Ron Weasley nigdy nie czuł tak mocnej bezsilności.
W jego naturze leżało przyciąganie kłopotów, co z pewnością odziedziczył po bliźniakach, ale również znakomita umiejętność wychodzenia z nich bez szwanku. Lub prawie bez szwanku. Zawsze znajdował odpowiednie rozwiązanie - mniej czy bardziej szalone, to bez znaczenia. Potrafił stawić czoła każdej sytuacji. Aż do teraz.
Jego paczka każdego dnia upadała coraz bardziej, ciągnąc wszystkich na dno. Jeśli czegoś nie zrobi, to wrócą do punktu wyjścia, gdzie wszyscy skaczą sobie do gardeł dla chorej rozrywki. A na to nie mógł pozwolić.
Przez te kilka miesięcy wszystko stanęło na głowie, ale, o zgrozo, ani trochę mu to nie przeszkadzało. Nigdy nie sądził, że zacznie bratać z wrogiem, a tu proszę! Ślizgoni zaczęli odgrywać ważną rolę w jego kruchym życiu i nie wyobrażał sobie, jak miałby wyglądać jego dzień bez docinek Malfoya, dramatyzowania Blaise'a czy ironii i bluzgów Astorii.
Nie chciał sobie wyobrażać.
Ślizgoni stali się kimś więcej niż przyjaciółmi. Stali się rodziną - nieważne, jak abstrakcyjnie to brzmi. Może Ron był zbyt ufny i wyolbrzymiał niektóre sprawy, ale wiedział, że może. Wojna dobiegła końca, dlatego wybaczcie mu dziecinność, łatwowierność i przesadne reakcje.
W końcu po tylu latach bezustannej walki ze złem, walki o bezpieczeństwo własne i najbliższych zaczął żyć jak prawdziwy nastolatek. Chodził na randki, imprezy, wyjechał na fajne wakacje. I to wszystko bez strachu o jutro! Mimo wszystko, wojna nauczyła go, że nie wszystko jest czarne i białe, a świat ma całą gamę kolorów.
Ron nareszcie otworzył oczy i zaczął patrzeć szerzej.
I być może, a może nie, właśnie jego zmiana poglądów przyczyniła się do pierwszej wspólnej imprezy Gryfońsko-Ślizgońsko-Krukońskiej. Zadziałało to jak domino. Kolejne spotkania były jak klocki, które przewracają się i popychają kolejne. Ale teraz, to "hogwardzkie domino" zdołało się zatrzymać w jakiś niewyjaśniony sposób, a Ron nie był z tego zadowolony.
- Przestań w końcu tyle rozmyślać. Dosłownie widzę, jak mózg ci paruje.
Z letargu wyrwał go rozbawiony głos. Natychmiast skupił spojrzenie na Marcusie, który siedział przy biurku, a jego serce zabiło szybciej. Uczucia, jakie żywił do chłopaka, były zdecydowanie nie do opisania. Nigdy nie przeżywał czegoś tak pięknego, co dawałoby mu siłę do wstawania rano z łóżka i przezwyciężania własnych słabości. Szczęście wypełniało każdą komórkę jego smukłego ciała, gdy tylko zobaczył lub usłyszał przystojnego Krukona. Uwielbiał przebywać w jego towarzystwie, rozmawiać na błahe tematy czy siedzieć w spokoju i ciszy. Uwielbiał chodzić z nim na spacery, ukrywać się po kątach i skradać pocałunki oraz spędzać długie godziny, leżąc w dormitorium Marcusa i przytulając się na łóżku.
Współlokator Krukona, Jeff, nigdy nie robił im o to problemów. Był miły i wiecznie uśmiechnięty, a kiedy tylko Ron pojawiał się w salonie Ravenclaw, chłopak życzył im dobrej zabawy i ruszał do swojej dziewczyny - Puchonki.
Ten dzień niczym się nie wyróżniał.
Gryfon odwiedził Marcusa, po drodze mijając się z radosnym Jeffem, i zamierzał spędzić z nim całe popołudnie. Postanowił wykorzystać fakt, że jego chłopak musi napisać wypracowanie i bezwstydnie się pogapić. Jednak jego miękkie serce dobrego przyjaciela miało inne plany.
CZYTASZ
HOGWART - INSTAGRAM STORY
FanfictionZałóżmy, że technologia poszła tak szybko do przodu, że dotarła do magicznej części świata... Zapraszam do czytania oraz oglądania! Wszelkie podobieństwa do książek czy innych FF są przypadkowe!
