^Courtney^
Od dwóch dni myślę jedynie o moim wyznaniu miłości. Obiecałam sobie, że więcej nie dotknę alkoholu. Najgorzej jest wyznać swoje uczucia osobie przez telefon. Jest jakaś gorsza rzecz od tego? Nie chciałam, aby Matthew dowiedział się tego w ten sposób. Ale dopiero po pijaku zdałam sobie sprawę z moich uczuć. Czy to nie za szybko? Czy to nie oznacza, że jestem... łatwa? Że za szybko się zakochuję? A co, jeśli przez to moje uczucia nie są trwałe? Mam tyle pytań, lecz nie potrafię sobie odpowiedzieć na żadne z nich. Przygryzłam dolną wargę i spojrzałam przez okno. Aktualnie było późno w nocy, a ja? Tak, jak usiadłam na parapecie kilka godzin, tak dalej siedzę. Księżyc wręcz nieśmiało pokazał się zza chmur, oświetlając las, mnie i wyzwalając pokój z ciemności. Gwiazdy pojawiają się, to znikają... Co jest piękniejszego od widoku spadającej gwiazdy? Może widok, gdy na niebie pokazuje się nowa? Ludzie mówią, że to właśnie w gwiazdach leży nasze przeznaczenie. Nie zgadzam się z tym w stu procentach. Przeznaczenie leży w nas samych, jedynie patrząc w górę, na piękne małe świecidełka, zaczynamy rozmyślać i do tego dochodzimy. Ale czym one są dla mnie? Są nie tylko piękne... Gwiazdy są jak drzewa w lesie, żywe i oddychające. Ze swojej strony wiem, że nic nie wiem z całą pewnością, jednak widok gwiazd sprawia, że jestem spokojna. I w pewnym sensie śnię. Czuję się, że stoję ciągle w jednym miejscu, gdy one się przemieszczają, mają więcej frajdy i swobody niż my - ludzie. Gwiazdy są oczami nieba. Gdy wpatrujemy się w idyllę, błękit... tak naprawdę wymieniamy spojrzenia. Wymieniamy się myślami, wymawiając swoje przemyślenia na głos. Nocne niebo ma jedną piękną rzecz. Wysłucha i nie zbluzga. Nie wyśmieje, nie przeklnie. Pozwoli nam wypłakać się, zwierzyć. Zawsze możemy na niego liczyć. W tych złych chwilach jak i tych dobrych. Zauważyłam cień za oknem. Przybliżyłam głowę w stronę okna i cofnęłam się szybko, zauważając wilka. Przełknęłam głośno ślinę, cofając się. Mimo wszystko nie spuszczałam wzroku ze zwierzęcia. Wilk zaczął węszyć i rozglądać się, aby po chwili przybrać postać człowieka. Wstrzymałam oddech. Wilkołak. Muszę dotrzeć do Annabell. Jak najszybciej. Usłyszałam kroki na korytarzu. Otworzyłam powoli drzwi, błagając w duchu, aby nie zaskrzypiały. Po chwili w domu rozbrzmiał krzyk Annabell.
- Jak się tutaj dostałeś wilku? - otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam za okno. Pusto.
- Nie bój się wiedźmo. Nie przyszedłem do ciebie. Gdzie ona jest? - zamknęłam powoli drzwi i wycofałam się w stronę okna. A co jeśli jest ich więcej? Matt, błagam. Wróć szybko.
^Alfa Matthew^
Czułem, że coś jest nie tak, jednak zbagatelizowałem to. Najważniejsze jest bezpieczeństwo mojej luny a człowiek, który siedzi przede mną jej zagraża. Muszę wyeliminować zagrożenie. Osobiście.
- Myślisz, że twoja luna jest bezpieczna? - wyszeptał cicho. Spojrzałem na Arona, który podszedł bliżej. Alfred jednak zaśmiał się tylko.
- Mój człowiek już tam jest. Bliska droga do jej odnalezienia. Myślisz alfo, że tylko ty masz szamankę? Że nikt inny jej nie odnajdzie? To się kurwa mylisz! - krzyknął, plując na mnie. Wytarłem jego ślinę z policzka, po czym wstałem.
- Uważaj na słowa. Moja luna jest w bezpiecznym miejscu. Nikt jej nie znajdzie.
- Jesteś tego pewien? Powiem ci Matthew, że ta dziwka... - spojrzałem wściekły na Jacoba. Mężczyzna słysząc obelgę skierowaną do Courtney, podszedł i skręcił mu kark.
- Sory... Emocje mnie poniosły. Musimy jak najszybciej się stąd wydostać. Nie wiemy, czy nie blefował. - odezwał się Hopper. Mam nadzieję, że blefował.
- Znajdę pilota. Za dziesięć minut bądźcie na placu głównym. - powiedział Aron, wychodząc z pomieszczenia. Wyciągnąłem komórkę z kieszeni i wybrałem numer Annabell.
- Dzwoń do Elizabeth. Musi się przygotować. - poleciłem Hopperowi, wychodząc z pomieszczenia. Jacob tutaj sprzątnie. Jest dobrym szpiegiem i przyjacielem, jednak na torturach jest niezawodny. Kiedy kobieta nie odbierała, miałem ochotę rzucić telefonem o ścianę, jednak próbowałem do skutku. Po kilku minutach, połączenie zostało odrzucone. Co jest do kurwy? Wybrałem numer jeszcze raz i po dwóch sygnałach, usłyszałem ciche dyszenie. Skierowałem się na plac główny.
- Annabell, co się tam do kurwy dzieje?! - rozpocząłem rozmowę zdenerwowany.
- Matthew? Ktoś tu jest. Ukryłam się, ale boję się, że mnie odnajdzie. - usłyszałem cichy głosik mojej mate. W tym samym momencie podszedł Hopper.
- Spokojnie kochanie. Nic ci nie będzie. Nie wychodź z kryjówki i nie odzywaj się. Nie może cię odnaleźć, rozumiesz? Nie może! - powiedziałem głośno.
- Elizabeth przygotowuje wywar, który będzie gotowy do naszego powrotu. Musimy się pospieszyć. Przeprowadzi nas przez portal, który wyrzuci nas zaraz obok domu Annabell. - powiedział. Pokiwałem głową.
- Trzymaj się kochanie. Jeszcze dzisiaj tam będziemy. - w tym samym momencie usłyszałem dźwięk helikoptera. Spojrzałem w górę, gdzie została spuszczona drabinka. Nie rozłączając się, schowałem komórkę do kieszeni spodni i złapałem drabinkę, wdrapując się na górę. Zaraz za mną podążył Hopper. Gdy znaleźliśmy się w środku, spojrzałem na Hoppera.
- Gdzie Jacob? - zapytałem.
- Powiedział, że zostanie tutaj. Chyba ma jakąś wilczycę na oku. - odpowiedział. Pokiwałem głową i wyciągnąłem komórkę z kieszeni.
- Jestem skarbie. - powiedziałem. Pilot ruszył w jakąś stronę.
- Boję się... - wyszeptała kobieta. Usłyszałem jakiś hałas.
- Nie reaguj kochanie. Zamknij oczy i wsłuchaj się w mój głos. Dobrze? Będę do ciebie mówił cały czas. - powiedziałem. Gdy kobieta nie odpowiedziała, westchnąłem. Mam nadzieję, że to nie jest żaden zły znak.
- Opowiem ci bajkę. - stwierdziłem. Nie wiem, skąd wpadł mi ten pomysł do głowy, jednak słysząc cichutki chichot mojej mate, uśmiechnąłem się pod nosem. Spojrzałem na Hoppera, gdy zadzwoniła jego komórka. Odebrał i po kilku sekundach rozłączył się.
- Aron. Mamy skierować się na jakąś górę Sua Cara. Elizabeth już tam czeka.
- To niedaleko. - powiedział pilot, zmieniając kierunek.
- Co z wywarem? - zapytałem. Mężczyzna spojrzał na mnie.
- Jest już prawie gotowy. Będzie potrzebna nasza krew i krew luny. To drugie, akurat już ma. - pokiwałem głową.
- Chcę moją bajkę. - odezwała się Courtney cicho.
- Miałaś się nie odzywać. Ale już ci opowiadam. Zamknij oczy i słuchaj kochanie - zamyśliłem się. - Każda historia zaczyna się od słów "dawno, dawno temu", a kończą "żyli długo i szczęśliwie". Jednak ta historia się różni. Na świecie żył zwykły mężczyzna i zwykła kobieta. Otaczała ich bańka mydlana, stworzona przez księżyc. Szukali się nawzajem kilka długich lat. Jednak gdy się w końcu odnaleźli, musieli znów się rozdzielić. Kobiecie groziło niebezpieczeństwo, a mężczyzna wyruszył szukać zagrożenia. Po kilku dniach odnalazł je i wrócił do swojej kobiety. Zamieszkali razem w małym domku, niedaleko lasu. Zaadoptowali psa, chodzili na spacery. Kochali się. Po kilku miesiącach, na świat przyszedł ich syn, Arthur. - przerwałem, słysząc śmiech obok.
- Serio? Od razu dziecko? Nie podoba mi się ta bajka. A gdzie... - uciszyłem szybko kobietę po drugiej stronie słuchawki i uderzyłem w tył głowy Hoppera.
- Przez ciebie straciłem rezon dupku. - powiedziałem.
- Widzę górę. - spojrzałem na Arona.
- Kochanie, dokończę bajkę, gdy będę obok. Obiecuję. A teraz się nie rozłączał i nie odzywaj się. - to cud, że nie została jeszcze znaleziona. Spojrzałem na otoczenie. Górę było rzeczywiście widać. Zaczęliśmy się do niej zbliżać coraz to szybciej, a po kilku minutach wylądowaliśmy. Wyszedłem szybko z helikoptera i rozejrzałem się. Nigdzie nie było Elizabeth.
- Mnie szukasz misiaczku? - odwróciłem się. Zmrużyłem oczy i spojrzałem na staruszkę. Bez, kurwa, takich.
CZYTASZ
Wracam/ZAWIESZONE
ParanormalTOM PIERWSZY - "Cisza duszy" TOM DRUGI - "Wracam" Czasem samotność pokazuje drugą twarz człowieka. Pełną smutku, bólu ale i radości i szczęścia. Alfa Matthew wyruszył na poszukiwania człowieka, który zagraża jego mate. Courtney poznaje świat, w któ...
