CHRISTMAS TIME

5.1K 209 81
                                        

- Jesteśmy! - ryknął Blaise, z rozmachem otwierając drzwi, które uderzyły w ścianę. Na twarzy chłopaka widniał szeroki uśmiech, a z psiej czapki spadał śnieg.

Z kuchni wyszła wysoka kobieta o ciemnej karnacji i ładnej twarzy. Długie, czarne włosy miała spięte w luźnego koka.

Podeszła do syna i ucałowała jego oba policzki. To samo uczyniła z Pansy, Teodorem, Tracey, Dafne, Adrianem, Astorią, Milesem i Grahamem.

- A gdzie jest Draco? - spytała, machając ręką w kierunku jadalni. - Zostawcie tu kufry i chodźcie coś zjeść. Pewnie jesteście głodni.

- Został w Hogwarcie. - Blaise objął matkę ramieniem i ruszył za gośćmi. Długi stół zastawiony był przeróżnymi potrawami, dzbanami z napojami oraz wazonami z pięknymi kwiatami. Skrzaty odwaliły kawał dobrej roboty.

Przyjaciele rzucili się na jedzenie jak wygłodniałe zwierzęta.

- Myślałam, że wróci na święta do Londynu. Albo chociaż poleci do Paryża do Lucjusza i Narcyzy.

- Pewnie by tak zrobił, ale został ze swoją dziewczyną. - mulat uśmiechnął się tajemniczo i usiadł obok duszącego się Teodora. Klepnął go dwa razy w plecy, aż biedny Nott prawie uderzył głową w talerz. Pansy i Dafne wybuchnęły głośnym śmiechem.

- Czy nasz mały Smoczek wreszcie się ustatkował? - spytała pani Zabini, lekko nie dowierzając. Doskonale znała młodego Malfoya, którego, swoją drogą, traktowała jak drugiego syna. Słyszała o jego miłosnych podbojach i niestałości w uczuciach. Nie kryła więc zdziwienia, gdy usłyszała, że Draco ma dziewczynę. - Kto jest tą szczęściarą?

- Hefmjona Fgfangef. - odpowiedział Graham z ustami wypełnionymi kurczakiem. Tracey spojrzała na niego zdegustowana, zastanawiając się jak Padma może być z taką świnią.

- Hermiona Granger? Przyjaciółka Harry'ego Pottera?

- Dokładnie tak. - Blaise nałożył sobie ogromny talerz spaghetti i zaczął jeść, jednocześnie odpowiadając matce. Szczerze był ciekawy jej reakcji.

- A wy nie macie nic przeciwko? -  Zinnia* Zabini zmarszczyła brwi, uważnie obserwując nastolatków, którzy zaczęli jednocześnie opowiadać o pannie Granger, innych Gryfonach i ich relacjach. Kobieta zaśmiała się cicho.

- Już, dobrze, starczy. - uspokoiła ich. - Cieszę się, że macie takie świetne kontakty z innymi domami. I jestem z was dumna, że nie patrzycie na krew. - potargała włosy swojego syna i Teodora (którego także traktowała jak własne dziecko) i wyszła z jadalni, życząc dzieciom smacznego.

***

"Przestańcie! Rozpacz nie leczy rozpaczy. Nadobne dziecię to było własnością Zarówno nieba, jak i waszą, niebo zabrało swoją część..."**

"Przestańcie! Rozpacz nie leczy rozpaczy. Nadobne dziecię..."

Hermiona zaklęła w myślach, gdy po raz kolejny czytała ten sam fragment, nic z niego nie rozumiejąc. Dokładnie przed nią Draco robił pompki i od pięciu minut nie potrafiła się skupić. Obserwowała jego napinające się mięśnie, wilgotne, potargane włosy i zaciętą minę. I obliczała, za ile nie wytrzyma i się na niego rzuci.

- Mogłabyś chociaż udawać, że się nie gapisz. - mruknął blondyn, nie przerywając ćwiczeń. Jego oczy były zamknięte, więc jak, do cholery, widział, że się na niego patrzy?

- Nie gapię się! - oburzona Gryfonka powróciła do oglądania stron książki, udając, że czyta. Chłopak parsknął śmiechem i usiadł na podłodze, wlepiając spojrzenie w zarumienione policzki Hermiony.

- Oczywiście. - sarknął, dźwigając ciało z podłogi. Podszedł do Granger i oparł dłonie o podłokietniki fotelu, na którym siedziała. Nachylił się na nią, z zadowoleniem obserwując, jak zaczyna szybciej oddychać. Uwielbiał to. Wiedział, jak na nią działa i często to wykorzystywał. Miał ogromną słabość do jej uroczych rumieńców, jasnych piegów na nosie i tych pełnych warg w kolorze dojrzałych malin. Wciąż pamiętał ich słodki smak.

Hermiona poczuła, że zasycha jej w ustach, a serce znacznie przyspiesza rytm. Draco był bardzo blisko. NAPRAWDĘ bardzo blisko. Zdecydowanie bliżej, niż powinien. Bez żadnych trudności mogła dostrzec, jak szarość i błękit mieszają się w jego tęczówkach.

- Powiedz mi, Granger, co ja mam z tobą zrobić? - wyszeptał Malfoy, nie spuszczając z niej wzroku. Powolnymi ruchami podniósł dłoń i opuszkami palców założył za ucho zbłąkany kosmyk włosów dziewczyny. Czuł jej słodki zapach i miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Co go powstrzymywało przed porwaniem w ramiona i wycałowaniem każdego skrawka jej ciała, wyznając dozgonną miłość?

Odsunął się od niej nagle, aż poczuła chłód i zniknął za drzwiami łazienki. Nie wiedział, co tak właściwie się z nim działo. Jeszcze nigdy nie myślał tak o żadnej dziewczynie, a jego ciało nigdy nie reagowało w tak... dziwny sposób. Chciał być ciągle blisko, gdy jej nie widział dłuższy czas, zaczynał się irytować, godzinami mógł obserwować, jak odrabia prace domowe lub czyta książki i tak uroczo marszczy nos. Po nocach śnił o jej słodkich ustach i delikatnym dotyku.

Co się z nim do cholery działo?

-----------------------
do jutra skarby❤️

* "zinnia" to łacińska nazwa kwiatu "cynia"
** fragment "Romea i Julii"

HOGWART - INSTAGRAM STORY Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz