🔸79🔸

5.7K 531 115
                                        

I'm back ❤️

///

Szantaż podziałał i chociaż Joo Hyuk wybuchnął śmiechem, kiedy dowiedział się, na jakiej stronie Taehyung załatwia koleżankom urodzinowe prezenty, w końcu używając nowozrobionego przez Tae e-maila i również jego numeru telefonu, potrzebnego do weryfikacji, założył konto i przesłał na nie odpowiednią sumę, po czym oddał młodszemu Kimowi hasło. Ten obiecał, że tyle wystarczy i już nic innego nie będzie chciał, po czym się rozłączyli.

OK.

Więc pieniądze już miał. Sto pięćdziesiąt tysięcy won na pewno wystarczy. Na każdą z transmisji. Reszta, która zostanie miała wrócić do właściciela, ale chyba oboje wiedzieli, że tak się nie stanie. Przynajmniej na razie. Taehyung był tylko ciekawy, co takiego jego brat będzie później chciał w zamian. Bo na pewno coś będzie chciał.

Zostało mu tylko dokopanie się do odpowiedniej godziny i nawiązanie z gBoyami jakiegokolwiek kontaktu. I to była rzecz, którą miał zamiar zrobić jako pierwszą.

Bał się, co było głupie, bo przecież miał zapewnioną anonimowość, a i strona była całkowicie legalna.

Na szczęście postanowił odepchnąć wszelkie obawy i stres, który zżerał go od środka, niczym kilkusettysięczna armia termitów i zalogował się szybko na nowe konto.

Bez trudu znalazł listę gBoyów i przy odpowiedniej trójce, z wahaniem wcisnął po kolei ikonki z kopertą, po czym od razu wyskoczyły mu trzy czarne okienka, a każde z nich było podpisane nazwą gBoya oraz ukazywało jego zdjęcie.

Taehyung zaczynał być pod coraz to większym wrażeniem tego, jak pięciu chłopaków mogło tak dobrze rozwinąć stronę. Wszystko działało na niej niesamowicie sprawnie, była ładnie zrobiona, a fakt, że widział nawet w podpisie pod regulaminem, że strona powstała w dwa tysiące czternastym roku, tylko to wrażenie potęgował. Przecież początki na pewno nie były łatwe, a oni mimo wszystko się nie poddali i strona przetrwała do dzisiaj. Chociaż ceny były wyraźnie zaniżone, co mogło wskazywać na małą popularność (albo głupotę gBoyów) strony.

- Że też im się chciało. - wzruszył ramionami. Nie miał prawa narzekać. W końcu dzięki ich zawzięciu mógł teraz podziwiać piątkę atrakcyjnych ciał.

Niefortunnie w tym miejscu znowu napotkał problem. No bo co miał do nich napisać? Jak miał zacząć rozmowę, żeby nie była dziwna albo głupia? W końcu nigdy nie siedział na takich stronach, a jego doświadczenie i pewność siebie były na poziome wielkiego zera.

Ach, gdyby tylko jego siostra nie była taka głupia (że już nie wspominając o bracie), gdyby mógł z nią normalnie porozmawiać na każdy temat, to na pewno by się jej poradził. Czasami żałował, że nie ma ze swoim rodzeństwem tak dobrego kontaktu jak z Jeonggukiem, który rozumiał go bez słów i zawsze sprawiał że był szczęśliwy i bezpieczny. Na szczęście takie myśli nadchodziły go naprawdę rzadko, ponieważ nigdy, ale to nigdy, nie chciałby, aby Jeongguk był jego bratem. Nie chciał być z nim spokrewniony, nie chciał między nimi kolejnej bariery.

Swoją drogą, przez swoje zboczenie, Jeongguk byłby równie świetnym doradcą w tej sprawie. Niestety ta opcja też odpadła, bo przecież się do niego nie odzywał. Wiedział, że to już nie potrwa długo, ale i tak starał się to odwlec.

Westchnął smutno. W końcu nie pozostało mu nic jak tylko siedzieć i czekać na nagłe objawienie, bo na myślenie nad jakimkolwiek rozwiązaniem, był zbyt leniwy.

Wepchnął sobie do ust wielki kawałek piernika, ale widząc ciekawskie spojrzenie swojego psa, spowortem wyjął z nich kawałek i rzucił mu go pod nos. Ten jednak nagle stracił wszelkie zainteresowanie tematem i tylko na niego spojrzał, a potem totalnie olał.

- Ale z ciebie zagrzybiałe próchno. Weźże no się rusz. - zaśmiał się, po czym przeturlał się w swoim ziemniakowatym kombinezonie pod samo łóżko i złapał białego starca, leżącego na nim i zaraz zaczął go przytulać. - Jesteś taki słodziutki, Gukie. Moja kochana psinka.

Kiedy patrzył w jego czarne ślepia, widział w nich zaspane oczy Jeongguka, który uśmiechał się do niego z samego rana, z podłogi, na której wylądował, bo Taehyung za bardzo się rozpychał. W jego wersji.

Kim wiedział swoje - wcale nie rozpychał się aż tak bardzo. To po prostu Jeongguk zawsze chciał dać mu jak najwięcej miejsca i pewnego razu, najzwyczajniej w świecie, przesadził. Dla Taehyunga było to wtedy tak słodkie i kochane, że musiał odwrócić głowę i zagryźć wargę, aby powstrzymać rozczulenie i móc zrobić to, co najlepszy przyjaciel powinien zrobić w podobnej sytuacji - śmiać się.

Kiedyś przez takie wspomnienia na pewno zacząłby płakać, jednak teraz potrafił uśmiechnąć się tak beztrosko i szczęśliwie, że aż rozpraszał ponurą aurę wokół.

Przerażała go myśl, że przywyknął już do nieobecności Jeongguka, ale z drugiej strony, wiedział, że i tak już niedługo się spotkają, a wtedy zrobi wszystko, aby zatrzymać chłopaka przy sobie. Cóż, albo siebie przy nim. W każdym razie, kiedy wreszcie go odzyska, już nigdy nie pozwoli mu odejść.

I właśnie wtedy go olśniło.

a/n:

Nawaliłam z tym obiecanym wczoraj rozdziałem, wiem i przepraszam, skarby. ❤️:(

Ale byłam (i wciąż trochę jestem) w szoku po wczorajszej fryzjerskiej przygodzie, po której wyciągnęłam sobie z głowy cztery garści spalonych włosów, które wciąż wylatują.

Nie chciało mi się poprawiać rozdziału, ale dzisiaj postaram się wam to wynagrodzić. ❤️

The gBoy || taekookOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz