7.

280 7 11
                                        

Kiedy się obudziłam budzik na szafce wskazywał 13stą. Luki nie było już obok mnie, zamiast niego na poduszce znowu znalazłam ubrania. Tym razem była to zwiewna sukienka w kwieciste wzory. Denerwowało mnie, że wybiera nawet moje stroje, ale to było dla mnie jedyne wyjście z sytuacji, bo nie wiedziałam, gdzie moja walizka. Kiedy byłam gotowa do wyjścia zeszłam po schodach willi. W przedsionku przywitała mnie starsza kobieta, jak się domyśliłam służąca.

-Niech panienka pozwili na śniadanie.

-Nie jestem zbytnio głodna.-dukałam po włosku. Nie za często używałam wcześniej tego języka, przez co czułam ewidentne braki w słownictwie.

-Zjedz coś Ines, odezwał się z jadalni mój mąż.

-Nie jestem głodna.-krzyknęłam bezpośrednio do Luki.

-W takim razie mogę najpierw pokazać ci dom, a potem wrócimy tu i zjesz coś.

-Nie jestem głodna, przecież mówię, dalej boli mnie głowa.

-Zdążysz zgłodnieć, Sofija, daj jej jakieś tabletki.- burknął do swojej gosposi, a ona ochoczo spełniła jego rozkaz.
Po chwili wstał od stołu i złapał mnie pod rękę. Początkowo to przemilczałam, bo nie chciałam robić scen przed Sofiją, ale jak tylko wyszliśmy z jadalni zażądałam by mnie puścił. Ku mojemu zdziwieniu spełnił moją prośbę.
Willa była bardzo duża i ładnie urządzona. Na dole znajdowały się dwa pokoje gościnne, gabinet Luki, pokój Sofiji, pomieszczenie dla ochrony, jadalnia, kuchnia połączona z salonem i łazienka. Potem zeszliśmy w dół, gdzie w garażu oprócz czterech samochodów stał sprzęt do ćwiczeń i wypełniony po brzegi barek.
Na końcu poszliśmy na pierwsze piętro, gdzie na ścianie korytarza wisiało wiele obrazów, co mnie zaciekawiło:

-Kto je wybierał?

-Ja je wybrałem i kupiłem. Podobają Ci się?

-Tak, są różne ale wszystkie jakoś do siebie pasują, nie wiem jak to wytłumaczyć.

-Tez tak myślę, łączy je jeden element.

-Jaki?

-Sama do tego dojdziesz, chodź, pokaże ci resztę i zjesz śniadanie.

Na pierwszym piętrze było pięć pokoi, sypialnia w której spałam, gdzie znajdowała się osobna łazienka, wielka garderoba z balkonem, łazienka, biblioteka i nieduży pokój z tzn. gratami.

-Czytasz?-zapytałam obejmując ręką bibliotekę.

-Kiedyś czytałem. Teraz nie mam czasu. A Ty?

-Czytam.

-Co lubisz?

-Nic co tu masz. Czytam klasyki, w większości polskie.-może nie była to całkowita prawda, ale pokazanie mu na każdym kroku, że nic o mnie nie wie sprawiało mi satysfakcję.

-Rozumiem, sprawdź regał po prawej.-rzucił i podszedł do okna.
Dostojewski, Prus, Mickiewicz, Tetmajer, Żeromski, Goethe, Austen, Fitzgerald... I wiele innych klasyków. Spojrzałam na Lukę pytająco.

-Chyba wychodząc za Polkę biorę pod uwagę jej korzenie.- wydawał się dość dumny z siebie, ale nie chciałam dać po sobie poznać, że mi to imponuje.

capo dei capiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz