butterfly invitation

674 97 93
                                        


Blondyn powolnie uchylił lepiące się dalej powieki, ziewając i zakrywając sobie usta dłonią. Rozkojarzony podrapał się w tył głowy, siadając po turecku na trawie. W miejscu gdzie leżał zimno ciągnęło od ziemi gdyż akurat był pod cieniem jakie rzucało na niego drzewo pod jakim spał. 

Rozciągnął się dalej siedząc, po czym odwrócił się w stronę, jak przynajmniej myślał klaczy chcąc się z nią przywitać. Jak oparzony skoczył na nogi, gdy zorientował się, że sznur do jakiego przywiązana była jego kompanka był rozwiązany. Wiedząc, że ta nie powinna oddalić się daleko szybko pozbierał swoje rzeczy z ziemi, włącznie ze swoją maską, którą już miał zakładać na twarz, zanim to jednak uczynił zebrał dużo powietrza w płucach. 

-Patches?! - wydarł się w przestrzeń, nawołując swoją towarzyszkę. Zwykle reagowała na jego głos natychmiastowo, była oddaną klaczą i dobrą przyjaciółką. Aż się wzdrygnął, gdy usłyszał jej parsknięcie tuż obok swojej głowy, tylko że z przeciwnej strony na którą wcześniej patrzył. 

Odwrócił się szybko w jej stronę, zamierając. Niemal połknął własne serce, gdy spostrzegł jasne dłonie ozdobione drobnymi zaczerwienieniami na kostkach głaszczące pysk klaczy. Jego zielone oczy wyrażały autentyczne dziwienie, a maska jaką do tej pory trzymał wyleciała mu z rąk. Nie spodziewał się za żadne skarby takiego spotkania. 

Widząc księcia, stojącego tuż obok niego z ciepłym uśmiechem na twarzy głaszczącego jego ukochanego zwierzaka, z błyszczącymi się motylkami wysadzanymi diamentami mieniącymi się pośród czarnych pasem włosów i z tym przeszywającym, wciągającym czekoladowym  spojrzeniem utkwionym w niego blondyn miał wrażenie, że dalej śpi. 

To wrażenie jednak popsuł mu dźwięk metalowego narzędzia, zapewne ostrego, wyciąganego z pochwy. Clay spojrzał w bok, dostrzegając, że miał do czynienia również z samym generałem straży królewskiej i jakimś szczupłym chłopakiem, który nie potrzebował żadnego sztyletu, gdyż sam jego wzrok sprawiał, że Clay miał ochotę jak najszybciej się stąd oddalić. 

Tą dwójkę też już zdążył poznać i zrobić jakie takie rozeznanie z sytuacji. Ze względu na swoją pracę o Nicholas'ie słyszał już  z milion razy, a o Karl'u dowiedział się pierwszy raz z ust Quackity'ego. 

Blondyn podniósł ręce w górę, rzucając w stronę księcia zmartwione spojrzenie. Miał zamiar grać ofiarę. George niemal od razu się zreflektował, każąc gestem dłoni schować Nick'owi broń. Szatyn jednak nie wykonał dokładnie jego polecenia chcąc być gotowym do wszystkiego, jednak opuścił ostrze w dół. Karl natomiast nie przestał rzucać podejrzliwego spojrzenia na blondyna, raz co raz spoglądając na maskę leżącą na ziemi. 

- Cieszę się, że znowu się widzimy Clayton - oznajmił George, z równie pięknym uśmiechem na twarzy, jak te ostatnie, które blondyn mógł obserwować podczas opowiadania historii - Co za zbieg okoliczności. 

Clay opuścił dłonie, uśmiechając się promiennie do bruneta, który zręcznie wybawił go z sytuacji. Blondyn zaśmiał się w duchu, widząc zdziwione wyrazy twarzy pozostałej dwójki. Podszedł do księcia i ujął jego dłoń, przykładając do niej czoło, ale jej nie całując, zupełnie jak za pierwszym razem. 

- Tak, jestem bardzo szczęśliwy, że znowu mogę cię ujrzeć - oznajmił blondyn, puszczając dłoń księcia. Ściągnął swoją zielonkawą pelerynę ze swoich ramion, zostając tylko w czarnym, dopasowanym golfie przyozdobionym skórzanymi pazami przyczepionymi do spodni. Rozłożył ją na trawie, gestem dłoni zapraszając George'a by usiadł. Gdy ten to uczynił, blondyn usadowił się całkiem blisko niego, przy okazji kładą swoją dłoń za jego plecami. 

Blue Flower | DnfOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz