Magic of the Route 66 - #11

180 16 5
                                        

Hejoooo na razie nie mam weny na rozdział :/ ale na imaginy taaaak! Oto najnowszy miłego czytania :*

Pozdrawiam!~Ejsi-------------------------------------------


-Sto lat sto lat niech żyją nam! - zawył Monte, próbując śpiewać, jednak ilość alkoholu krążąca w jego żyłach mu to uniemożliwiała.

-I jeszcze raz! I jeszcze raz! - wtórował Terrance z ogromnym kuflem w ręce.

-To będziesz krzyczał w nocy - mruknął Tommy na ucho Adamowi, kiedy tylko schwycił go za biodro, żeby przybliżyć się do niego.

-Cicho skarbie - syknął ten z zadziornym uśmieszkiem i spojrzał mu w oczy z tym charakterystycznym błyskiem - dzięki chłopaki, ale serio nie trzeba aż takich wiwatów.

-Oh daj spokój jest taki piękny wieczór, że trzeba to uczcić - machnął ręką Sauli.

-A co wam tak zależy na uczczeniu tego wieczoru? - Tommy uniósł podejrzliwie brew.

-Oj no tak - kolejne spojrzenie - Ehh bo dziś wasza rocznica?

-Hehe i to chciałem usłyszeć - odrzekł blondyn, po czym soczyście pocałował Adama na co odpowiedziały im gromkie brawa zebranych w pokoju ludzi.

-Dobra kochani, my spadamy - rzucił Lambert i pociągnął za sobą chłopaka nadal odurzonego smakiem jego ust.

-Tylko ostrożnie!

-Szerokiej drogi!

Słyszeli za sobą krzyki znajomych, lecz nie zwracali już na to uwagi. W pośpiechu wsiedli do samochodu i wyruszyli z piskiem opon. Teraz nie liczyło się nic więcej niż oni. Byli tylko we dwoje i to miało znaczenie.

***

-„Won't you get hip to this timely tip. When you make that California trip? Get your kicks on Route 66." * - śpiewali wraz z radiem, w którym kręciła się płyta z piosenkami zgranymi specjalnie na tą okazję. Adam wiedział jak Tommy kocha Depeche Mode, więc zgrał specjalnie dla niego wersję tej piosenki wykonywaną przez nich.

-Boże jak ja kocham jeździć - westchnął blondyn.

-Tak bardzo cię rozumiem i się z tobą zgadzam - odrzekł Adam - zwłaszcza wieczorem.

-Zwłaszcza nocą.

-Kiedy nie ma korków.

-Wolne powietrze.

-Wiatr we włosach ... w twoich wygląda pięknie - zamyślił się Lambert śledząc asfalt rozciągający się przed nimi. Żółte linie wyznaczające połowy jezdni były o dziwo doskonale widoczne w wieczornym półmroku, mimo że neonowe reklamy już zaczynały razić po oczach.

Jechali przed siebie podziwiając rozciągające się przed nimi suche pustkowia, oddalające się światła miasta, które zostawili za sobą ruszając na tą wyprawę. Nikłe chmury na horyzoncie rozmywały się wraz z coraz niżej opadającym za wzgórza słońcem pozostawiając w konsekwencji czyste niebo, które powoli rozjarzały kolejne ciała niebieskie. Jedna gwiazda, druga, trzecia, cała konstelacja i kolejna, i kolejna. Piękny widok. Okolica wraz z przemierzanymi kilometrami robiła się coraz czystsza od natrętnych tandetnych reklam aż wreszcie była całkowicie od nich wolna. Tommy miętosił w rękach mapę aż wreszcie zakończył tą zabawę i rzucił przedmiot na tylne siedzenie. Jechali w milczeniu. Wystawił głowę przez okno, a wiatr wywołany przejazdem samochodu zmierzwił mu włosy. Prychnął. Schował się do środka i zaczął układać starannie swoją grzywkę na nowo. Adam cały czas spoglądał na drogę przed siebie czasami przelotnie zerkając na niego. Teraz był właśnie ten moment. Nabrał powietrza w płuca i wypuścił je powoli.

Imaginy AdommyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz