Rozdział I [Akceptacja]

223 19 28
                                        

Było... zimno. Zimno i bardzo ciemno, co samo w sobie wydało jej się niepokojące. Nie rozumiała, dlaczego tkwi w pustce – napierającej na nią ze wszystkich stron, przenikliwej i tak przerażającej, że momentalnie zapragnęła z niej uciec. Gdyby tylko była do tego zdolna, zrobiłaby to bez chwili wahania, nic jednak nie wskazywało na to, żeby wszechogarniający mrok zamierzał ot tak ustąpić. Jeśli miała być ze sobą szczera, stopniowo zaczynała wątpić, czy w miejscu, w którym się znajdowała – o ile nazywanie nicości w ten sposób miało sens – istniało cokolwiek więcej, ale z uporem odsuwała od siebie tę myśl.

Musiało.

Inna możliwość po prostu nie wchodziła w grę.

Dlaczego tutaj była? To jedno pytanie nie dawało jej spokoju, dręcząc bardziej niż chłód, z którym musiało mierzyć się ciało. Pragnęła się poruszyć, ale to wydawało się równie nieprawdopodobne, co i dostrzeżenie czegokolwiek w ciemnościach. To było tak, jakby istniała tylko ona i nic ponadto – jej nieruchome ciało i przeszywający, lodowaty ziąb, podsycający odczuwany przez cały ten czas niepokój. Lęk wydawał się być wszędzie, sięgając do jej wnętrza, aż do samej duszy, o ile ta faktycznie istniała. Z wrażeniem, że tak naprawdę nie było niczego więcej, trudno przyjąć za pewniak cokolwiek, a już zwłaszcza to, co w innym wypadku uznałaby za czystą abstrakcję.

Jakkolwiek się tutaj znalazła, nie miała powodów, żeby odczuwać ulgę. Strach wydawał się uzasadniony, zresztą tak jak i pragnienie, by przynajmniej spróbować zrozumieć, co takiego działo się wokół niej. Na dłuższą metę trwanie w nicości jawiło się jako coś absolutnie niezrozumiałego i trudnego do zaakceptowania. To mieszało jej w głowie, stopniowo doprowadzając do szału, choć odczuwane wątpliwości wydawały się niczym w porównaniu ze świadomością, która ogarnęła ją nagle, dezorientując bardziej niż cokolwiek innego.

Tym czymś była niewiedza.

Gdyby mogła kontrolować swoje ciało, w tamtej chwili jęknęłaby i niespokojnie napięła mięśnie. Pustka w głowie to było jedno, poza tym kiedyś na pewno doświadczyła czegoś podobnego – niepewność wydawała się znajoma, choć to równie dobrze mogło być wyłącznie jej wrażeniem. Prawdziwy problem polegał na tym, że nie była w stanie przywołać do siebie żadnego wspomnienia. Nie wiedziała niczego, począwszy od tego, jakim cudem się tutaj znalazła i...

Kim jestem?

To pytanie przyprawiło ją o dreszcze, chociaż wydawało się równie naturalne, co i konieczność złapania oddechu. Poczuła, że coś ściska ją w gardle – dławiący, wręcz duszący strach, który już od dłuższego czasu wydawał się porażać zesztywniałe ciało. Próbowała wysilić umysł, niemalże panicznie szukając zrozumienia, ale to jedynie potęgowało poczucie zagubienia – uczucie, które również wydawało się znajome i które mogła co najwyżej zaakceptować, nie będąc w stanie zdobyć się na nic więcej. Walka z czymś, czego nie rozumiała i co w jakiś niepojęty dla niej sposób wydawało się ją porażać, nie miała sensu.

Zdążyła jeszcze pomyśleć, że stan, w którym się znajdowała, wcale nie był aż tak zły. Szukała spokoju, próbując wierzyć, że gdzieś w tym szaleństwie istniała metoda... I że ona również była prawdziwa – zawieszona w pustce, która po prostu musiała oznaczać coś więcej. Pragnęła jakkolwiek wyrwać się ze stanu zawieszenia, odzyskać kontrolę, a później...

Więc może po prostu otwórz oczy, pomyślała, a przynajmniej wydawało jej się, że te słowa powinny należeć do niej. W rzeczywistości wrażenie było takie, jakby ktoś trwał tuż obok niej, łagodnie szepcąc wprost do ucha. Miała nawet ochotę rozejrzeć się dookoła, ale otaczająca ją pustka wyglądała na równie idealną i niezmąconą, co przez cały ten czas. Co więcej, gdyby tylko to, co właśnie jej sugerowano, faktycznie okazało się takie proste, wtedy mogłaby przynajmniej spróbować, ale...

BLANK DREAMOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz