TOM PIERWSZY - "Cisza duszy"
TOM DRUGI - "Wracam"
Czasem samotność pokazuje drugą twarz człowieka. Pełną smutku, bólu ale i radości i szczęścia.
Alfa Matthew wyruszył na poszukiwania człowieka, który zagraża jego mate. Courtney poznaje świat, w któ...
Czekałam cierpliwie w domu na Matthew. Próbowałam nie trząść się ze strachu, ale to było silniejsze. Usiadłam na kanapie w salonie, jednak jeszcze szybciej wstałam i zaczęłam krążyć po pokoju. Moim ciałem owładnął strach. Strach o watahę, która została na zewnątrz.
- Poradzą sobie. W końcu to wilki. Nie takie rzeczy musieli wytrwać .- mówiłam sobie na głos drżącym głosem. Chciałam dodać sobie trochę otuchy. Podeszłam do okna zobaczyć jak wygląda sytuacja. Mężczyźni zrobili okrąg, w którym znajdowało się trzech intruzów. Wzrokiem szukałam Matthew. Westchnęłam głośno widząc to całego. I zdenerwowanego. Zresztą, nie dziwię mu się.
- Nie dość, że wtargnęli na nasz teren, zaatakowali naszych ludzi to przerwali turniej. - powiedziałam głośno. Zaśmiałam się cicho, zdając sobie sprawę, że mówię sama do siebie.
- Lepiej przestać, bo wezmą mnie za wariatkę i tyle. - mruknęłam cicho, obserwując dalej. Matthew obrócił głowę w moją stronę, czując pewnie mój wzrok na sobie. Kiwnął głową, po czym wrócił do swoich obowiązków Alfy. Wyglądało to tak, sprawdzał, czy jestem cała. Uśmiechnęłam się pod nosem. Mimo całego zamieszania, nadal się o mnie martwi.
Nagle usłyszałam ciche kroki. Zmarszczyłam brwi. Nikogo tutaj nie powinno być oprócz mnie. Wszyscy byli na placu, bądź ukryci w swoich domach. Kątem oka zauważyłam pod stołem nóż. Podeszłam bliżej i powoli kucnęłam, biorąc go do ręki. Skąd tutaj się w ogóle ten nóż pojawił? Ale to już nie ważne. Mam coś, czym będę mogła się bronić, jeśli dojdzie do jakiejś niepożądanej sytuacji. Powoli wstałam, starając się zasłonić broń.
- Luna? - usłyszałam głos za sobą.
- Tak. - odpowiedziałam, odwracając się. W pokoju stała dziewczynka z czarnymi włosami, związanymi w wysoki kucyk. Wyglądała na dziesięcioletnią. Spojrzałam na jej dłonie. Zakrwawione dłonie.
- Pomocy. Proszę pomóż. Boję się. - wyszlochała. Nie puszczając noża, podeszłam do niej. Dziewczynka wyglądała na przerażoną. Pewnie nie miała się gdzie ukryć i znalazła mnie po zapachu.
- Nic ci nie grozi skarbie. Sytuacja zaraz zostanie wyjaśniona. Alfa dopilnuje porządku. - powiedziałam cicho. Była na wyciągnięcie ręki, kiedy zaśmiała się cicho. Stanęłam w miejscu.
- Wiem, luno. Dziękuję. Od razu mi lepiej. Mogę się przytulić? - wyciągnęła szeroko ręce, robiąc krok do przodu. Nie podobało mi się to. Ale nie mogę tak. Jestem ich luną, ich matką. Muszę szczególnie dbać o młode wilkołaki. Jednak coś mi w tym przypadku na to nie pozwalało. Czułam zagrożenie.
- Jak masz na imię dziecko? - zapytałam, stojąc w miejscu. Czarnowłosa spojrzała na mnie i usiadła na podłodze, przechylając głowę. Wyglądała, jakby słuchała. Zrobiłam mały krok w tył. Zwróciło to jej uwagę. Wstała nagle szybko i podeszła do mnie.
- Nie zasłużyłaś na to. Nie powinnaś być luną. Powinnaś wylądować tam, gdzie reszta. W ziemii. - powiedziała, unosząc dłoń. Zamarłam. Zamiast paznokcie, miała pazury. Długie, wilcze pazury. Na dłoni sierść. Przemieniała się? Nim zdążyłam zareagować, skoczyła na mnie. Krzyknęłam, wyciągając przed siebie ręce. Leżałam na podłodze. Dziewczyna leżała na mnie. Poczułam na sobie coś ciepłego. Przełknęłam głośno ślinę. Ruszyłam ręką, jednak coś nie pozwalało mi jej wyciągnąć spod jej ciała.
- Nie. - zajęczałam cicho przypominając sobie, że miałam nóż. Jak mogłam zapomnieć, że trzymałam w dłoni nóż? Odepchnęłam jedną ręką ciało dziewczynki, puszczając narzędzie. Spojrzałam w jej oczy, jednak zobaczyłam pustkę. Usiadłam szybko i spojrzałam dokładniej. W jej klatce piersiowej był wbity nóż.
- Nie... Zabiłam cię. - powiedziałam cicho, czując napływające łzy do oczu. Wzięłam jej ciało w ramiona i przytuliłam ją do siebie. Krew pojawiała się coraz szybciej. Było jej coraz więcej. Płakałam, tuląc martwe ciało do siebie i przepraszając.
- Byłaś dzieckiem. Przepraszam skarbie. Tak bardzo przepraszam. - płakałam. Położyłam ciało dziewczynki na podłodze i wyciągnęłam nóż z jej klatki piersiowej. Spojrzałam na niego. Zabiłam ją. Zabiłam dziecko.
- Courtney?! Courtney. - usłyszałam głos Matthew.
- Zabiłam ją. - powiedziałam cicho. Poczułam jego dotyk na ramieniu.
- Oddaj mi nóż kochanie. To nie jest twoja wina. - spojrzałam na jego dłoń, która złapała delikatnie moją. Zobaczyłam, że rękę miałam zaciśniętą na broni. Zwolniłam uścisk, dzięki czemu Matthew zabrał nóż i rzucił go w bok.
- To było dziecko. Niewinne dziecko. - wyszeptałam, patrząc na ciało leżące obok. Mężczyzna przytulił mnie, przyciskając moją głowę do swojej piersi.
- Chciała cię zabić. Masz zadrapanie na twarzy i szyi. Broniłaś się. - usłyszałam. Zadrapanie? Nawet tego nie czuję.
- Broniłaś się. Cieszę się, że nic ci nie jest. - spojrzałam na niego. Załkałam głośno. Serce mnie bolało.
- To tylko dziecko. - wychlipiałam. Matthew przytulił mnie mocno i trzymał długo w swoich ramionach, dopóki nie opadłam z sił i nie zasnęłam.
<><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
PS. Muszę przyznać, że pierwsze dwa wersy, czekały dobre lata, żeby je opublikować. Cząstka weny mi wróciła i mam nadzieję, że na długo dłużej.