dziewięć.

1.6K 156 201
                                    

clay, jak nigdy, obudził się dzisiaj o wczesnej porze. pobudka spowodowana była przez deszcz natrętnie uderzający w jego okno. wzdycha myśląc o śnie. musiał obudzić się akurat wtedy, gdy miał pocałować kwiatuszka. 

— głupie sny, dlaczego nie mogą być prawdziwe — mamrocze wychodząc z łóżka.

zakłada czarne jeansy, parę starych vansów z białymi skarpetkami, biały t-shirt i jaskrawozieloną bluzę. na wierzch zakłada kurtkę przeciwdeszczową, bierze również parasolkę.

wychodzi z domu i kieruje się w stronę kawiarni, w której umówił się z george'em. zajmuje miejsce przy stoliku i czeka.

wzdycha i rozgląda się po pomieszczeniu. słyszy dzwonek i odwraca się widząc niskiego chłopaka - jego kwiatuszka -  przekraczającego próg lokalu. wstaje i wita się z nim po czym oboje siadają.

— hej clay! — chichocze brunet. clay uśmiecha się i widzi, że george dygocze.

— zimno ci? — pyta patrząc na jego szczękające zęby. 

— n-nie — mówi z uporem. 

— witam, w czym mogę pomóc? — do stolika podchodzi uśmiechnięta kelnerka, która bezwstydnie pożera claya wzrokiem.

george to zauważa - nie podoba mu się sposób, w jaki ona na niego patrzy. tylko on może tak na niego patrzeć. czy to jest zazdrość? zastanawia się.

— hm, na co masz ochotę, georgie? — brunet rumieni się na dźwięk przezwiska.

— poproszę kawę z mlekiem i trzema łyżeczkami cukru — mówi cicho. clay patrzy na niego niepewnie czując się niekomfortowo ze wzrokiem kelnerki na sobie.

— ja wezmę kawę z dwiema łyżeczkami cukru i czekoladową babeczkę — składa zamówienie. kelnerka przytakuje, zapisuje ich życzenia i znika w kuchni.

— clay, dlaczego ona patrzyła na ciebie tak-tak dziwnie? — pyta george.

— nie wiem, kwia- georgie — mamrocze clay. chciał, żeby to jego kwiatuszek tak na niego patrzył, nie kelnerka, której w ogóle nie zna. widzi, że jego towarzysz smutnieje, więc odwraca się w jego stronę.

— georgie, tylko ty możesz tak na mnie patrzeć — mruczy clay i przechyla się przez stół aby przytulić przyjaciela. słyszy, jak george sapie w jego uścisku. wraca na swoje miejsce gdy wraca do nich kelnerka. ma na imię sam.

— proszę bardzo! — kobieta stawia przed nimi dwie kawy i ogromną czekoladową muffinkę. dziękują jej i zabierają się za jedzenie.

clay wzdryga się, gdy widzi przyklejoną do kubka karteczkę z numerem telefonu. delikatnie odrywa ją od kubka aby się nie poparzyć i szybko wyrzuca do najbliższego śmietnika. słyszy chichot kwiatuszka, wydaje mu się jednak, że nie jest on do końca szczery.

— co tam, georgie? — pyta spoglądając na niego.

— nic takiego, kelnerka źle napisała moje imię — pokazuje clayowi karteczkę z napisem ,,Gorge".

— przepraszam? — clay unosi brew.

— tak, dream? — blondyn uśmiecha się gdy słyszy ksywkę opuszczającą usta george'a. 

— dosłownie wszyscy o imieniu george zapisują swoje imię jako g-e-o-r-g-e! jakim cudem ona się w tym pomyliła — sapie.

— spokojnie, clay, nic się nie stało — uspokaja go george z uśmiechem na twarzy. na jego widok clay się opanowuje. 

— jeżeli to cię uszczęśliwi — odpowiada. bierze parę łyków kawy i odgryza kawałek babeczki.

george podnosi kubek do ust i momentalnie wypluwa napój.

— george? wszystko w porządku? — pyta clay i wyciera stół serwetką.

— strasznie gorzka — odpowiada zdegustowany brunet marszcząc nos. jakim cudem on wygląda tak pięknie nawet wtedy, gdy jest zły? zastanawia się clay. wstaje i bierze obydwa kubki.

— sekundka — mówi i podchodzi do lady aby wziąć z niej cukier i mleko. george zaciera ręce i bierze do ust mały gryz babeczki claya wewnętrznie jęcząc z rozkoszy. jeszcze jeden gryz nie zaszkodzi, prawda?

chwilę później jeden zamienia się w dwa, dwa w trzy, trzy w cztery. george szybko odkłada przekąskę na stół gdy widzi, że clay wraca do stolika.

— proszę, georgie — mówi stawiając przed nim swoją kawę.

— co? dlaczego dajesz mi twoją? — pyta brunet.

— bo chcę, żebyś był zadowolony z pobytu tutaj — mówi clay. — zrobiłem taką, jaką lubisz - z mlekiem i trzema łyżeczkami cukru. 

— wow, dream... n-nie musiałeś! — jąka się chłopak.

— musiałem. jesteś dla mnie bardzo ważny i chcę, żebyś był szczęśliwy — mamrocze pod nosem. george się rumieni. — chwila, zjadłeś moją babeczkę? — warczy clay.

— t-tak — chichocze george.

— nie będę ci żałował, możesz zjeść całą. zresztą, i tak nie byłem głodny — posyła brunetowi uśmiech. george szybko bierze babeczkę do ust i jęczy, gdy czekolada spływa w dół jego przełyku. bierze łyk kawy i chichocze - clay rzeczywiście zrobił ją taką, jaką lubi.

— woah, kolego, spokojnie. nie chcemy, żebyś się udławił — śmieje się blondyn. twarz george'a robi się czerwona z zażenowania.

— chwila, jesteś brudny — zanim george zdąży zapytać gdzie, clay delikatnie przesuwa palcem po jego górnej wardze. uszy, szyja i nos george czerwienieją jak dorodny pomidor. — wracamy do ciebie? przeczytamy tą książkę, którą tak bardzo lubisz — proponuje clay. stara się ignorować rumieńce george'a. jego towarzysz przytakuje cicho.

nie może się doczekać, kiedy pocałuje kwiatuszka... kiedy będzie jego największą miłością.

flower boy || dreamnotfound / gream (PL)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz