Rozdział 3

1.4K 71 5
                                        

-Tak się składa, że pomimo mojego wieku mam spore doświadczenie w walkach, więc proszę nie kwestionować mojego stanowiska. Nie musicie być podejrzliwi. Ta posada została mi zaproponowana przez waszego dyrektora, który nie dopuściłby mnie do tej pracy gdyby było ze mną coś nie tak- odpowiedziałem na wcześniejsze pytanie.

Przyznam, że nie do końca się zgadzałem z tym co powiedziałem. Uważałem, że Dumbledore jest trochę...dziwny, ale jednak sprytny. Coś podpowiadało wszystkim, że trzeba go szanować i podziwiać. Jednak wiedziałem co zaszło rok temu. Śmierć jednego z uczniów nie stwarza dobrej reputacji w świecie. Co innego było u półbogów. Wielu z nich zginęło młodo nawet nie wiedząc o swojej tożsamości. Zdarzały się przypadki, w których dzieciaki zostały złapane przez potwory tak blisko obozu, że niemal słyszałem okrutny śmiech losu. Ale jedno jest wiadome. Każda śmierć była okropna. Nie ważne czy umarł półbóg, czarodziej czy "zwykły" człowiek.

-Panie profesorze!

Ouh chyba trochę odpłynąłem.

-Przepraszam trochę się zmyśliłem, zaraz koniec zajęć, więc dziękuję wszystkim i proszę pamiętać o jutrzejszym miejscu zbiórki!

Klasa powoli pustoszała. Ostatnie wyszło złote trio zerkając na mnie podejrzliwie. Przewróciłem tylko oczami i czekałem na następną klasę.

Wszystko poszło sprawnie i właśnie wychodziłem z klasy gdzie odbyły się moje ostanie zajęcia dzisiejszego dnia. Zostałem poinformowany, że odbędzie się dzisiaj mecz Qiudifcha. Jakoś tak to szło. Nie mając nic innego do roboty poszedłem wolnym krokiem w stronę stadionu. Robił wrażenie nie powiem. W ostatniej chwili zdążyłem usiąść obok profesora Snape gdy rozległe się gwizdek rozpoczynający grę. Z czasem zaczęło mi się trochę nudzić. Nie zrozumcie mnie źle gra była naprawdę... Interesująca, ale nie mogłem przestać się wiercić i stukać palcami o kolano. Głupie życie półboga. Westchnąłem tylko i wróciłem do obserwacji gry. Słyszałem, że rywalizacja między Gryffindorem, a Slytherinem jest bardzo zażarta. Oczekiwałem jakiejś bójki, lub bardzo nieczystych zagrań, ale ku mojemu zdziwieniu oprócz kilku nienawistnych spojrzeń i komentarzy nie zdarzyło się nic wielkiego. Nawet mi to pasowało. Nagle usłyszałam przerażający krzyk. Nauczyciele stanęli szybko na nogi, a mój wzrok powędrował w stronę z której wydobywał się dźwięk.

Minotaur na trybunach.

Jak do cholery tego nie zauważyłem. Przeklnąłem cicho po grecku i chwyciłem orkan do ręki w formie długopisu. Na boisku wybuchło zamieszanie. Wszyscy z pobliskich rzędów rzucili się do ucieczki. Stary kolega nagle spojrzał na mnie i wydał z siebie okrzyk. Ta świetnie wyczuł obecność półboga. Kilka nauczycieli podążyło za uczniami, aby zapewnić im bezpieczeństwo, a reszta została i wyciągnęła różdżki. Chwilowo nie ruszyłem do ataku mając nadzieję, że magia pokona zwierzynę. Myliłem się, wszystkie potężne uroki odbijały się od jego skóry. Spojrzałem kątem oka na Dumbledora. Jego oczy były skupione na celu, ale skinął głową jakby wiedział o co mi chodzi.

No to do roboty.

Spojrzałem tylko na tłum uczniów ściskający się przy wyjściu. Nie powinno im się nic stać. Za chwilę będzie po wszystkim, miałem nadzieję. Nie czekając dalej, ruszyłem do przodu mimo protestów nauczycieli. W sumie to miłe, że się martwili. Oni sami nie umieli pokonać tego potwora, więc nie przeszło im nawet przez myśl, że jakiś 20 latek będzie w stanie stawić mu czoła. Odkręciłem orkan słysząc za mną ciche okrzyki zdumienia. Kącik ust nieświadomie uniósł mi się do góry. Skupiłem się na zadaniu.

-Witaj stary przyjacielu- mruknąłem ruszając do ataku.

Rywal tylko zagrzmiał i zaszarżował na mnie. Uchyliłem się pod jego atakiem i uchwytem miecza uderzyłem go w twarz. Nie nazwałbym tego twarzą, ale lepiej się nie sprzeczać. Chwilę walczyliśmy szybkim tempem, ale ostatecznie wbiłem w niego miecz i rozpadł się w pył. Schowałem orkan do kieszeni i otrzepałem się z jego pozostałości. Dziwnie to zabrzmiało. Odwróciłem się do czarodziejów, którzy z otwartymi ustami wpatrywali się we mnie.

-Huh, trochę niezręczna ta cisza- rzekłem próbując rozładować napiętą atmosferę.

Jak na zawołanie zamrugali wszyscy oczami kilka razy.

-Wydaje mi się, że potrzebne są tu wszystkim wyjaśnienia -powiedział jako pierwszy Dumbledore.

Wszyscy powoli pokiwali głowami i ruszyli za Dumbledorem do jego gabinetu. Szedłem ostatni i nie mogłem się nadziwić jak to komicznie wyglądało. Dorośli szli wymieniając się cicho swoimi przypuszczeniami. Czasami zaszczycił mnie ktoś ciekawskim spojrzeniem, i tak oto minęła droga. Gdy wszyscy znaleźli się w gabinecie Dumbledora dyrektor przemówił. (Wszyscy oprócz Umbridge byli tam oczywiście. Nie było jej przy tym zajściu na szczęście.)

Dumbledore wyjaśnił krótko jego uproszczony plan pomijając oczywiście niektóre kwestie. Powiedział o bogach i o moich osiągnięciach. Na wzmiankę o tatarze zacisnąłem mocniej ręce. Czasami spojrzał ktoś na mnie z litością, głośno przełykając ślinę. Nie uśmiechało mi się mówić wszystkim o moich osiągnięciach, ale jak widać Dumbledore miał inne zamiary. Zapewne miał w tym jakiś cel. Mam tylko nadzieję, że nie zostanie to wykorzystane przeciw mnie. Chwilę później zakończył swój wywód dając wszystkim tu zgromadzonym jasny sygnał, że ma to zostać zachowane w tajemnicy.

-Dziękuję, że mnie wysłuchaliście i że rozumiecie jak jest to ważna misja. Teraz jeśli byście mogli zostawić mnie i Perseusza samego. Musimy omówić kilka spraw- powiedział na koniec.

Wszyscy wyszli zostawiając nas samych.

-Ufam im. Nie przewidziałem chwilowo tego, że będą musieli o tym wiedzieć, lecz nie było innego wyjścia. Mam nadzieję, że rozumiesz- rzekł Dumbledore.

-Tak, nie było innego wyjścia- westchnąłem pocierając czoło.

-Wojna zbliża się nieubłaganie, a ja muszę zabezpieczyć szkołę na wszystkie sposoby. Jeśli Voldemort zaatakuje nas razem z armią potworów będziemy w poważnych tarapatach. Dlatego też zgodziłeś się nam pomóc za co bardzo dziękuję...

Potrząsłem głową.

-Obawiam się, że będę zmuszony za niedługo opuścić szkołę na trochę. Umbridge ściśle współpracuje z ministerstwem, które obawia się mnie z niewiadomych przyczyn. Jeśli Umbridge przejmuje posadę dyrektora na jakiś czas chciałbym, abyś coś dla mnie zrobił. Uczniowie muszą być przygotowani. Znajdź jakiś sposób, żeby doskonalili się w walce, ale też w magii. Wiem, że zostałeś pobłogosławiony przez Hekate, więc jak będzie taka sytuacja to proszę, żebyś zadbał o ich naukę- zakończył poważnie.

Wpatrywałem się w niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Rozumiałem.

-Zrobię co w mojej mocy, żeby ich przygotować- obiecałem.

-Nie wiem kiedy dokładnie wojna przyjdzie. Może to być za rok lub dwa lata, ale wiem, że się zbliża. Nawet jak nie będzie w tym roku to zmarnują sporo czasu, który mogliby poświęcić na naukę. Tak nie może się stać- powiedział krążąc po gabinecie.

Rozumiałem go. Bezpieczeństwo podopiecznych było jego i moim priorytetem. Zrobię wszystko, żeby tego dopilnować. Porozmawialiśmy jeszcze trochę o mniej ważnych tematach i następnie ruszyłem do swojego pokoju.


...

Wesołych świąt! 🎄🎅🏻
Mam nadzieję, że dobrze się bawicie!


Percy Jackson w Hogwarcie :0Where stories live. Discover now