Promienie zachodzącego słońca wpadały przez wielkie okna, oświetlając hogwardzki korytarz. Draco powolnym krokiem szedł przed siebie, nerwowo strzelając palcami. Nie ukrywał swojego zdziwienia, gdy Hermiona wysłała mu wiadomość na zwitku papieru z prośbą o spotkanie. Nie porozumiewali się w taki sposób od... nigdy. Jednak i tak najbardziej zaskoczył go fakt, że zgodził się porozmawiać wcześniej, niż planował. Nie zrozumcie go źle. Draco nie był słaby. Został tak zahartowany przez to całe skurwysyństwo, które go spotkało, że, prawdopodobnie, nawet śmierć najbliższych by go nie złamała. Ale jeśli miał możliwość przygotowania się na bardzo trudną rozmowę, wolał to zrobić. Chociaż czy można być przygotowanym na coś takiego?
Ze złością potrząsnął głową. Nie powinien myśleć, a działać. Powiedzieć, to, co ma do powiedzenia i żyć dalej. Nie jego pierwszy i nie ostatni związek. Robił to wiele razy, dlaczego więc teraz wszystko było trudniejsze? Bardziej bolesne?
Draco powoli zbliżał się do umówionego miejsca, z daleka zauważając kobiecą sylwetkę, stojącą przy parapecie.
Zmarszczył brwi, odruchowo spoglądając na zegarek. Wskazówki wskazywały piątą, czyli godzinę o której powinni się spotkać. Ale kim, do cholery, była ta kobieta? To z pewnością nie Hermiona. Długie, proste włosy koloru blond, smukła figura modelki, skórzane kozaki?
Malfoy zatrzymał się nagle, gdy znajoma postać odwróciła się w jego stronę. Gwałtowny gniew ogarnął całe jego ciało.
- To musi być jakiś żart. - prychnął rozjuszony, podchodząc do blondynki. Z całych sił powstrzymywał się, od rozstrzaskania jej twarzy o posadzkę.
- Długi czas się nie widzieliśmy, Draco.
Cichy szept dziewczyny wypełnił korytarz, powodując spięcie mieśni Malfoya. Z kamienną twarzą obserwował, jak jej dłoń powolnie muska jego ramię. Gdy zbliżyła się do twarzy, złapał za nadgarstek, nie siląc się na delikatność.
- Brutalny jak zawsze. - zaśmiała się tylko, cofając o krok. Zmierzyła go wzrokiem, nie kryjąc zafascynowania.
Wywrócił oczami.
- Czego chcesz, Hailey?
***
- Możecie zwolnić?
Lavender stanęła na środku korytarza, podpierając dłonie na kolanach. Łapczywie zaciągała się powietrzem, czując nieprzyjemny ścisk w płucach.
- Nie wszyscy są zapalonymi sportowcami. - burknęła, prostując się. Jej przyjaciele stali kilka kroków dalej, ponaglając ją wzrokiem. Wywróciła oczami.
- Nie rozumiem, gdzie się tak śpieszymy. Przecież nikt nia zabije Malfoya.
- Ale ktoś podszywa się pod Hermionę, albo robi inne gówno. Cholera, nie wiem, co się dzieje.
Ginny przeczesała niespokojnie włosy palcami, patrząc na Harry'ego i Padmę. Wyglądali na równie zdezorientowanych.
- I gdzie, na gacie Hagrida, jest mój brat?
- Minęliśmy się z nim przy wejściu do wieży Ravenclaw.
Luna pojawiła się dosłownie znikąd. Wszyscy podskoczyli przerażeni. Zaraz za nią truchtał Teodor.
- Napisał do nas, że mamy spotkać się z wami i resztą przy głownych schodach. - oznajmił Ślizgon, machając komórką. - Co tu się dzieje? Czy to jakiś film?
- Mam wrażenie, że zaraz wyskoczy jakiś irytujący typ z kamerą i krzyknie 'mamy cię'! Ale nieważne, chodźmy.
Parvati złapała za dłoń Lavender i ruszyła przed siebie. Przez cała drogę nie odezwali się do siebie ani jednym słowem.
CZYTASZ
HOGWART - INSTAGRAM STORY
FanfictionZałóżmy, że technologia poszła tak szybko do przodu, że dotarła do magicznej części świata... Zapraszam do czytania oraz oglądania! Wszelkie podobieństwa do książek czy innych FF są przypadkowe!
