierarchii, którą miałam dopiero poznać. Jeśli sytuacje, które opisuję, nie mają dla ciebie większego sensu... to dlatego, że dla mnie też wtedy nie miały.
-----
Jakakolwiek byłaby moja chęć, nie mogłam stamtąd wyjść. Nie wiedziałam co myśleć. Sprawy nie ułatwiało to, że nikt się do mnie nie odzywał. Wyjątkiem był Tony, ale i on robił to z pewnego rodzaju politowaniem. Wszyscy jakby mi współczuli, ale czego?
Przybycie Thora zmieniło sytuację. Wszyscy zebrali się w laboratorium i, o dziwo, nie ignorowali mnie! Jak nigdy, teraz byłam w centrum uwagi. Wchodząc już o mnie rozmawiali.
- Oho, nowa twarz. Będziesz mnie chronić?- spytałam Thora bardziej żartem niż na serio.
Wszyscy spojrzeli na mnie przestraszeni, jakby myśleli, że jakimś sposobem wiedziałam o czym przed chwilą rozmawiali.
- Spokojnie, o niczym nie wiem. Choć chciałabym.
- Mamy cię chronić- odparł Steve, na co wszyscy mu przytaknęli.
- No dobrze, ale przed czym?- moje pytanie wywołało wymianę spojrzeń.
- Nie wiesz wszystkiego o sobie i tak jest lepiej - Tony zrobił krok w moją stronę- przynajmniej teraz.
- Czyli mam się nie dopytywać?
- Tak będzie najlepiej - tym razem odezwała się Natasha.
Skierowałam się w stronę Thora. Wydało mi się, że odsuwa się ode mnie.
- Nie możesz się do mnie za bardzo zbliżać czy dotykać. Do żadnego z bogów.
Nawet nie spytałam dlaczego.Było do przewidzenia, że nie będą chętni mi odpowiedzieć. Więc sama musiałam to sprawdzić. Dotknęłam bożka w ramię. Przeszedł po mnie prąd. Skronie zaczęły pulsować. W mojej głowie pojawiały się zupełnie obce mi obrazy... Wspomnienia? Dotknęłam go jeszcze raz, kolejne wspomnienia.
Thor odsunął mnie od siebie.
- Oczywiście musiałaś to sprawdzić... Proszę, nie powtarzaj tego...
- Ludzie zapisani w mojej głowie jako rodzice, ogrody, pałace... Nie potrzebne mi to teraz. Bardziej mnie ciekawi dlaczego chcecie coś przede mną ukryć... - znowu wymiana spojrzeń.- Jestem aż tak groźna?! - Wzrok utkwiłam w Thorze, jakby to on zabrał mi wspomnienia. Jego twarz zdawała się potwierdzać, że jestem niebezpieczna. Dziwny wybuch złości jakby nie pochodził ze mnie. Raczej z innej osoby, z wspomnień... Moje słowa same wypłynęły, choć dopiero po ich wypowiedzeniu zaczęłam o nich myśleć.
Rzuciłam im rozczarowane spojrzenie i wyszłam. Opuściłam budynek i szłam przed siebie. Chronić mnie. Przed sobą, której nie znam. Parsknęłam śmiechem. Wszystko, co do tego czasu tworzyłam było jedynie większą zasłoną prawdziwej mnie.
----
Przez zmęczenie zdawało mi się, że w noc przeszłam z Nowego Yorku do Minnesoty. A spędziłam ją na parkowej ławce. Dopiero teraz zauważyłam, że siedzi obok mnie moja ziemska matka. Utkwiła we mnie wzrok.
- Mamo... ?
Tym jednym słowem jakby przypomniałam jej kim jest. Nagle otrząsnęła się z zamyślenia i jeszcze bardziej skupiła się na mnie. Bił od niej dziwny chłód. Jej oczy były inne.
Wstałam i zaczęłam iść chwiejnym, ale szybkim krokiem. Zrobiło się niewyobrażalnie zimno.
,,Środek lata, co... "
- Chyba sam muszę cię naprawić. Oddam ci wspomnienia, a Ty w zamian wyświadczysz mi przysługę...
Teraz był to męski głos. Również dziwnie znajomy, to też było w moich niedawno odzyskanych szczątkach wspomnień. Zaczęłam iść w stronę ludzi. Pierwszy raz spotkałam kogoś, od kogo bije taki chłód. Było to na swój sposób przyciągające, jednak coś w głowie radziło mi trzymać się od niego z daleka. Zdawało mi się, że mnie nie widzi. Niestety tylko zdawało. Posiadając wiedzę z wczorajszej rozmowy i tą wynikającą z najzwyklejszego śledzenia wiadomości, wiedziałam z kim mam do czynienia.
- Joanne... Pierwszy raz widzę cię na żywo. Wydajesz się być dziwnie człowiecza. Jak twoje moce? Pozwolisz, że przetestuję?
W tym momencie przeszłym mnie ból, podobny do tego, który wywołało we mnie zetknięcie z Thorem. Wracają wspomnienia. Ja wracam do domu. Niesiona w obcych ramionach, z zamglonym umysłem i pomieszanymi myślami.
CZYTASZ
Unwanted- Loki Laufeyson
Fanfic[Poprawiam pierwsze rozdziały] Kawałek opowiadania.. Pewnie przeszła bym cały dom kilka razy i nie znalazła tego chorego bożka, ale znowu zdradziła go ta sama rzecz- niezakręcona woda. On nigdy nie nauczy się oszczędzać, a ja nigdy nie nauczę się a...